Wszyscy wiemy, jak zachowuje się pies ogrodnika. Sam nie ma, ale innym nie pozwoli. Sam nie potrafi, ale zrobi co może, żeby inny nie skorzystał. Tak się właśnie w tej chwili zachowują nasze wyższe uczelnie i Konferencja Rektorów. Choć sami mają fatalne wyniki w komercjalizacji powstałych na uczelniach wynalazków, to robią co mogą, żeby konserwować zmurszały system.

REKLAMA
Kilkanaście dni temu raport o innowacyjności w Unii Europejskiej jasno pokazał, że żadne pudrowanie nie pomoże. Polska była, jest i zapewne będzie na końcu listy innowacyjnych krajów Unii Europejskiej.
logo

W ogólnym zestawieniu gorsze od nas są tylko trzy państwa. Każde z nich dużo mniejsze i dużo biedniejsze. Raport jest na unijnych stronach, nie będę więc katował Was kolejnymi wykresami. Niektóre są dla nas jeszcze gorsze niż to ogólne zestawienie.
Na tapecie od kilkunastu miesięcy jest odważny pomysł na (jak to napisał słynny poeta z Milanówka): ugryzienie żubra w d. Była minister nauki Barbara Kudrycka zaproponowała tak zwane "uwłaszczenie naukowców". Naukowiec, który coś wymyśli, a potem skomercjalizuje (czyli albo sprzeda, albo użyczy licencję, albo włoży pomysł w nową spółkę) będzie miał prawa majątkowe do swojego pomysłu. Po ludzku: będzie miał prawa do swojego wynalazku. Uczelni zostanie 25%.
W tej chwili uczelnie mają prawo do 100% pieniędzy ze swoich wynalazków. Bronią tych 100% jak niepodległości, choć jest to 100% z niczego. Przychody z komercjalizacji odkryć to śladowy procent budżetów szkół wyższych. W ciągu ostatnich czterech lat na jednym z czołowych polskich uniwersytetów Centrum Transferu Technologii udało się udzielić zawrotnej liczby 5 licencji na komercyjne wykorzystanie pomysłów. Inna szkoła wyższa - tym razem techniczna - pozyskała z tego źródła 600 tysięcy złotych. Co przy rocznym budżecie na poziomie kilkudziesięciu milionów jest przykrym świadectwem klęski. Cała polska komercjalizacja naukowa rocznie to kilka projektów. Margines. Uczelnie pewnie więcej zarabiają na dzierżawie powierzchni pod sklepiki z lizakami, gumą i bułkami.
Skąd ta klęska? Stąd, że uczelnie nie umieją, nie chcą, lub nie mają czasu komercjalizować pomysłów a naukowcy nie mają motywacji, żeby się tym zajmować. Nie będą mieli ani więcej pieniędzy, ani udziałów, ani nic. Także dlatego wynalazki i odkrycia lądują w szufladach. A stereotyp naukowca to facet w wyciągniętym swetrze, który jest zbyt biedny, żeby sobie kupić lepszy, a poza tym z główą w chmurach więc z pogardą traktujący rynek.
Tymczasem po zmianach prawnych pieniądze ze sprzedaży jednego patentu mogą przekraczać roczną pensję naukowca na uczelni. Pojawia się więc silna komercyjna motywacja, żeby szukać klientów. Naukowcy będą chcieli, żeby ich pomysły były wdrażane.
Na naszych wynalazkach bogacą się inni - pisaliśmy niedawno w akcji "Nie tylko Skłodowska". Przy jej okazji poznaliśmy wielu fantastycznych polskich naukowców. Zobaczyliśmy, że z polską nauką nie jest tak źle, że są w niej niebywale inspirujące i dynamiczne osoby.
Czas rozwiązać im ręce i przez finansową zachętę przekonać do działania rynkowego.
Co stoi na przeszkodzie? No właśnie.
Minister Kudrycka odeszła z rządu. Minister Lena Kolarska - Bobińska, jak mówi się w Sejmie, nie czuje ani tego, ani innych tematów ze swojego resortu. Na posiedzenie komisji wysyła wiceminister. Minister nie będzie smutno jeśli projekt uwłaszczenia naukowców w Sejmie przepadnie. Mimo, że jest to projekt rządowy. Uczelnie tymczasem nie próżnują i prowadzą ostry lobbing przeciwko uwłaszczeniu. Jak intensywny jest to lobbing wystarczy przekonać się sprawdzając w Google liczbę tekstów, wywiadów, oświadczeń.
Uwłaszczenie naukowców nie jest egzotycznym polskim wynalazkiem prawnym. Jest w Szwecji (która jest na czele listy krajów innowacyjnych). Jest we Włoszech (od 2001 roku). W Austrii, Czechach, Danii, Niemczech, Finlandii jest przywilej pierwszeństwa wg którego twórca jest pierwszym właścicielem wynalazku. W Belgii pracodawca ma określony czas na komercjalizację wynalazku. Jeśli nie zdąży - prawa przejmuje twórca.
Uczelnie, jeśli nie przeciwstawimy się im wszyscy publicznie, mogą doprowadzić w Sejmie do zablokowania uwolnienia akademickiej przedsiębiorczości. Dlatego zaczynamy cykl wywiadów i artykułów. Traktujemy go jako przedłużenie akcji "Nie tylko Skłodowska". Wtedy pokazaliśmy świetnych ludzi w polskiej nauce. Teraz popieramy pomysł, aby tym ludziom dać dodatkową motywację. Wszyscy na niej skorzystamy. Więcej innowacji, to więcej firm, więcej podatków, więcej pieniędzy, lepsza opinia o Polsce. Nie pozwólmy, aby uczelnie, które przez wiele lat pokazywały, jak mało im na innowacyjności zależy, dyktowały warunki w tej sprawie.
Czas żubra polskiej innowacyjności ugryźć w d.