Tak się w życiu złożyło że robię to co kocham, jestem sportowcem a dokładnie biathlonistą. Mogę powiedzieć, że jestem szczęściarzem, bo chyba każdy o tym marzy, by łączyć pracę z przyjemnością.

REKLAMA
Będąc dzieckiem ,co zresztą pozostało mi do dziś, oglądałem wszystkie
transmisje zawodów jakie tylko były dostępne i oczywiście występowali w nich
polscy zawodnicy.Bywało, że po przegranym meczu polskiej reprezentacji w
piłce nożnej moje oczy były zalane łzami i nie pomagały pocieszenia mamy ,że
następnym razem wygrają ponieważ ja pragnąłem by wygrywali wszystko.
Dziś patrze na zmagania sportowców inaczej, stoję po drugiej stronie, jestem
wśród nich i podobnie jak oni cieszę się zwycięstwami i ciężko znoszę
porażki. No właśnie... co możemy nazwać zwycięstwem a co porażką? Bardzo
często jest tak, że inaczej ocenia dany start kibic a inaczej zawodnik.
Dlaczego? Dla kibica wygrana to miejsce pierwsze, ewentualnie podium,
natomiast zawodnik ocenia swój wynik pod względem przygotowania w danym
momencie. Jako sportowcy jesteśmy świadomi, że nie można wygrywać
wszystkiego (szczególnie w sportach wytrzymałościowych) i dlatego stawiamy
sobie cele do których się przygotowujemy znosząc po drodze „przegrane” by w
tym jednym, jedynym starcie błysnąć. Pisząc te słowa na myśl przychodzi mi
obecny sezon Justyny Kowalczyk. Cofnijmy się w czasie. Jaki był dla niej
początek tego sezonu? Jak komentowano jej wyniki? Jednak konsekwencja w
przygotowaniach przyniosła sukces i znowu została królową! Piąte czy siódme
miejsca w grudniowych zawodach, które być może dla kibiców były porażkami,
dla Justyny stanowiły wygraną, ponieważ ona wiedziała na jakim jest etapie
przygotowań i ile zdrowia te biegi ją kosztowały.
Jako sportowcy mamy świadomość, że narażamy się na krytykę, która jest
wliczona w nasz zawód i jesteśmy na to gotowi, jednak ważne jest, by
pojawiała się ona w momencie gdy na nią zasłużymy, czyli po zakończeniu
„głównych” zawodów w sezonie. Czy to jest możliwe?
Justyna wygrała, ja swoje główne starty mam jeszcze przed sobą. Patrząc
wstecz, czeka mnie bardzo trudne zadanie, jednak mocno wierzę, że sprostam
oczekiwaniom, bez tej wiary, moja praca nie miała by sensu.