Premier zapowiedział spotkania ze wszystkimi ministrami, po upływie 100 dni funkcjonowania rządu i dokonanie surowej oceny ich działań. Nie wykluczył nawet rekonstrukcji gabinetu. Ciężko jednak wskazać, kogo realnie mógłby wymienić.
REKLAMA
Joanna Mucha
Minister sportu jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem rządu Tuska. Można odnieść wrażenie, że porusza się po resorcie, jak słoń w składzie porcelany. Wpadka goni wpadkę - pytanie o "wybór" drużyn do meczu o Superpuchar, oddawanie Stadionu Narodowego na raty, duża i wątpliwa premia dla Rafała Kaplera z NCS, zatrudnienie w COS Marka Wieczorka, którego kwalifikacje kwestionowały media, wreszcie kłopoty ze zliczeniem lig hokejowych. Zdymisjonowanie minister Muchy byłoby jednak dla premiera przyznaniem się do sporego błędu - postawienia na rok przed Euro 2012 na czele kluczowego resortu osoby, która nie udźwignęła ciężaru obowiązków. Poza tym skąd wziąć następcę, który ekspresowo zapozna się ze sprawami ministerstwa, skoro do mistrzostw zostało 3,5 miesiąca? Na dobrze zorientowanym w tej materii Drzewieckim nadal ciąży odium afery hazardowej. Powrót Giersza byłby komiczny. Czasu do EURO 2012 jest mało, możliwych następców brak - minister sportu raczej się nie zmieni.
Bartosz Arłukowicz
Skoro Donald Tusk nie zdecydował się na zdymisjonowanie ministra zdrowia gdy wybuchła afera z listą leków refundowanych, trudno spodziewać się, by uczynił to gdy jej echo już przebrzmiało. Wyrzucenie Arłukowicza spowodowałoby powtórne zwrócenie uwagi opinii publicznej na kłopoty w służbie zdrowia. Arłukowicz może więc spać spokojnie, premierowi nie zależy na rozdrapywaniu świeżych ran.
Jarosław Gowin
O dymisji ministra sprawiedliwości mówi się w zasadzie od momentu, kiedy objął urząd. Merytorycznych powodów do odwołania Gowina jednak do tej pory nie ma. Mogą jednak istnieć przesłanki pozamerytorczne - dymisja ministra sprawiedliwości na pewno zajęłaby opinię publiczną na kilka dni. Pozwoliłoby to premierowi zyskać kilka dni oddechu od maglowania w mediach wpadek minister Muchy, kłopotów ze Stadionem Narodowym, czy odbijającej się nieustannie czkawką sprawy ACTA. Warto jednak pamiętać, że wyrzucenie z PO lidera lewego skrzydła Janusza Palikota spowodowało powstanie ugrupowania, które jeszcze nie raz może wpędzić Platformę w kłopoty. Usunięcie z rządu Gowina, lidera konserwatywnego skrzydła, gdy na prawicy tworzy się konserwatywna inicjatywa Ziobry, a kilku ciekawych polityków pozostaje niezagospodarowanych, to spore ryzyko. Jarosław Gowin był przecież zawsze świetnym alibi dla premiera, gdy pojawiały się zarzuty, że Platforma ma mało wspólnego z prawicą. Poświęcenie takiej broni wizerunkowej na rzecz doraźnych korzyści wydaje się mało prawdopodobne. Minister sprawiedliwości może więc raczej spać spokojnie.
Innych kandydatów do dymisji, poza wymienioną trójką, nie widać. Zapowiedź rekonstrukcji rządu była więc najpewniej zabiegiem marketingowym premiera. Tusk nie nie może udawać, że wszystko jest w porządku, bo Polacy widzą, że nie jest. Musi więc pogrozić palcem, żeby dać wyraz swojego panowania nad sytuacją, choćby miało być dokładnie odwrotnie.
