Poseł Krystyna Pawłowicz wsparła feministyczną rewolucję językową. Oczywiście, wbrew swym intencjom…
REKLAMA
Nikczemne i niegodziwe komentarze poseł Krystyny Pawłowicz na temat warszawskiego Marszu Szmat zrobiły w mediach prawdziwą furorę. Bo wiadomo, im ktoś głośniej krzyczy, jest bardziej napastliwy i agresywny, tym – niestety! – w mediach przebija się skuteczniej. Choć nadal uważam (wypowiadałam się na ten temat niejednokrotnie), że najlepiej byłoby nie nagłaśniać pełnych jadu wystąpień Krystyny Pawłowicz, muszę przyznać, że jej medialna aktywność przyniosła jeden dobry skutek. Atakująca i wyskakująca z ekranu telewizora Krystyna Pawłowicz, która z uporem domaga się, aby mówić o niej poseł a nie posłanka, spowodowała, że forma poseł w odniesieniu do posłanek zaczęła być powszechnie odbierana jako groteskowa i wręcz żenująca.
Dzięki moim staraniom w marcu tego roku wprowadzono koperty z nadrukami "posłanka na Sejm" i tym samym panie poseł oficjalnie zostały posłankami. Jednak wtedy niewielki procent posłanek zdecydował się skorzystać z tej możliwości (tylko 15 ze 110 pań). Do dziś mamy więc w parlamencie trzy grupy – są posłanki, posłowie – mężczyźni i trzecia płeć – posłowie – kobiety, czyli prywatnie kobiety, a w Sejmie mężczyźni. Teraz jednak, po medialnej ofensywie Krystyny Pawłowicz, ta trzecia grupa (posłów – kobiet) ma szanse znacznie się zmniejszyć. Będzie mniej kobiet, które w parlamencie zamieniają się w mężczyzn. Poseł Pawłowicz bardzo wsparła feministyczną rewolucję językową. Zrobiła skutecznie, choć oczywiście wbrew swoim intencjom…
