Rektor Uniwersytetu Łódzkiego zabronił swoim pierwszo etatowym pracownikom zatrudniać się na drugim etacie w innych uczelniach. Nie wolno im nawet uczestniczyć w konferencji, organizowanej przez inną łódzką uczelnię. Pracownicy UŁ nie mają wyjścia – przychodzą do swoich ‘drugich’ pracodawców i przynoszą wymówienia. Są wściekli i upokorzeni, bo wprawdzie wolno im pracować na umowę o dzieło, ale to nie to samo co umowa o pracę. Są zmuszeni zmienić dobrą umowę na tzw. śmieciową. A co na to prawo? Nic, bo uczelnie są autonomiczne i rektor może sobie robić co chce. Z państwowego budżetu płyną strumieniem pieniądze podatników, więc krzywda mu się nie stanie.
Lata całe było przecież tak dobrze: monopol państwowych uczelni znany jest świetnie tym, którzy kończyli studia w poprzedniej epoce.
