W każdym profesjonalnym teście psychologicznym, są tzw. pytania kontrolne. Pomylenie zwłok jest właśnie takim „pytaniem kontrolnym” - testem dla PO, a przede wszystkim dla jej zwolenników.
REKLAMA
Pytanie kontrolne służy temu, by sprawdzić czy uważnie i uczciwie odpowiadamy na pytanie, a nie po to, by ustalić jakąkolwiek prawdę. Pytania kierowane dziś do rządzących o skandaliczne pomylenie zwłok nie jest pytaniem o prawdę, ale sprawdzianem przyzwoitości i szczerości. ...Bo przecież, jaka jest prawda, to akurat wszyscy wiedzą: nie przeprowadzono skrupulatnych badań, nie zachowano staranności, nie dochowano szacunku dla zwłok – skoro je najzwyczajniej pomylono.
Ciężko jest dyskutować z przeciwnikiem, który wysuwa nonsensowne tezy, przywołuje wydumane fakty. Łatwiej, gdy jesteśmy w stanie w czymkolwiek się z nim zgodzić. I właśnie dlatego, zamiast strategii wyciszania, wykręcania, ośmieszania, należy po prostu przyznać rację w kwestii burdelu panującego przy badaniu i wysyłce zwłok. Przecież to nie oznacza automatycznie wywieszenia białej flagi, zgody na teorię mgły, brzozy, magnesu, itp., itd.
Palikot nie jest wciąż ośmieszany swoimi niedawanymi poglądami, zawstydzany okładką jego pisma OZON, bo najzwyczajniej powiedział: myliłem się, jest mi przykro, przepraszam za skandaliczny „zakaz pedałowania”. Tylko tyle i aż tyle. Polską przez blisko 2 dekady wstrząsała sprawa teczek, a tymczasem ujawniona współpraca ze służbami specjalnymi w niczym absolutnie nie przeszkodziła Olechowskiemu uzyskać doskonały wynik w wyborach prezydenckich (co, nota bene, było zaczynem powstania PO). Dlaczego agenturalna przeszłość nie zaszkodziła Olechowskiemu? Bo jej nie przeczył, bo powiedział otwarcie: tak, podczas misji w ONZ współpracowałem, tak jak zresztą wielu dyplomatów działa na rzecz swoich państw.
Nieświadomi tego prostego mechanizmu, że prawda przynosi oczyszczenie politycy platformy wiją się jak piskorze. „Pytanie kontrolne” postawiono zresztą także przed dziennikarzami. Sam wczoraj słyszałem jak Chlasta w TOK FM rozmawiając z politykiem PIS udawał głupiego, i wciąż dopytywał zmanierowanym głosem: „ale czego wy właściwie chcecie, co ma się dzisiaj zdarzyć?”. Janina Paradowska, której propagandową użyteczność ceni sam Tusk, poszła jeszcze dalej. Jej twierdzenie, że „ocieramy się o rodzaj podłości wobec ludzi, którzy wtedy w ekstremalnych warunkach pracowali” jest doskonałym przykładem wyniesionego chyba z minionej epoki myślenia dialektycznego, czyli mówiąc wprost: wykręcania kota ogonem.
Odpowiadając Chlaście: zdarzyć się ma szczera wypowiedź sformułowana przez te same osoby, które 2 lata temu zapewniały, że wszystko było w najlepszym porządku. Odpowiadając Paradowskiej: to Pani sama ociera się o... brak roztropności.
Odpowiadając Chlaście: zdarzyć się ma szczera wypowiedź sformułowana przez te same osoby, które 2 lata temu zapewniały, że wszystko było w najlepszym porządku. Odpowiadając Paradowskiej: to Pani sama ociera się o... brak roztropności.
Oskarżenia o nekrofilstwo PIS sam niejednokrotnie formułowałem, ale teraz można – a nawet trzeba – powiedzieć: "Tu akurat rację macie. W sprawie badań i identyfikacji zwłok najwyraźniej dochodziło do błędów.”
Przeczenie każdemu zdaniu adwersarza (choćby słusznemu) jest strategią obliczoną nie na kompromis, a zerwanie rozmów. Wiedzą o tym doskonale politycy, wiedzą dziennikarze, ale wiedzą też normalni ludzie – wyborcy. Warto byłoby nie drwić z ich inteligencji...
