Zdawałoby się, że każda inicjatywa mająca oczyścić nasze życie publiczne z mowy nienawiści jest pożyteczna. Nieprawda, nie każda!
REKLAMA
Palikot zadeklarował, że wyrzeka się języka nienawiści, do czego zachęca wszystkich polityków. Pierwszy test przeprowadzili dziennikarze Gazety Wyborczej prosząc Palikota o przeredagowanie wypowiedzianych przez niego niegdyś zdań, tak by spełniały one nowe standardy. Wysiłek godny sztabu adwokatów, bo było tam i o Gowinie, co się zachowuje jak katolicka ciota; i o prostytucji sięgającej minister Gęsickiej, i o strzelaniu do Kaczyńskiego. Jakiż był rezultat? Opłakany, bo przy żadnym z 10 zdań, a dziennikarze GW wybrali te najsoczystsze, Palikot nie stwierdził: dziś bym tego nie powiedział, dziś tak nie myślę. Każde zdanie jedynie przeredagował zręcznie, nadając im elegancką (zdawałoby się) formę.
Mnie najbardziej poruszył przykład zdania sugerującego homoseksualizm Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś Palikot pytał: „Ja - nie pytany - oświadczam, że jednoznacznie preferuję kobiety. A pan, panie Jarosławie?”. Dziś, wyrzekając się nienawiści, zwraca się Palikot do Kaczyńskiego w te słowa: „Jakie są ludzkie powody Panie Kaczyński nietolerowania przez Pana ludzi ze środowiska LGTB?”
Mnie najbardziej poruszył przykład zdania sugerującego homoseksualizm Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś Palikot pytał: „Ja - nie pytany - oświadczam, że jednoznacznie preferuję kobiety. A pan, panie Jarosławie?”. Dziś, wyrzekając się nienawiści, zwraca się Palikot do Kaczyńskiego w te słowa: „Jakie są ludzkie powody Panie Kaczyński nietolerowania przez Pana ludzi ze środowiska LGTB?”
Zawsze mi się wydawało, że publiczne dociekanie czyjejś orientacji seksualnej jest zwykłym chamstwem. W tym przypadku nie chodzi tylko o ciekawość, ale oczywistą chęć dokopania, poniżenia kogoś posługując się sugestiami co do jego homoseksualizmu. Chamstwo Palikota jest więc jeszcze gorsze, bo nie wypływa z prostactwa, a z cynizmu i wyrachowania.
I myśli i intencje Palikota pozostają takie same, a zmieniają się jedynie sformułowania. To mnie brzydzi. Już wolę czerstwego chama, który przeklina i głośno psuje powietrze, niż cienko politurowanego półinteligenta, który sublimuje swą nienawiść podczas ćwiczeń jogi. Ach, jakiż europejczyk, jakiż elegant! Za niedościgły wzór dobrych manier niech mu służą hitlerowcy urządzający koncerty muzyki poważnej na rampie w Oświęcimiu. Ci to dopiero byli eleganccy: orkiestra, garderoba w klasycznej czerni, sentencje filozoficzne nad bramą wjazdową!
Nie twierdzę, że inicjatywa Palikota nic nie zmienia – ona zmienia rzeczywistość na jeszcze gorszą! Bo o ile grzeszną zapalczywość można zrozumieć, to dla wyrachowanej nienawiści trudno znaleźć okoliczności łagodzące. Jeśli sanacja naszego życia publicznego ma polegać na przydawaniu nienawiści poloru elegancji, to ja osobiście taką elegancję pierdolę!
Kogo ciekaw mowy miłości Palikota, niech poczyta –tutaj
