Przypomina mi się, jak pewien rodowity warszawiak skwitował rozmowę o Powstaniu Wielkopolskim. - A co to za sztuka zrobić powstanie, jak się może udać! Wprawdzie to wczoraj była rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego, ale nie przez przypadek piszę akurat dzisiaj. ...Bo ja nie zamierzam pisać o Powstaniu Wielkopolskim, ale o tym, dlaczego właściwie wszyscy mają je w dupie.
REKLAMA
Przejrzałem wczorajsze gazety, posprawdzałem w internecie: media ogólnopolskie całkowicie zlekceważyły rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego - pomimo że było by się czym pochwalić. Był patriotyczny zryw, była dobra organizacja, był SUKCES! No właśnie, może właśnie przez to cholerne zwycięstwo walka powstańców wielkopolskich nie wzbudza w nas żadnej ekscytacji – jak u zboczeńca, dla którego miłość bez bicia i upokorzeń to nie jest prawdziwe uczucie.
Cała Polska zaangażowana jest w spór o sens wywoływania Powstania Warszawskiego, a przede wszystkim o jego znaczenie dla naszej historii. Jedni twierdzą, że rezultatem była śmierć kilkuset tysięcy ludzi i zburzenie miasta, inni, że zahartowaliśmy nasz patriotyzm i dzięki temu daliśmy radę komunie. Ja - acz niechętnie - przyznaję ze smutkiem, że Powstanie ukonstytuowało nasz patriotyzm, dumę narodową i poczucie tożsamości. W rezultacie, spoiwem naszej społeczności jest najwyraźniej ból, upokorzenie, krew i łzy, bo tylko zdarzenia wywołujące takie symptomy budzą poczucie więzi. Trwale w pamięci historycznej zapisać mogą się tylko takie fakty, w wyniku których wszyscy, a w najgorszym przypadku, prawie wszyscy zginęli.
No, ale najwyraźniej nie dość często przegrywamy wojnę, czy spada samolot ze stoma dygnitarzami na pokładzie, bo na co dzień musimy się kontentować jakimiś żałosnymi porażkami mniejszej rangi. Wtedy traumę po katastrofach grubego kalibru odreagowujemy rechotem z czyjegoś niepowodzenia. Od biedy, starczy nam nieotworzony dachu stadionu podczas meczu bez większego znaczenia rozgrywanego przez drużynę grającą bez widoków na zwycięstwo. Nawet, jeśli ranga zdarzenia jest mikroskopijna, ale towarzyszy jej porażka i upokorzenie – reagujemy entuzjastycznie niczym wyżeł na dźwięk myśliwskiej trąbki.
By nie kończyć smętnym narzekaniem (choć przyznam, że pokusa jest spora), przejdę do wniosków. Otóż stanowczo domagam się, by w przyszłym roku obchodom rocznicy Powstania Wielkopolskiego nadać rangę ogólnopolską - równą tej, jaka przynależy Powstaniu Warszawskiemu. Wiem, wiem, niestety w Poznaniu w 1918 roku nie zginęło tyle ludzi, co w Warszawie w 1944 roku. Pamiętam ponadto, że powstanie zainicjowane w Poznaniu zakończyło się niestety sukcesem. Ale może pomimo tych oczywistych mankamentów prezydent lub premier zechcą zaszczycić obchody swoimi osobami. Może my wszyscy poświecimy bohaterskiemu zrywowi Wielkopolan choć dziesiątą część tej uwagi, którą poświęciliśmy pewnej mieszkance Radomia sięgającej po napój gazowany o smaku cytrynowym.
