Podczas wczorajszej debaty na temat związków partnerskich padły słowa głupie i podłe. Mogą one przynieść oczyszczenie - jeśli tylko zostaną należycie skomentowane. Zadanie to niestety przerasta moje możliwości...

REKLAMA
Nie sposób ustosunkować się do wszystkich argumentów przeciwników ustawy o związkach partnerskich. Trzeba zatem odsiać zwykłą głupotę i uprzedzenia – do której parlamentarzyści nas już przyzwyczaili – od słów absolutnie niedopuszczalnych.
Posłanka, której nazwiska od wczoraj się brzydzę, stwierdziła: „Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku...”, oraz „(projekty ustaw) pozwalają obnosić w przestrzeni publicznej skłonności seksualne, czym naruszają poczucie estetyki i moralności większości Polaków”. Kolega klubowy tej pokraki moralnej dodał: „Miłość małżeńska prowadzi do prokreacji, osoby tej samej płci nie mogą się rozmnażać, nawet teoretycznie”.
Po długim namyśle nie zawaham się napisać, że wczoraj w polskim parlamencie zaproponowano logikę ideologii hitlerowskiej. Wedle Adolfa Hitlera, oraz niektórych polskich posłanek i posłów, prawa cywilne człowieka zależeć winny od jego przydatności dla społeczeństwa, zdolności reprodukcyjnych, oraz odczuć estetycznych współobywateli. Nie silę się na porównania z faszyzmem jedynie dla wywołania silniejszego efektu. Proszę spokojnie rozważyć, jakie konsekwencje może mieć posługiwanie się wobec ludzi, kryteriami stosowanymi przy selekcji bydła rozpłodowego. Na jakiej pozycji znajdą się osoby chore, kalekie, stare? Jaki los czeka noworodki z wadami genetycznymi? Sprawa jest poważna i nie odnosi się wyłącznie do homoseksualistów. Na ich przykładzie przechodzimy szalenie istotny sprawdzian postawy wobec osób społecznie upośledzonych, prawnie szykanowanych. To nie miłosierdzie chrześcijańskie ma być jedynym gwarantem ich godnej egzystencji, ale żelazna logika równości wszystkich wobec prawa.
Napisałem, że podłe i głupie słowa mogą przynieść oczyszczenie, o ile spotkają się z należytą reakcją. I nie chodzi o głos mój, czyli jakiegoś tam zasmarkanego gryzipiórka. To jest sytuacja wymagająca mobilizacji wszystkich autorytetów moralnych, jakie mamy; Owsiak, Wajda, Penderecki, każdy, kogo nazwisko coś znaczy, każdy, z kim ludzie się liczą. Te autorytety nie muszą popierać żadnej konkretnej ustawy, ale powinny ostro zaprotestować przeciw przyznawaniu praw obywatelskich w oparciu o normy użyteczności społecznej, przydatności prokreacyjnej, standardów estetycznych. W najlepiej pojętym interesie Kościoła jest, by pośród tych autorytetów znaleźli się także biskupi, bo to właśnie dekalogiem próbowano uzasadniać podłość.
Czy jestem fantastą, by wierzyć, że rzeczywiście biskupi wraz z Owsiakiem podpiszą wspólny list protestacyjny? Nie, nie wierzę, bo jestem realistą. Ale ten realizm podpowiada mi, że za sto, czy dwieście lat ktoś zbada, jak przebiegała pierwsza w polskim parlamencie debata o związkach partnerskich, i jakie towarzyszyły temu dyskusje. Oby do poczytania miał więcej, niż tylko stenogramy posiedzeń sejmowych – liczę na Państwa opinie!