Absolutnie nie zachęcam do dyskusji tych, którzy jednoznacznie odrzucają poglądy Janusza Palikota i działalność jego partii. Chciałbym raczej zastanowić się, co Palikot musi zrobić, by pozytywnie wykorzystać zniechęcenie Platformą Obywatelską. Bo o ile on sam jest przekonany, że wszyscy liberalni światopoglądowo Polacy są na niego skazani, o tyle ja uważam, że na ich głosy będzie się jeszcze musiał napracować.

REKLAMA
Nie było było od czasu Samoobrony partii, która powstałaby praktycznie z niczego, a jednocześnie miała taki potencjał zmiany polskiej polityki. Samoobrona pogubiła się, bo jej prominentni działacze nie dorośli do roli polityków, pogubili się, stracili zapał zaspokoiwszy swe prymitywne apetyty. Czort z nimi...
Lecz oto w miejsce bankruta Leppera pojawił się człowiek sukcesu, bogaty, wyrobiony, błyskotliwie zabiegający o przychylność mediów. Przyznać trzeba, że paleta jego zagrań była szersza, niż tylko wymachiwanie sztucznym penisem – jak chcieliby jego przeciwnicy. Pamiętam kongres Ruchu Poparcia Palikota, podczas którego w szczelnie wypełnionej Sali Kongresowej znalazło się wiele osób znaczących, z różnych gremiów. Sam Palikot zapowiadał, że podskubie PO i zmiażdży SLD. Zabiegom o elektorat lewicowy odpowiadał program na miarę nowoczesnej lewicy europejskiej: „Po 20 latach kapitalizmu wiem, że jest takim samym oszustwem jak socjalizm. Wiem, że trzeba czegoś innego” – przekonywał Palikot w spocie zapowiadającym kongres. Milioner, który odrzuca liberalizm gospodarczy i stawia na inwestycje państwowe – to było coś! Coś naprawdę nowego, bo we wrażliwość lewicową skompromitowanej postkomunistycznej lewicy mało kto wierzył, a na słabujące SLD głosowało coraz mniej ludzi. Oleksy, Miller, czy nawet chorujący na filipińską grypę Kwaśniewski – nikt z tej zgranej grupy nie był w stanie poderwać optymizmu sfrustrowanych mas.
A tu proszę, liberalizm w kwestiach światopoglądowych, otwarty sprzeciw wobec hierarchów Kościoła Katolickiego – to wszystko była nowa jakość. Przecież prominenci SLD byli wobec biskupów wyjątkowo ulegli, a ich troska o lud pracujący była tak fałszywa, że aż bolały zęby. Kto się tam miał przejmować zwykłymi ludźmi? Starzy działacze z czasów PZPR? może nowy chów aparatczyków, miglance w rodzaju Olejniczaka, czy Napieralskiego, którym głęboka znajomość potrzeb pracowników fizycznych podpowiadała rozdawanie jabłek pod hutą. Palikot był inny, bo nie miał tego całego balastu postkomunistycznego – budował lewicę w oderwaniu od tradycyjnego podziału na komuchy i solidaruchy. On odwoływał się raczej do ludzi młodych, nieczułych na męski wdzięk Milera, ani ostry jak brzytwa intelekt Oleksego. Palikot był
człowiekiem sukcesu, obiecywał pracę w ramach nowoczesnego przyjaznego państwa, a nie na fali resentymentów za Świętem 22 lipca. Jakoś bardziej chciało się wierzyć jemu, niż starym skapcaniałym partyjniakom i ich zdeprawowanym wychowankom.
Nie mniej niż lewicowość w sferze gospodarczej (a może nawet bardziej), przekonywała wizja nowoczesnego, liberalnego światopoglądowo państwa. Palikot miał walor świeżości, zrywania z utartymi schematami w polityce. Pamiętam jak przekonywał, że przecież przez ostatnie 200 lat nie odnieśliśmy żadnego zwycięstwa militarnego, a Polska przetrwał dzięki kulturze. Dlatego należy przeznaczyć środki wydatkowane na armię, by wesprzeć kulturę i naukę – to ona zapewni nam przyszłość! To było coś nowego, bo przecież do tamtej pory, wszyscy bez wyjątku politycy pletli androny o silnej armii - silnej Polsce. Prezydent Lech Kaczyński lubił defilady, a premier Miller latał zachwycony F-16 i przekonywał, że „każdy powinien spróbować”.
Czuło się potencjał w tym całym Ruchu Palikota, a po wyborach Miller nazywający członków Ruchu „naćpaną hołotą” przecierać musiał oczy ze zdumienia. Jakże spektakularnym sukcesem wyborczym zakończyło się przedsięwzięcie Palikota! No właśnie, zakończyło się...
Część parlamentarzystów RP budzi zakłopotanie nawet wśród zwolenników Palikota – to ta barwniejsza część. Pozostała nie budzi niczego, bo nic nie robi. Happeningi samego Palikota to nadal najgłośniejsza działalność polityczna partii. Ostatnio wprawdzie jakiś młodzianek zabłysnął rozsyłając tysiąc kartek pocztowych w tej sprawie, by Szwedzi oddali zagrabione podczas Potopu dzieła sztuki. Nie ma co pastwić się nad pomysłem godnym dowcipnego licealisty, ale nie parlamentarzysty. No, ale cóż mieć pretensję do polityka bez doświadczenia, kiedy sam Palikot nie rezygnuje z konwencji draki. Choćby ten ostatni rajd samochodem po Warszawie w masce Tuska. Brawo! Dowcipnie, ale co z tego wynika? Czy Palikot na koniec rajdu zatrzymał się, zdjął maskę, i już jako on sam - lider opozycji, rozdał dziennikarzom choćby zarys konkretnego programu poprawy bezpieczeństwa na drogach? Nie! Zamiast tego Palikot kolportował jakiś stary i idiotyczny zupełnie anonimowy list lekarza z urazówki, wedle którego większość wypadków powodują kobiety w wieku 30-40 lat. No doprawdy, żałość!
Jakie więc są konkretne pomysły na Ruch Palikota? Jakie pomysły na ustawy - bo nie o pomysły na happeningi pytam. Rozsyłanie kartek pocztowych i występowanie w maskach na twarzy zostawmy młodzieży protestującej przeciwko ACTA. Ustawa o związkach partnerskich to dobra okazja, żeby się określić światopoglądowo, ale nie przekonuje, że RP umiałaby zapanować nad finansami i administracją państwa. Jak się wchodzi do parlamentu, to trzeba mieć jakiś pomysł na realne, skuteczne, konsekwentne działanie. Parę miesięcy temu ogłoszono, ze Polska w ciągu dekady wyda 130 miliardów na modernizacje armii. Nie zauważyłem, żeby RP jakoś zdecydowanie zareagował na to, przekonywał, że spełnienie wymogów NATO wymaga wydania mniejszej kwoty, a resztę należy przeznaczyć na edukacje i kulturę. A więc co, hasła z Kongresy były sformułowane z potrzeby chwili, a teraz jedziemy od draki do draki, od hecy do hecy. Palikot przecież, niczym reżyser teatru dadaistycznego, uwielbia prowokacje, łaknie interakcji z tłumem.
Palikot zelektryzował opinię publiczną wizją sensacyjnych transferów. Marzy o czułym uścisku Kwaśniewskiego (a może i samego Jaruzelskiego), ale póki co kontentuje się Siwcem. Na liście kandydatów do przejęcia mogliby się znaleźć jeszcze Gabriel Janowski, czy Renata Beger. A może zakulisowe negocjacje już trwają? Nie wiem, więc może nie będę zapeszać...
Ale tak serio, to jakie nadzieje wiąże Palikot z Kwaśniewskim? Ja rozumiem, że trwa ponoć renesans disco-polo, ale to nie znaczy, że znowu królować będzie Shazza. Kwaśniewski nie ma już świeżości młodego otwartego faceta, który wypłoszył nadętego zarozumiałego Wałęsę. Jest oczywiście lubiany, ale nieco protekcjonalnie, z pełną świadomością jego wad. Wątpliwe, czy ta sympatia przełoży się na oddanie na jego listę głosu - zwłaszcza po wielomiesięcznej kampanii wyborczej. Przeciwnicy przypomną ekscesy alkoholowe, przyjaźń z oligarchami robiącymi interesy na skarbie państwa. Czy naprawdę Kwaśniewski ogłosi, że przestaje niniejszym brać kasę od Kulczyka, i tym samym stanie się ulubieńcem ludzi o wrażliwości lewicowej? I Kwaśniewski i Siwiec, i całe SLD przez 2 dekady usłużnie spełniali życzenia biskupów. Nigdy nawet cichutko nie zająknęli się, w sprawie Funduszu Kościelnego, nie protestowali, gdy państwowe spółki sponsorowały wizyty papieskie – czy nikt z antyklerykałów nie zapytałby o to wracającego do polityki Kwaśniewskiego? Co Kwaśniewski powie dziennikarzom nagabującym o podpisy składane w ostatnim dniu urzędowania, które wyswobadzały skazanego kumpla, pozwalały zarobić kolejne miliony na nieruchomościach zaprzyjaźnionym biznesmenom? Że nie został skazany żadnym wyrokiem i wszystko odbyło się zgodnie z prawem? O ile mi wiadomo, Wanda Nowicka też nie została skazana prawomocnym wyrokiem za przyjęcie premii w pracy, a Palikot wykopał ją z urzędu w imię wysokich standardów. A teraz co, te wysokie standardy etyczne w Ruchu podtrzymywać mają Siwiec i Kwaśniewski? Proponuje więc, by akcje oporu wobec fotoradarów koordynował Siwiec który wsławił się niegdyś rajdem po trasie katowickiej z prędkością 180 km/h. Pamiętacie, jak ten bezczelny łobuz tłumaczył, że widocznie nic złego nie zrobił, skoro policjanci mandatu mi nie dali?
Przecież Ruch Palikota to miała być nowa jakość, a nie pudrowanie starych SLDowców! Wyborcy już prędzej wybaczą błazenady wyczyniane w telewizji przez Biedronia, niż bezideowy oportunizm aparatczyków SLD. Bo można wierzyć, że Biedroniowi naprawdę zależy na liberalnym, laickim państwie, a Siwcowi na czym? Na kolejnym kontrakcie w Brukseli.
Myli się, kto myśli, że tekst napisałem żeby Palikotowi dokopać. On jest dostatecznie pragmatyczny (cyniczny?) by się krytyką nie zrażać. Mam tylko nadzieję, że - choć pewnie nie ode mnie - dotrze do niego, że musi wziąć się serio do roboty. Trzeba porzucić partyzancką strategię dobrą na uliczne happeningi, a wypracować nową – godną polityka gotowego przejąć władzę. Trzeba też zapomnieć o Kwaśniewskim, bo jego powrót, zamiast stworzyć nową lewicę, oznaczać będzie powrót tej starej, która przyjaźni się z oligarchami, podlizuje się biskupom, a bezrobotnych ma w dupie.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?