Janusz Palikot opublikował list wysłany mu (ponoć) przez francuskiego reżysera. Wynika z niego, że jesteśmy zaściankowi i prowincjonalni, a Grodzka jest naszą jedyna nadzieją, na awans kulturowy.
REKLAMA
Nie wierzę w prawdziwość listu bo raczej rzadko się zdarza, żeby pisząc do znajomego, już w pierwszych słowach tak negatywnie wyrażać się o jego ojczyźnie. Ważniejsze jednak, że nie wierzę w słuszność strategii Palikota - jeśli jej wyrazem ma być zawstydzanie nas, odwoływanie do narodowych kompleksów zaścianka, i opieranie na autorytecie francuskiej lewicy.
Ja sam jestem zwolennikiem kandydatury pani Grodzkiej na urząd wicemarszałkini, czemu wyraz dawałem na stronach NaTemat. Jestem przekonany, że sprzymierzeńców dla tego pomysłu nie trzeba szukać aż tak daleko, by powoływać się na autorytet anonimowego reżysera z Francji. Jego osiągnięć, ani pozycji nie znamy, a jedyną próbką intelektu jest obserwacja, że Polska jest „zaściankowa i zacofana”. Czyżby Janusz Palikot nie był w stanie zorganizować poparcia ludzi kultury, którzy swymi liczącymi się nazwiskami chcieliby wesprzeć kandydaturę pani Grodzkiej? Słabo świadczyłoby to albo o poparciu tej kandydatury, albo o sprawności organizacyjnej Ruchu Palikota.
Polska jest z pewnością krajem nie tak nowoczesnym, jak Francja. Słabsze było u nas poparcie dla komunizmu, dla stalinizmu, dla maoizmu. To nie Daniel Olbrychski wychwala reżim Putiona, jako krainę demokracji i swobód obywatelskich. Zawstydzanie nas opiniami słynącej z oderwania od realiów kawiorowej lewicy francuskiej jest... chyba słabą strategią wobec polskich wyborców. Nawet bowiem ci obdarzeni lewicową wrażliwością, nie zawsze radzi słuchać impertynencji znad Sekwany. No, chyba że plan jest nieco inny: Tak jak Gerard Depardieu zamienił opresyjny reżim V Republiki Francuskiej na demokrację Federacji Rosyjnskiej, tak Janusz Palikot chce zamienić zacofaną zaściankową Polskę, na słynącą z lewicowej awangardy Francję.
