Związki partnerskie, oraz in vitro – to są zagadnienia którymi biskupi katoliccy zajmują się w imię obrony moralności. Są to jednak tylko tematy zastępcze, a ich dobór wynika z niezdrowej ekscytacji duchownych wszystkim, co związane z seksualnością. W istocie, polski Kościół z rzadka i bardzo niechętnie zajmuje się moralnością. Woli nie drażnić wiernych wytykając im rzeczywiste grzechy - zamiast tego, piętnuje zepsucie, jakie rzekomo przychodzi do nas z Zachodu.
REKLAMA
Pamiętacie kapitalną scenę z Ziemi Obiecanej, w której Moryc Welt z zachwytem opisuje niedzielne misteria sprawowane w ładnych wnętrzach, przy pięknej muzyce, w dymie kadzideł? Welt z najwyższym wstrętem odnosi się przy tym do kazań protestanckich kaznodziei, którzy opowiadają smutne rzeczy i straszą piekłem - a jemu to nie odpowiada, bo jak sam tłumaczy, „nie jest chamem i ma nerwy”.
Najwyraźniej, w ocenie hierarchów polskie społeczeństwo ma takie same preferencje rozrywkowe, jak przywołana postać literacka. Księża z upodobaniem zajmują się celebrą, a unikają tematów bolesnych i ważnych – a więc mogących niemile dotknąć wiernych. Zgromadzone licznie starsze panie wysłuchują tyrad o rozwiązłości seksualnej, rodziny straszone są sodomitami mającymi za sprawą ustawy o związkach partnerskich zdeprawować ich dzieci, wszyscy przestrzegani są przed wrogami kościoła i narodu polskiego. Tematów jest jeszcze kilka, a dotyczą one z reguły zagadnień jak najodleglejszych od życia zwykłych ludzi – ich trosk, ich grzechów. Zupełnie tak, jakby moralność ujawniała się wyłącznie w kwestiach związanych z uprawianiem seksu, oraz demonstrowaniem patriotyzmu.
Dobra, dosyć przeintelektualizowanych wstępów, przechodzę do rzeczy: UKRADLI MI ROWER! Oczywiście, można na to spojrzeć tak: groteskowy blogerek hejtuje na KK, bo rower zajumali – wielkie mi rzeczy, nie jemu jednemu :-). Pomimo jednak tej oczywistej śmieszności, ja upieram się łączyć kwestie mojego starego roweru i nauczania Kościoła Katolickiego. Bo nie jesteśmy żadnym bastionem moralności pośród europejskiego zepsucia. Jesteśmy chamskim, złodziejskim krajem, w którym pomimo niewątpliwie poruszających nauk Jana Pawła II, strach rower zostawić pod sklepem. Wielowiekowe zabory oduczyły nas myślenia społecznego, a pańszczyzna, której jarzmo dźwigali przodkowie większości współobywateli, nauczyło rozumować w kategoriach: „ważne to je, co je moje”. W kraju, który chcemy przedstawiać obcym jako ojczyznę Chopina – króluje hit „Ona tańczy dla mnie”. Zaś co do spuścizny po Janie Pawle II, to Polacy zapamiętali o nim głównie, ze lubił kremówki i piosenkę „Barka”.
Czy przesadzam, bo tak żal mi starego roweru? Nie, to nie z powodu roweru, choć rzeczywiście mi go żal. Kupiłem go, by z pewną wysoką blondynką jeździć nad Wisłą, a potem, kiedy już się z tą blondynką ożeniłem i zrobiłem jej dzieci, to nauczyłem się te dzieci wozić na ramie. Ale - jak wspomniałem - nie chodzi o stary rower. Wcześniej ukradziono moim dzieciom spod sklepu psa. Dzieci strasznie płakały, i z trudem dały sobie wytłumaczyć, że ten skurwysyn, co psa ukradł, najpewniej go sprzedał – jest więc szansa, że nasza Fifi jest teraz u dobrych ludzi. Ale Fifi, to właściwie drobiazg. Mojej znajomej ukradziono psa przewodnika, który służył jej niewidomemu dziecku. Taki pies jest bardzo cenny – nie dziwi więc, że jakiś chuj podszedł i odpiął ze smyczy psa niewidomemu chłopcu. W tym kontekście nie ma już co wspominać o ukradzionym samochodzie, czy okradanej działce.
Jest dziś niedziela, ale nie pójdę do kościoła. Po co? Spłodziłem już troje dzieci i nie jestem zainteresowany poradnictwem seksualnym ze strony samotnego faceta, na co dzień chodzącego w sukience. Co do polityki, to lubię dyskutować, a nie wyłącznie słuchać, zaś usposabiające sennie przypowieści o rybakach znad jeziora Genezaret już mnie znużyły. Poszedłbym z rodziną, jeśli ksiądz zechciałby opowiedzieć przypowieść o naszej suczce Fifi, o moim starym rowerze, na którego ramie woziłem dzieci. ...Ale rozumiem świetnie, że ksiądz nie może adresować kazania do jednego faceta tylko dlatego, że ktoś temu facetowi ukradł rower, czy nawet psa. Ksiądz nie może zajmować się takimi duperelami, bo na swych barkach dźwiga brzemię odpowiedzialności za ład moralny narodu. W ramach tego „ubogaca” więc wiernych prehistorycznymi anegdotami, zaś z zagadnień bieżących koncentruje się na seksie i polityce. Niech się tylko ksiądz nie dziwi, że moja córka nie chodzi na religię, a na etykę. Bo właśnie na tych dość roztropnie prowadzonych zajęciach – zamiast ćwiczyć układy choreograficzne na zbliżającą się komunię – nauczają dzieci, by nie robiły innym tego, co im samym niemiłe.
