Od czasu chrześcijaństwa, nie było chyba tak pięknej idei, jak socjalizm. Szkoda, że i chrześcijaństwo i socjalizm zohydzili awanturnicy, fanatycy i zwykłe szuje.
REKLAMA
Czy opisywałem już swoją ulubioną anegdotkę o socjaliście, który w imię idei socjalizmu dał sobie rozpłatać twarz szablą w pojedynku? Otóż przed z górą stu laty, żył w Wiedniu silnie ideowy socjalista, który płomiennymi mowami porywał słuchaczy. Nie w smak to było pewnemu konserwatywnie usposobionemu kupcowi wyznania mojżeszowego, który owego socjalistę publicznie nazwał złodziejem – bo postulat równego podziału osobistego majątku kupca, ten interpretował jako złodziejstwo. Socjalista pochodzący ze zubożałej szlachty polskiej nie mógł takiej obelgi nie odczuć boleśnie. Jako szlachcic, winien kazać „żydka” obić stajennemu – bo przecież Żyd nie był uznawany za osobę honorową. Jednak, jako że nasz szlachcic był socjalistą, postanowił dać wyraz swym demokratycznym poglądom, i potraktował Żyda jak równego sobie. Wyzwał go zatem na pojedynek, w rezultacie czego do końca życia chodził z twarzą porżniętą szablą. ...Uwielbiam tę anegdotę, bo jest prawdziwa; bo mnie nie tylko bawi, ale i wzrusza.
Ludzie szydzący dziś tak powszechnie z Jezusa Chrystusa, popełniają herezję w sensie teologicznym, i głupotę w sensie historycznym. Nie było bowiem na świecie człowieka (może prócz Buddy), który by tak skutecznie nauczał o braterstwie, miłości, współczuciu. I nawet tak liczne podłości czynione w imię Chrystusa, nie przekreślają czynów szlachetnych, czynionych z natchnienia jego nauką.
Ludzie szydzący z socjalizmu popełniają herezję w sensie historycznym, i głupotę sensie moralnym. Nie było idei, która by tak skutecznie odmieniła reguły życia społecznego na całym świecie. I nawet czynione w imię rewolucji społecznej podłości nie przekreślą wrażliwości, która jest już nieodwołalną regułą życia każdego cywilizowanego społeczeństwa. Cała myśl liberalna i neoliberalna, to w porównaniu z socjalizmem, żałośnie płytkie moralnie uzasadnienie dorobkiewiczostwa.
Tak jak nie przestanę tęsknić do cnót szlacheckich, pośród których naczelną był honor, tak szkoda mi ideowości socjalistów gotowych bezinteresownie stanąć po stronie słabszych. Bardzo tęsknię za postaciami w naszym życiu publicznym, które kierowałyby się honorem i stawały po stronie słabszych. W tym kontekście nie chce mi się nawet odnosić do błazeństw wyczynianych przez tzw. lewicowych polityków, bo w olbrzymiej większości są to koniunkturalne, bezideowe cwaniaczki. Dokładnie takie same, jak prawicowe koniunkturalne, bezideowe cwaniaczki. Ot, żyjemy w czasach bezideowych, czego najlepszym dowodem jest prymat w polskiej polityce PO – partii gnuśnych, cynicznych pragmatyków.
Dla mnie 1 maja jest pretekstem, by sobie przypomnieć o dzielnych ludziach, którzy stawali po stronie tych, którymi pogardzano, których wykorzystywano, do których strzelano. Tak im dyktował honor, nierzadko ten szlachecki – bo wśród socjalistów, prócz Żydów, sporo było zubożałej szlachty. Szli razem, by walczyć o pracę i chleb dla robotników, a naprzeciw nim szarżowali kozacy, strzelali policjanci. Dziś wszystko to minęło, i pierwszomajowych pochodach przodują ludzie tacy, jak ulubiony przeze mnie Marek Siwiec, bezideowy karierowicz, który za kilkadziesiąt tys miesięcznego uposażenia jest gotów stawać w Brukseli po stronie ludzi pracy.
Nie mam żalu, że Polacy nie świętują powszechnie 1 maja, bo ja sam też zaraz idę pobiegać po parku, a potem na plac zabaw z dziećmi. Ale kiedy dorosną, to im opowiem moją ulubioną anegdotkę o szlachcicu, który w imię idei socjalistycznej pojedynkował się z Żydem. Opowiem też o Kuroniu, Edelmanie. Mam nadzieję, że mi uwierzą – wbrew temu co widać dookoła – że ludzie lewicy byli kiedyś szlachetni i honorowi.
P.S. Przepraszam za nieadekwatny tytuł. Miałem napisać o czymś innym, ale jak sobie przypomniałem tę anegdotkę, to już jakoś tak poszło...
