Cha, cha – ale idioci, ale kretyni! Ci eurobiurokraci zmuszają chłopów, by zabawiali swoje świnie! Z „kolejnego absurdalnego pomysłu rodem z Brukseli” naśmiewa się Dziennik.pl, a Centrum im. Adama Smitha publikuje tę wiadomość w swoim cyklu: "Z gatunku faktu i paranoi". Pośmiać się dobra rzecz, ale warto się zastanowić, kto tu naprawdę jest idiotą, kretynem, a kto świnią.

REKLAMA
Referując skrótowo: Unia nakazuje, by hodując powyżej 10 świń, trzeba było zadbać o odpowiednią wielkość zagrody, oraz jakąś zabawkę dla świń, np. piłkę. Ma to zapewniać nie tylko humanitarne warunki hodowanym samym świniom, ale i podnosić jakość ich mięsa, bo świnie stłoczone żyją w stresie, zachowują się agresywnie, co przekłada się na ich zdrowie. Unia zamierza warunkować wypłacanie hodowcom dotacji od przestrzegania wspomnianych standardów.
logo
farm-news.pl

No rzeczywiście, zupełny idiotyzm, żeby polskiemu chłopu tłumaczyć, jak hodować świnie. A uzależnić wypłacanie dotacji od spełniania standardów, to już oburzające. Tylko jakiś jajogłowy biurokrata może mieć być tak głupi i bezczelny! Przecież polski chłop słynie z humanitarnego traktowania zwierząt, a badania wpływu stresu i agresji u zwierząt na wydzielane przez nie hormony są mu doskonale znane.
Nie jestem oszalałym ekologiem, śmieszy mnie egzaltacja celebrytów, którzy wiążą się łańcuchami i pozują fotografom, by tym samym pomagać wiejskim psom. Ale z drugie strony, wiele psów na polskiej katolickiej wsi trzymana jest w warunkach, nad którymi zapłakałby św. Franciszek. Zwierzęta hodowlane traktowane są zaś jak żywe mięso – zarówno przez chłopów, przez osoby transportujące zwierzęta do rzeźni, jak i w samych rzeźniach. Jeśli coś w tej mierze się zmienia na lepsze, to bezsprzecznie jest to wynikiem przepisów, wprowadzanych pod presją kampanii społecznych, działań aktywistów.
Pobudzanie bezrozumnego rechotu z „dziwactw” unijnych jest zabiegiem łatwym, ale nie przystoi chyba Instytutowi im. Adama Smitha. Dziennikarze także powinni poznać trochę faktów, zanim zdecydują się wykpić jakieś przepisy. Nie trzeba się zdawać na „oszalałych” ekologów – wystarczyłoby zadzwonić i chwilę porozmawiać z jakimś specjalistą z SGGW, czy biologiem. Nie byłoby także wielkim wysiłkiem poznać warunki, w jakich dziś hoduje się świnie w Polsce. Wystarczyłoby przecież pojechać za miasto. Czy jeśliby dziennikarz zobaczył stłoczone zwierzęta, które przez całe życie tratują się nawzajem, nie mając możliwości obrócić się we własnej przegrodzie, czy wtedy też tak radośnie by wyśmiewał „absurdalne pomysły”. Czy jeśliby widział byki, które jako cielęta przykuwane są za nos do ściany i stoją tam bez ruchu całe życie, do momentu w którym ktoś odkuje je i wyprowadzi w drogę do rzeźni – czy wtedy także szydziłby z projektów nowych przepisów.
Jakkolwiek wysoko cenię głód wiedzy i chęć samodoskonalenia polskich chłopów, to jednak popieram pomysł, by to samodoskonalenie wspomagać odpowiednimi przepisami. Bo polski chłop jest tradycjonalistą, a ślepa wiara, że wszystko co robił dziad i ojciec jest zdrowe i słuszne jest niestety głupia. Trzeba zatem informować, edukować, szkolić, ale także egzekwować – najlepiej sankcjami finansowymi.
...Wiedział o tym doskonale przedwojenny premier Felicjan Sławoj Składkowski, który usiłując podnieść katastrofalny stan higieny na polskiej wsi, administracyjnie nakazał budowę ustępów (zwanych prześmiewczo sławojkami). Premier doprowadził do tego, że w 1928 roku Prezydenta RP wprowadził stosowne rozporządzenia, a ich przestrzegania pilnowali policjanci wymierzający przywiązanym do tradycji chłopom mandaty. A ile to było śmiechu, ile narzekania, ile utyskiwania na idiotyczne przepisy. Kto by to pomyślał, żeby Prezydent RP uczył chłopa, jak i gdzie ma załatwiać swoje potrzeby. ...przecież wiadomo od dziada-pradziada, że srało się w kucki za stodołą!