REKLAMA
Nie mam zwyczaju komentowania komentarzy na temat moich wpisów na blogu, bo i czasu mi na to brakuje, i uznaję, że czytać każdy może i mieć na jakiś temat swoje zdanie również. Skoro jednak do publicznego komentowania mojego wpisu zabrał się sam Pan Tomasz Terlikowski, to od opisanej przed chwilą zasady postanowiłem odstąpić. Wszak Pan Tomasz to nie byle kto, szef dużego portalu, który kształtuje, albo przynajmniej stara się kształtować umysły zaglądających na stronę. Takie stanowisko zobowiązuje do szczególnej rzetelności, a tej w komentarzu Pan Terlikowskiego zwyczajnie zabrakło.
Szef dużego portalu nie może sobie pozwolić na brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. W tym przypadku na każdym kroku widać braki w tym zakresie. Pan Tomasz komentuje tezy, zdania i stwierdzenia, których ani nie zapisałem, ani zapisać nie zamierzałem. Zdaje się wiedzieć lepiej niż ja sam, co miałem na myśli i co chciałem napisać przez to, czego nie napisałem.
Niektóre wywody Pana Terlikowskiego należą do kategorii pomówień, które publicyście, i to mieniącemu się katolickim, nie przystoją. Co mu się wydaje, to jego sprawa, ale jeśli swoimi wywodami na mój temat zamierza dzielić się publicznie, to niech zważa, na ile te wywody mają oparcie w rzeczywistości, a na ile w chorobliwej podejrzliwości Pana Tomasza.
Być może ludzie nieobeznani z teologią mogli się poczuć poruszeni wywodami Pana Terlikowskiego na temat zbawienia, potępienia, chrztu i kapłaństwa. Mnie te wywody zupełnie nie przekonują. Raczej dostrzegam w nich wołanie o poszerzenie przez Pana Tomasza wiedzy o nauczaniu Kościoła w przytaczanym zakresie. Gdyby Pan Terlikowski zdecydował się na pogłębienie swojej znajomości katolickiej soteriologii (nauka o zbawieniu), eklezjologii (nauka o Kościele) i sakramentologii, to zachęcam do odwiedzin kardynała Christopha Schőnborna w Austrii. Nie proponuję wizyty u któregoś z polskich hierarchów, bo Pan Tomasz do polskich kardynałów zdaje się mieć ograniczone zaufanie. Oczywiście moja propozycja ma sens pod warunkiem, że pojedzie Pan tam uczyć się, a nie pouczać księdza kardynała. Zachęcałbym również do ponownej lektury dokumentów soboru Watykańskiego II i nauczania ostatnich papieży. Przypominam, że to nauczanie należy traktować integralnie i nie wybierać, jak rodzynek z ciasta, oddzielnych zdań, pomijając te mniej wygodne.
A teraz prosty i zrozumiały ( mam nadzieję ) wykład tego, co chciałem zapisać w komentowanym przez Pana wpisie na blogu. Kościół w Polsce traktuje osoby chcące z Niego wystąpić w sposób formalno-biurokratyczny, zniechęcający samą procedurą do postawienia tego rodzaju kwestii. Tym samym zapominamy o przysługującej każdemu człowiekowi godności i wolności. Każdy człowiek ma prawo do szacunku i do swobodnej przynależeności do wspólnoty religijnej, lub też do jej opuszczenia ze znanej sobie przyczyny. Niedopuszczalne jest szantażowanie takich osób perspektywą wiecznego potępienia, ponieważ uniwersalizm wysłużonego przez Jezusa Chrystusa zbawienie ( według chrześcijan ) dalece przekracza zakreślone przez Pana Terlikowskiego ramy. Niedopuszczalne, a jednak często spotykane, jest szydzenie, ironizowanie, wyśmiewanie osób deklarujących odejście z Kościoła. Procedury proponowane, a raczej narzucane osobom deklarującym taki krok, nie są w stanie zmienić ich decyzji, lecz powodują ich jeszcze większą awersję do Kościoła.
Podniósłbym jeszcze jedną kwestię. Gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym do deklaracji odejścia z Kościoła rubrykę z pytaniem: Z jakiej przyczyny, czy też z czyjego powodu decyduje się Pan/Pani odejść z Kościoła? Myślę, że lektura tej rubryki dałaby wielu wiele do myślenia. Obawiam się, że niejeden z głośno krzyczących obrońców Kościoła wyczytałby swoje nazwisko w gronie sprawców świadomej i wymuszonej ich poczynaniami apostazji.

Terlikowski atakuje ks. Lemańskiego: Zaprzecza własnemu powołaniu i chce ułatwić potępienie