REKLAMA
„ Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest – Słuchaj Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny... Rzekł uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo jeden jest i nie ma innego prócz Niego...” /por. Mk 12,28-29 i 32/
Gdy uczony szuka odpowiedzi na dręczące również tych mniej uczonych pytania, to możemy w jego stronę spoglądać z nadzieją, że na takich poszukiwaniach wszyscy skorzystamy. Uczeni zazwyczaj wyprzedzają współczesnych sobie, a często i potomnych, o wiele długości. Jeszcze dziś zachodzimy w głowę próbując zrozumieć prawdy przez nich odkryte przed wiekami. Zazwyczaj poprzestajemy na wykuciu wzorów i formułek, i na przyjęciu za dobrą monetę wyjaśnienia – tak po prostu jest, oni to sprawdzili.
Myślę, że niemal każdy z nas spotykał na swojej drodze ludzi prostych, ale i nieokrzesanych prostaków, ludzi naprawdę mądrych oraz mądrali pozujacych na autorytety. W samych określeniach różnica między nimi niewielka, ale w rzeczywistości - przepaść. Ktoś dawno temu wymyślił powiedzenie o raku, który na bezrybiu jawi się dorodną rybą. Pośród analfabetów nawet ledwie składający literę do litery może zaistnieć jako wielki uczony w piśmie. Podobnie może się stać, i niestety dzieje się tak, gdy ktoś potrafi wybrać z Biblii kilka pasujących mu do publicznej działalności cytatów, nauczyć się ich na pamięć i szermować nimi na prawo i lewo. Choćby słychać go było na wszystkich skrzyżowaniach i placach, nie uznamy go przecież za uczonego w Piśmie, choć i on sam, i niektórzy jego zwolennicy, tak uważają.
Uczony to ten, który nie przestaje pytać, który wytrwale szuka odpowiedzi, który słucha i stara się zrozumieć argumentację myślących inaczej. Czy mamy takich uczonych? Oczywiście że tak. W swoim dążeniu do prawdy, w odnajdywaniu sposobów rozwiązania problemów, w poszukiwaniu antidotum na tę czy inną niedolę, są oni zazwyczaj niedostrzegalni na co dzień, a o nich samych i wynikach ich prac dowiadujemy się jakoś przy okazji i mimochodem. W tym samym czasie namnożyło się nam przemądrzałych krzykaczy, kreujących się na uczonych w każdej dziedzinie. Jak w takim tumulcie nie stracić orientacji? Jak nie stracić zaufania do ludzi noszących naukowe tytuły i zasiadających w dostojnych gremiach? Jak odróżnić prawdziwego, godnego tego tytułu uczonego od imitacji? Niestety nie gwarantuje tego dyplom tej lub innej uczelni. Uznani specjaliści w jednej dziedzinie potrafią opowiadać niestworzone brednie na inne tematy i to na dokładkę z naukowym zadęciem. Nawet święci, tak wielcy jak Augustyn, Tomasz a Akwinu, Hieronim czy Ambroży opowiadali swoim współczesnym bzdury, w które tamci święcie wierzyli, a które dziś wstydliwie próbujemy przemilczeć.
Zaimponował mi jakiś czas temu dawny minister zdrowia, który na pytanie dziennikarza o dosyć szczegółową kwestię medyczną odpowiedział jasno i krótko – nie będę się w tej sprawie wypowiadał, bo już od wielu lat nie prowadzę praktyki lekarskiej, a w tym czasie medycyna bardzo się rozwinęła. Jakie ma dziś znaczenie wykształcenie zdobyte przed laty w tej czy innej dziedzinie, skoro nauka rozwija się w sposób trudny do objęcia umysłem nawet dla samych odkrywców i prekursorów? Ten rozwój powinien wszystkich nas uczyć pokory. Wczorajsi specjaliści dziś mogliby oblać egzamin u swoich dawniejszych uczniów. Ten uczony w Piśmie z dzisiejszego czytania Ewangelii zasłużył sobie na pochwałę ze strony Jezusa i powinien posłużyć nam wszystkim za wzór do naśladowania. Nawet ucząc innych - sam ucz się ciągle i nie ustawaj. Pytaj innych, spotkanych w drodze i wsłuchuj się w słowa wypowiadające mądrość.
Właściwie każdy wywiad radiowy czy telewizyjny, każda rozmowa zapisana na łamach prasy powinna być i dla dziennikarza, i dla odbiorców, okazją do poznania poglądów i argumentacji zaproszonych. To nie przesłuchanie, to nie rozprawa sądowa, to nie wiec, na którym ktoś ma się okazać zwycięzcą i kogoś wysłać do kąta, do oślej ławki albo po prostu wyprosić ze studia. Obrywało się uczonym w Piśmie od Jezusa niejednokrotnie, bo i było za co. Ale On potrafił uznać pokorę i mądrość tego uczonego i wystawić mu swoimi słowami wobec apostołów swoisty certyfikat. Gdy Jezusa okryją obłoki wniebowstąpienia, apostołowie będą mogli pójść na korepetycje do uczonego w Piśmie z dzisiejszej Ewangelii. Może by się przydały takie korepetycje niejednemu mądrali wszystkowiedzącemu i pohukującemu na innych z wysoka.
