REKLAMA
Większości moich dosyć licznych spotkań z kanclerzem naszej kurii biskupiej nie wspominam ze szczególną przyjemnością. Może to tak ma być. Kto pieje z zachwytu na wspomnienie wizyty u dentysty, oczekiwania przed drzwiami egzaminatora, czy spotkania z komornikiem. Różne były tematy naszych rozmów, ale jeden powracał w czasie tych spotkań niczym refren w piosence. Tym tematem był „tron Słowa” - drewniana półka na księgi Pisma Świętego umieszczona w jasienickim kościele. Półka stylizowana na kształt zwojów podobnych do tych, z jakich Nasz Pan Jezus Chrystus czytał Torę i Proroków. Kiedy po raz kolejny zapytany zostałem o źródło inspiracji, które mną kierowały, gdy umieszczałem w katolickim kościele ową półkę, opowiedziałem historię podobnych zwojów w innym kościele. Ksiądz kanclerz zapytał wówczas, dlaczego nie opowiedziałem o tym innym księżom. Słuszna uwaga O takich historiach warto opowiadać, a nawet biada nam, gdybyśmy obok takich historii przechodzili obojętnie.
Był rok 1349.W rozrastającym się mieście Norymberdze władze miejskie, uzyskawszy zezwolenie cesarza Karola IV, rozpoczęły budowę nowego centrum miasta. Jedyna przeszkoda na drodze realizacji tego zamysłu, a mianowicie istniejąca na tym właśnie miejscu od XII wieku dzielnica żydowska, została unicestwiona. Rozpoczęły się pogromy, część Żydów uciekła, konfiskowano majątki, burzono domy, a 562 Żydów spalono żywcem wraz z ich synagogą. Kilka lat później na gruzach synagogi wzniesiono piękny kościół ku czci Najświętszej Marii Panny, nota bene też Żydówki. Po blisko sześciu wiekach ten kościół również zamienił się w gruzy, tym razem za sprawą alianckich bombardowań w 1945 roku. W drugiej połowie XX wieku ordynariuszem diecezji monachijskiej, do której należy Norymberga, został kardynał Józef Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI. W tymże czasie podjęto trud odbudowy kościoła Mariackiego w Norymberdze. Nie upamiętniono jakoś szczególniej alianckich bombardowań, ale postanowiono powrócić do wydarzeń sprzed wieków. W posadzkę kościoła, tuż przed ołtarzem, wtopiono wykonaną z brązu dużą gwiazdę Dawida. Umieszczono ją na miejscu dawnej synagogi, by swoim widokiem przypominała każdemu stającemu przy ołtarzu okrutną zbrodnię dokonaną tu na Żydach przez chrześcijan. W centrum prezbiterium, nad ołtarzem umieszczono symboliczne zwoje Tory zwieńczone koronami. Czy ówczesny ordynariusz nic o tym nie wiedział? Czy uszło to jego uwadze? Czy raczej podjęte wówczas i trwające po dziś dzień żydowskie upamiętnienia w kościele w Norymberdze miały jego akceptację? Mógłby ksiądz kanclerz skierować do emerytowanego papieża stosowne zapytanie w tej sprawie.
Od lat jeżdżę do Jedwabnego, by stanąć na tamtych miejscach, by wspomnieć, by pomodlić się w kolejną rocznicę tragicznych wydarzeń 1941 roku. Tam też jest kościół, a w nim wiele starotestamentalnych, żydowskich akcentów. Co prawda nie ma tam w posadzce gwiazdy Dawida, a mogiłę w zgliszczach spalonej wraz z Żydami stodoły odwiedzają raczej przyjezdni niż miejscowi. Może gdyby ordynariuszem w tamtej diecezji był biskup Ratzinger albo biskup Wojtyła, pamięć wymordowanych Żydów stałaby się w Jedwabnem miejscową tradycją wypływającą z potrzeby serca, a nie importowanym rarytasem. A reszta w Jedwabnem pozostała taka, jaką była w 1941 roku. Ten sam rynek, ten sam kościół i furtka między rynkiem i kościołem w tym samym miejscu. Tylko z dawnej, przedwojennej przyjaźni jedwabieńskiego proboszcza i jedwabieńskiego rabina nawet ślad nie pozostał. Zatarła się, została zapomniana, poszła z dymem.
W Jasienicy nigdy nie było gminy żydowskiej, choć starzy mieszkańcy naszej wioski pamiętają i dobrze wspominają przedwojennych tłuszczańskich Żydów. W pobliskim Tłuszczu z jego żydowskiej historii nie pozostał najmniejszy nawet ślad, oprócz tych nielicznych okruchów pamięci i jeszcze mniej licznych wyrzutów sumienia kołaczących się u co poniektórych. Jasienica leży nieopodal Tłuszcza, ale przez Jasienicę, podobnie jak przez Tłuszcz, już od dawna przebiega linia kolejowa. To właśnie po tych torach jechały transporty śmierci z Warszawy do Treblinki. Tędy setki tysięcy Żydów wieziono na śmierć. Tędy przejechał Korczak i jego dzieci. Tylko nieliczni skazańcy wyskakiwali z wagonów i próbowali ucieczki. Jeszcze mniej licznym to się udało. Niektórzy z nich zostali obrabowani i wydani w ręce Niemców. Potem zostali zabici i zakopani na jakimś z podwórzy lub przy torach kolejowych. Czy to zbyt mało, by w Jasienicy pamiętać o Żydach?
Ksiądz Kanclerz chciał, bym wyjawił księżom źródło moich żydowskich inspiracji. To zaledwie trzy epizody. Gdyby bacznie rozejrzeć się wokoło, gdyby wsłuchać się w te wojenne, przedwojenne a nawet powojenne historie, pewnie przyszłoby przy każdym polskim kościele umieścić gwiazdę Dawida taką, jak ta w Norymberdze.
/ źródło-www.parafiajasienica.waw.pl /