Jakiś czas temu irytował mnie Gowin stawiający znak równości między zadymiarzami z Marszu Niepodległości a „Krytyką Polityczną”. Okazuje się, że w tę pokrętną logikę postanowił się wpisać prezydent Komorowski.

REKLAMA
Prezydent na pytanie Piotra Najsztuba, czy nie jest zatroskany zakłóceniem przez skrajną prawicę wykładów Magdaleny Środy i Adama Michnika odpowiada następująco:
To jest szerszy problem radykalizacji niektórych środowisk politycznych, po obu stronach sceny politycznej, i po lewej, i po prawej. Dlatego m.in. zorganizowałem wspólny marsz 11 listopada. Pod wrażeniem złego doświadczenia, jakim była agresja narastająca z obu stron. Uważam, że należy się przeciwstawiać radykalizmowi, bez względu na to, czy jest koloru czarnego, brązowego, różowego, zielonego, czy czerwonego.
Za marsz prezydencki Komorowskiego trzeba pochwalić. To była mądra inicjatywa. Ale nie można go chwalić za stawianie znaku równości pomiędzy różnymi „ekstremizmami”. Ekstremizm prawicowy istnieje realnie, jest ekspansywny i z każdym miesiącem groźniejszy. Ekstremizm „zielony” czy „czerwony” to w polskich realiach byty mikroskopijne.
Zestawianie problemu prawdziwego z problemem wydumanym służy bagatelizowaniu tego pierwszego. Jest usprawiedliwieniem dla bierności państwa. A Polski naprawdę nie stać na bierność wobec skrajnej prawicy.