Miarą postępującego sparszywienia życia politycznego w Polsce, pod rządami Kaczyńskiego i Dudy, jest to, co się stało wokół sprawy dawnego podpisu Lecha Wałęsy. Rozmaici nieudacznicy, zawistnicy i oszczercy, często finansowani przez najbardziej aferalną sieć para-bankową SKOK, skrzyknęli się, by postarać się dokonać przy tej okazji „redystrybucji prestiżu”.
REKLAMA
To, w oczywisty sposób idiotyczne, hasło (prestiż nie jest dystrybuowany ale przyznawany w umysłach osób oceniających), wyszło ze środowiska Karnowskich i Zaremby – czyli PiSowskich propagandystów, opłacanych bezpośrednio przez SKOK-i. Jak wiadomo, redystrybucja może być dokonana na dwa sposoby: można dodać jednym albo ująć innym. A ponieważ nie da się w żaden sposób dodać prestiżu Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego akolitom, robiąc z nich np. historycznych przywódców Solidarności lub wygumkowując Kaczyńskiego z Magdalenki i okrągłego stołu, jedyną metodą redystrybucji jest zgnoić tych, którym Kaczyński zazdrości, których nienawidzi lub których się boi.
Tak właśnie należy odczytywać obecną kampanię PiS-owskiej propagandy: „it is as simple as that”, że użyję sformułowania w języku obcym. Rozmaite sabaty i konsylia nienawistników, pochylających się nad smutnym kazusem Lecha Wałęsy, wpisują się właśnie w tę akcję redystrybutorów prestiżu, mających nadzieję, że gnój rzucony na Wałęsę obróci się w admirację dla rzucających. Mylą się, biedaki. To nie jest gra o sumie zerowej. Mogą starać się oświnić bohatera, ale nie zrobią przez to bohaterów z siebie.
Jak na to reagować?
Wzruszeniem ramion? To za mało, tym bardziej że atakuje się żywego człowieka, nie tak już młodego, mającego przecież jakieś granice odporności na łobuzerstwo. Świętym oburzeniem? To niepotrzebnie przydawałoby godności i powagi inkwizytorom. Najlepiej takimi słowami, jakich użył Władysław Frasyniuk w ostatniej Świątecznej.
