Należy przypominać dlaczego z punktu widzenia ustrojowego są to kpiny z demokracji, ustroju i państwa...

REKLAMA
Wszystko wskazuje na to, że już niebawem Premier Gliński będzie musiał, chcąc nie chcąc (chyba raczej nie chcąc, sadząc po jego dotychczasowej działalności, mało dynamicznej, określmy to delikatnie) wychynąć ze swego ukrycia, ponownie wejść na scenę, ładnie się ukłonić, i odegrać kolejny akt w burlesce w reżyserii Jarosława Kaczyńskiego, pod tytułem “Premier rządu technicznego”. Co prawda szczerze niedawno przyznał, że prace nad “kompletowaniem gabinetu” tudzież pisaniem programu nadal trwają, ale któż by przejmował się takimi drobiazgami.
Drugi akt owej burleski będzie zawierał, jak wynika z deklaracji PiS-u, formalne złożenie tzw. “konstruktywnego wotum nieufności”, przy czym Prezes wygłosi długie uzasadnienie, wskazujące na to, że – jak można wywnioskować z rożnych zapowiedzi – gabinet Tuska jest najgorszym rządem jaki kula ziemska widziała od czasów Nerona. Z punktu widzenia politycznego, akt ten oczywiście nie ma najmniejszego sensu, bo gdyby nawet – tu popuszczę wodze fantazji – wotum to zostało zaakceptowane (co się nie stanie), to i tak Prezes długo nie wytrzyma rywalizacji ze strony rosnącego w popularność Premiera (przyjmijmy to zupełnie hipotetycznie) i natychmiast go wtrąci do jakiegoś metaforycznego lochu, a poza tym nie zniesie w sytuacji, w której ktoś z jego namaszczenia mówi czasem o czymś innym niż mord pod Smoleńskiem. A ponieważ niebawem będzie już nadawała Telewizja Republika pod hasłem “Cały Smoleńsk całą dobę”, to szanse premiera Glińskiego na przebicie się do opinii publicznej z jakimś dyskursem choć w połowie racjonalnym są właściwie żadne.
Ponieważ jednak drugi akt burleski odbędzie się, a w każdym razie przynajmniej zacznie się, to należy przypominać dlaczego – abstrahując już od właśnie opisanego kontekstu politycznego – z punktu widzenia ustrojowego są to kpiny z demokracji, ustroju i państwa. Otóż opozycja w państwie demokratycznym ma mnóstwo instrumentów krytyki rządu i mobilizacji opinii publicznej przeciwko aktualnej polityce. Może krytykować w parlamencie i mediach, może próbować konstruować koalicję opozycyjną, może tworzyć “gabinet cieni” itp. Ale akurat konstruktywne wotum nieufności przewidziane jest na bardzo konkretną sytuację: na moment, gdy rządząca koalicja traci większość parlamentarną, ale by uniknąć konieczności rozwiązania parlamentu, opozycja zgłasza kandydaturę alternatywnego premiera, który może liczyć na parlamentarną większość.
Takiej sytuacji oczywiście obecnie w Polsce nie ma i w przewidywalnej przyszłości – zapewne do wyborów – nie będzie. Kaczyński i jego miłośnicy doskonale o tym wiedzą i wcale tego nie kryją. Oto np profesor Krasnodębski, jeden z najgorętszych apologetów PiS-u, w wywiadzie mówi, że demokracja zostanie przywrócona dopiero przy następnych wyborach parlamentarnych (co nota bene znamionuje starą teorię PiS-u, że demokrację poznać po tym, że rządzi PiS). Zatem wie doskonale, że zabawa w premiera Glińskiego jest właśnie tym: zabawą.
I to jest niestety bardzo smutne. PiS robi sobie jaja z Konstytucji, profesor Gliński – może nie jakiś geniusz, ale sprawiający jednak wrażenie normalnego człowieka – chętnie w tym uczestniczy, a my wkraczamy w nowy rok szykując się do wygłupu, który podda kolejnej próbie naszą wytrzymałość polityczną i poczucie humoru. No to wesołego Nowego Roku, skoro nie może być mądrzejszy.
PS: A skoro mowa o poczuciu humoru, to pozwalam sobie niniejszym przyznać redaktorowi Piotrowi Skwiecińskiemu nagrodę im. Marka Twaina za najzabawniejszy tytuł materiału prasowego. Subtelny tytuł subtelnej analizy zamieszczonej na stronie internetowej Rzeczpospolitej: „Władza będzie nadal gniła”. Nic nie zmyślam!