List Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego, który cieszy się w ostatnich dniach sporą popularnością w Polsce, jest – jak mi się wydaje - także skierowany do mnie, a zatem wypada jakoś odpowiedzieć: nie tylko kultura akademicka, ale kultura w ogóle wymaga odpowiadania na listy.
REKLAMA
Dlaczego ten list otwarty traktuję jako skierowany do siebie, a w każdym razie dlaczego nie pozostawia mnie obojętnym? Z kilku powodów: po pierwsze – dlatego, że też uważam się za „akademika”, więc liczę na rozmowę w doborowym gronie profesorskim; po drugie, dlatego że Klub przybrał sobie imię Lecha Kaczyńskiego, który był moim kolegą na długo zanim został prezydentem; po trzecie wreszcie – bo bezpośrednim celem listu jest „stanowczy sprzeciw” przeciwko nagonce na poseł Krystynę Pawłowicz, której poświęciłem tutaj niedawno piękną, liryczną notę.
No dobrze, nie będę już się więcej tłumaczył; wystarczy powiedzieć, że takiego nagromadzenia bzdur dawno nie czytałem, wiec podejrzewam, że zacnym poznańskim akademikom ów tekst podsunął ktoś o zupełnie nie-akademickiej mentalności, a w każdym razie – inteligencji nieskażonej długimi, subtelnymi dywagacjami na proseminariach, seminariach i konwersatoriach w tej czy innej wielkopolskiej Alma Mater. Co jest przypuszczeniem całkowicie uzasadnionym, biorąc pod uwagę, że wśród sygnatariuszy listu widnieją nazwiska, opatrzne opisami: przedsiębiorca, dziennikarz, leśnik i rolnik. Nic nie ujmując tym pięknym zawodom, będącym (za wyjątkiem zawodu dziennikarza, rzecz jasna) o niebo przydatniejszymi niż zawód akademika, co samokrytycznie stwierdzam, można zadać sobie pytanie, kiedy ostatnio np. ksiądz Majchrzak, artysta-muzyk Minikowska-Martini, dziennikarz Siwa albo przedsiębiorca Zysk, nie mówiąc już o adwokat Zielonackiej, studiowali krytycznie a dogłębnie „syntetyczną teorię ewolucji”, na którą powołują się w liście, a która prowadzić ma ponoć do uznania homoseksualizmu za anomalię?
Tak właśnie twierdzi ów list akademików, wspieranych przez przedsiębiorców, księży i leśnika: ale, o szanowni akademicy poznańscy, czy nie popełniacie tu znanego w kręgach filozoficznych, tak poznańskich jak i ogólnych, „błędu naturalistycznego” (naturalistic fallacy), odkrywając normy w faktach: czy nie mieszacie bytów z powinnościami, „Is” z „Ought” (że z angielska wrzucę, ale w kręgach akademickich to normalne), „Sein z „Sollen”, „Być” z „Musieć”? Czy obserwacja prawidłowości w przyrodzie prowadzić może do dedukowania „zadań”, a więc powinności? Czy, gdy na przykład, patrzycie sobie w przerwie między wykładami, o akademicy poznańscy, na rosnącą sobie spokojnie wielkopolską trawę, to uważacie, że ona ma za „zadanie” tak sobie właśnie rosnąć, np. by cieszyć swym zielonym pięknem Wasze akademickie szkiełko i oko? Czy, gdy (przepraszam za słowo), zobaczycie kopulującą parę pawianów, to uznacie, że jest to właśnie ich zadaniem tak ze sobą niejałowo obcować, spełniając powinności wobec gatunku, nałożone na nie przez przemyślną Naturę lub dobrego Stwórcę? Czy, mówiąc krótko, acz również naukowo, nie zrobiliście z siebie takim mówieniem o „zadaniach”, wynikających ponoć z ewolucji, zwykłych, nie-akademickich bęcwałów?
Przyjmijmy, znów na akademicką modłę, nakazującą przypisać mądrość nawet tym, z których na milę wyziera głupstwo, że nie. Oto kluczowy argument, zawarty w Waszym stanowczym proteście, o uczeni Mężowie i Żony z Poznania (plus Pan, Panie Profesorze Nowak z Krakowa): „Gdyby wszystkie osobniki danego gatunku (także i człowieka) zamieniły się w osobniki homoseksualne – gatunek ten przestałby istnieć, ponieważ nie nastąpiłoby przekazanie genów następnemu pokoleniu, w związku z czym nie byłoby potomków. Dlatego z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia ewolucji homoseksualizm jest anomalią”.
Ale czy to rozumowanie ma sens? Czy nie stanowi ono, że znów ucieknę do miłych nam, akademikom, słów obcych, kompromitującego „non sequitur”? Czy nie pochopnie wzmocniliście ową tezę swoją „całą odpowiedzialnością” z takim patosem i przekonaniem wyartykułowaną, że aż tupnięcie nóżką było słychać? Czy nie jest to aby „odpowiedzialność” podpowiedziana Wam np. przez Panią mecenas Zielonacką, zamiast przez jakiegoś uczonego?
„Gdyby wszystkie osobniki danego gatunku….”: naukowcy (no może poza członkami Akademickiego Klubu Obywatelskiego w Poznaniu) wiedzą, że tak zaczynające się zdanie grozi fatalnym błędem prowadzącym do najstraszliwszej w nauce konsekwencji – do ośmieszenia. Gdyby wszystkie osobniki były homoseksualne, nie byłoby reprodukcji gatunku. To prawda. Ergo: homoseksualizm jest anomalią. Nieprawda. Bo również: gdyby wszystkie osobniki zostały akademikami w Poznaniu, państwo by upadło, bo nie byłoby komu np. prowadzić lokomotyw ani obsługiwać wodociągów. Nie znaczy to jednak, że bycie akademikiem w Poznaniu jest przez to anomalią, nawet jeśli nalezy się do Klubu Obywatelskiego. Gdyby wszyscy zaświecili światło o tej samej porze, np. dokładnie o 19:30, wysiadłyby zapewne w kamienicy korki. Czy znaczy to, że nikt nie powinien o tej porze włączać elektryczności? Gdyby każdy obywatel Poznania miał pieska, psie odchody, nawet skrzętnie zbierane przez praworządnych poznaniaków do woreczków, obsmrodziłyby ten piękny gród doszczętnie. Czy posiadanie psa jest eo ipso ewolucyjną anomalią? Gdyby wszyscy… No dobrze, mam nadzieję, że pointa trafia w tej chwili nawet do akademików poznańskich, obywatelskich.
Mimo wszystko, poddam przytoczone przykłady naukowej generalizacji. Brzmi ona, odpowiednio wypowiedziana, gwoli spełniania akademickości, a więc z przytupem i namaszczeniem, następująco: Z faktu, że (1) gdyby wszystkie jednostki należące do kategorii X, podjęły działania (lub wykazywały cechę) Y, to konsekwencje takiej jednolitości zachowań (cech) byłyby negatywne, nie wynika, że (2) pojedyncza akcja Y podejmowana przez członka kategorii X jest negatywna (naganna, stanowi anomalię, jest aberracją), gdy empiryczne doświadczenie podpowiada nam, że (3) jest niemożliwe, by wszyscy X robili Y. Domniemane wynikanie (2) z (1) stanowi błąd „non sequitur”, gdy spełnione jest (3). Zaś nazwę błąd, przez Was dokonany, o Akademicy, w sumie śmiesznie prosty ale wymagający jakiejś pretensjonalnej akademickiej nazwy: „Błędem Generalizacji Zjawisk Niegeneralizowalnych” (© Wojciech Sadurski 2013).
Czy już zrozumieliście, szanowni akademicy obywatelscy? I czy obiecujecie, ale tak na słowo honoru, że już więcej pod takimi bredniami nie będziecie się podpisywać? Tak? Naprawdę? No to dobrze… A teraz zapraszam, Koledzy i Koleżanki profesorowie i profesorki poznańskie, na skromny poczęstunek (pyry) w naszym klubie uniwersyteckim. Togi i gronostaje niech wiara zostawi w szatni.
