Czy jesteśmy smutasami?
Czy jesteśmy smutasami? http://pl.freepik.com/

"Ludzie, zróbcie coś ze swoimi polskimi mordami!" moralizuje bohater grany przez Lindę w „Szczęśliwego Nowego Yorku”. Niestety, film z roku 1997, jest jak najbardziej aktualny. Niektóre z polskich mord są tak smutne i nieszczęśliwe, że aż żal patrzeć.

REKLAMA
Sytuacja numer 1. Jadę krakowskim tramwajem, linią numer 2, czytam sobie. Tłok dookoła. Gdzieś w oddali słyszę kłótnie i wyzwiska. Tramwaj pełen polskich mord. Zauważam starszą kobietę, która mi się z niewiadomych przyczyn przygląda, odrywam się od książki, uśmiecham się. Strach, panika, zmieszanie, kobieta odwraca głowę w przerażeniu, by już więcej na mnie nie spojrzeć.
Sytuacja numer 2. Sklep osiedlowy. Podchodzę do kasy. Sprzedawczyni, kobieta o smutnych oczach, pyta się – co podać? Odpowiadam z uśmiechem – dzień dobry, ależ ładny dzień, prawda? Cisza. Zdziwienie przeplatane z oczekiwaniem. W końcu kobieta odpowiada – tak. Nerwowy uśmiech. W kolejce słychać szemranie – szybciej się nie da?
Według obliczeń GUSu w Polsce żyje 38,5 mln Polaków. Czy wszyscy mamy smutne mordy? Idąc ulicą, ilu zobaczycie osób, które się uśmiechają? Jedną, dwie? Żadnych? Jak już się ktoś uśmiechnie do kogoś, to ta druga osoba pomyśli zapewne, że to idiota, pedał lub pedofil. Mam rację?
Gdy stałem za barem, miałem swoich klientów. Przychodzili tylko i wyłącznie do mnie i to nie tylko po to, by się napić, ale by pogadać, pożartować. Gdy była kolejka i mój kolega za baru podchodził do mojego gościa, pytając się czy coś podać, on wolał poczekać, bo chciał (mimo, że byłem technicznie o wiele gorszym barmanem od mojego kumpla) koktajl ode mnie. Dlaczego? Bo przez te 7 lat pracy, nauczyłem się, że uśmiech, pozytywne nastawienie, przyciąga. Ludzie nie przychodzą do knajpy się napić, bo mogą to robić równie dobrze w domu. Ludzie odwiedzają puby i restauracje, by porozmawiać, obgadać, poprawić sobie humor.
Gdy wchodzę do restauracji, kina, kręgielni, kłaniam się. Mówię dzień dobry, jak się masz?. Tak już zostałem wychowany. Teraz, jak myślicie, ile osób, które są dla mnie obce, mi odpowie? Według moich obliczeń około 30%. Bo nie rozmawiamy z obcymi. Bo nie uśmiechamy się. Bo nie myślimy pozytywnie. Bo, ku#%a, nie. Lepiej rzucić pogardliwym spojrzeniem, obgadać, zwyzywać lub porzucać kamieniami w policję.
Ostatnio jest głośno o Biedroniu, który wystąpił w telewizji, śpiewając kawałek Britney Spears.
Został politycznie zmiażdżony choćby przez smutną mordę z PiSu. Czy słusznie? Jakbym miał telewizję, to wolałbym jego oglądać, mimo, że zaśpiewał tak, jakby ktoś wylał szczyny na pierdnięcie (to akurat z książki i prezent dla tego, kto zgadnie z jakiej!) niż kolejne informacje o Smoleńsku, zamachach, trotylach i podatkach. Popatrzmy na Amerykańską politykę, Obama ściska się z obywatelem w restauracji, śpiewa, uśmiecha się. Nie to co nasz prezydent, który oprócz łączenie się w bulu i nadzieji ma zawsze kamienną twarz i nudną gadkę.
Skupmy się na naszych reporterach, dziennikarzach. To samo. Oglądałem kiedyś Fakty po faktach z Richardem Bransonem, słynnym angielskim biznesmenem. Temu panu uśmiech nie schodził z twarzy, czego nie można powiedzieć o tej kobiecie, która przeprowadza z nim wywiad. Larrym Kingiem to ona na pewno nie jest. Wolałbym się przytulić do góry lodowej niż do tego prezenterki. Brrr..
Dostało się ostatnio Wojewódzkiemu tu w NaTemat, że jest nudny i mało śmieszny. Ja tam się nie dziwię, ta sama konwencja od tak wielu lat mogła się przejeść. Czemu nikt nie pójdzie w ślady amerykańskiej prezenterki Ellen, której pomysły na show są świetne i przyciągają miliony przed telewizory, jak tu, gdzie uczestnicy pokazują swoje kompromitujące zdjęcia z facebooka.
Tylko, pytanie, który z nas, zakompleksionych Polaków, posiadałby tak duży dystans do siebie?
To może nasi celebryci mieliby tyle odwagi, by wystąpić u Kuby z takim projektem:
Wątpię. Zostańmy więc przy Wojewódzkim, jego słabych żartach i tej biednej dziewczynie, która całe życie przygotowywała się do roli pół-nagiej laski przynoszącej wody.
Tekst w nagłówku pochodzi z polskiego filmu „Szczęśliwego Nowego Yorku”. Wypowiada je brawurowo zagrany przez Lindę, Janek, facet któremu w Ameryce się udało. Instruuje on bohaterów filmu, co zrobić, by odnieść sukces. Kiedyś puszczałem sobie ten filmik kilka razy dziennie, jak mantrę. Teraz ja już jestem ‘’po’’, jak Janek z tej produkcji, zresztą zobaczcie sami:
Zakończyć postanowiłem ten wpis jakimś mądrym cytatem, padło na Ericha Fromma. W jego książce „O sztuce miłości” (książka lekko nuży) można znaleźć taki fragment: W sferze materialnej ‘’dawać’’ znaczy być bogatym. Nie jest bogaty ten, kto dużo ma, lecz ten, kto dużo daje. Ten, kto jedynie gromadzi, kto zamartwia się z powodu jakiejś straty, jest w sferze psychologicznej biednym, zubożałym człowiekiem, niezależnie od tego, ile posiada. Ktokolwiek potrafi dawać z siebie, jest bogaty. Tak, wiem. Trochę jak u Paulo Coelho. Jednak, ja to sobie interpretuję w ten sposób: zamiast wydawać pieniądze na lotto, zacznij się uśmiechać i zmień swoją mordę w twarz, to łatwiejszy i pewny sposób na bycie bogatym człowiekiem, bo w końcu ludzie są zasadniczo dobrzy, tylko miewają złe dni. Prawda?