Obecnie jestem na Uniwersytecie Północnej Karoliny, ale wypowiedź Lecha Wałęsy oczywiście jest mi znana. Nie tylko mnie, Amerykanom też, ale tu jest inna perspektywa. Skoro wypowiedź nie dotyczy światowych konfliktów, nikt się inną nie podnieca.
REKLAMA
Dla mnie komentowanie jest szczególnie trudne. Skoro nie da się o czymś mówić sensownie, trzeba o tym milczeć. Próbuję więc przemilczeć.
Trzeba mieć bardzo zły charakter, żeby zagadnąć Lecha publicznie o mniejszości seksualne. Lech ma w głowie parady berlińskie. U nas parady mają odmienny, dostojny charakter. Chyba tego Lech nie wie.
To zmieniło stosunek obywateli do mniejszości. W TV też widzimy i słyszymy inteligentnych otwartych ludzi, którzy bez zahamowań mówią o swojej orientacji.
To przyniosło znakomity efekt. Wybraliśmy parlamentarzystów, radnych, burmistrzów, wiedząc o ich odmiennej orientacji. Dla mnie to wielki sukces. Chciałbym, aby był pielęgnowany.
To przyniosło znakomity efekt. Wybraliśmy parlamentarzystów, radnych, burmistrzów, wiedząc o ich odmiennej orientacji. Dla mnie to wielki sukces. Chciałbym, aby był pielęgnowany.
Potrafię sobie wyobrazić bez problemu rozmowę z Lechem Wałęsą na ten sam temat z całkowicie odmienną pozytywną wymową. Co jest do tego potrzebne? Mądry, życiowo doświadczony dziennikarz, który potrafi Lecha do takiej rozmowy przygotować.
Jestem tu w USA już parę tygodni. Oglądam non stop wiadomości, programy publicystyczne, różne "gadające głowy". Większość to programy o polityce. Problemy światowe, amerykańskie, lokalne. Dwa razy wystąpił w nich polityk. Raz Senator, raz ktoś z władz stanowych. Dlaczego tak rzadko? Bo tutaj dziennikarz bierze polityka do audycji, jak nie wie, co zrobić z wydarzeniem, problemem, kwestią, która pojawiła się w przestrzeni publicznej. To byłoby swego rodzaju przyznanie się do intelektualnej porażki. Tu dziennikarz robi audycję, program z tymi, dzięki którym wywiera wpływ na decyzje polityków.
Rozumiem naszych dziennikarzy. Polityk to darmowy wypełniacz czasu antenowego. No i zawsze liczymy, że coś chlapnie. Wtedy będzie to sensacja. To, czy kilka godzin czy dni jest miarą naszego dziennikarskiego sukcesu.
Słyszę oczywiście narzekanie na poziom amerykańskiego dziennikarstwa. Wskazują mi różne skandale sprzeniewierzenia się dziennikarskiej misji. Jednak poziom na którym znajduje się amerykańskie dziennikarstwo, piszę tu głównie o telewizyjnym, nasze nie osiągnie nawet skacząc o tyczce.
