
Reklama.
Głównym sprawcą zamieszania jest oksytocyna, hormon wydzielający się w obecności bliskiej osoby lub dzięki dobrym uczynkom, które nas spotykają. Pod jego wpływem stajemy się bardziej ufni i łatwowierni. Z drugiej strony też bardziej zazdrośni i agresywni.
Oksytocyna od początków ludzkości odpowiadała za bliskości między ludźmi. To dzięki niej darzymy ludzi empatią i współczuciem. Naukowcy przekonują, że widok własnego dziecka podnosi poziom tego hormonu dwukrotnie. Na przykład przy podaniu ręku nieznajomemu o 5-10 proc. - jeśli nowo poznana osoba jest atrakcyjna, jej poziom może wzrosnąć nawet do 50 proc.
Wyniki badań prof. Paula Zaka, które opisuje "Gazeta Wyborcza", pierwotnie dotyczyły ludzi, ale jego zespół zainteresował się także zwierzętami. W eksperymencie wzięło udział 100 ochotników. Polegał on na tym, że w pomieszczeniu umieszczano ludzi i zwierzęta. Przed wejściem oraz po wyjściu pobierano krew badanym i sprawdzano poziom oksytocyny we krwi.
Po zabawie z psami zawartość hormonu we krwi wzrastała głównie tym, którzy posiadają zwierzęta domowe lub mieli je w dzieciństwie. Kontakt z psami zmniejszało także poziom hormonów stresu bardziej niż z kotem.
Naukowcy chcieli również sprawdzić, czy podobnie jak u ludzi, u psów w czasie obcowania z innymi gatunkami podnosi się poziom oksytocyny. To, że hormon ten wydziela się u ssaków w czasie kontaktu z przedstawicielami tego samego gatunków, było już oczywiste dla naukowców. Ich eksperyment powtórzony na zwierzętach potwierdził te przypuszczenia. To, że zwierzęta różnych gatunków wywołują wzrost poziomu oksytocyny u siebie nawzajem, sugeruje, że one, tak jak my, mogą być zdolne do miłości.
Badacze potwierdzili to, co dla miłośników psów było oczywiste od dawna – psy kochają tak samo swoich właścicieli, jak oni swoich pupili.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"