Ludzie z Marsa. Jak korporacja stworzyła świat szczęśliwych pracowników

Szczęśliwi lepiej pracują - uważają w tej korporacji. Widok na biuro.
Szczęśliwi lepiej pracują - uważają w tej korporacji. Widok na biuro. fot. Mars
Pielęgniarki, masażyści dostępni na zawołanie. Regulaminowy zakaz stresowania podwładnych. Raz na 10 lat należy się roczny urlop. Mars, producent batonów, dań Uncle Ben’s oraz karmy dla zwierząt stworzył raj dla polskich pracowników. Opłaca się, nie tylko pracownikom. 1,5 mld przychodów rocznie i numer jeden na rynku.

Całe biuro czeka powrót Marty. Po 10 latach pracy wzięła roczny urlop. Wybrała się w podróż dookoła świata. Poruszając się zgodnie z ruchem słońca na niebie, nieśpiesznie odwiedzała najdziksze zakątki świata: dżungle Wenezueli, Ziemię Ognistą, Alaskę Tasmanię i Laos. Pisała bloga. Urlop formalnie był bezpłatny, ale w praktyce firma i tak opłacała składki na ZUS, aby przerwa w karierze nie miała wpływu na emeryturę. Nikt nie robi wyrzutów z powodu przerwy. Biurko, telefon i komputer czekają na jej powrót.

Kiedy wchodzi się do biura Mars, uderza cisza. Choć na open space pracuje blisko setka osób, jest jak w bibliotece. – Kiedy ktoś ma do wykonania telefon, wchodzi do rozmównicy, aby nie przeszkadzać innym – mówi mój przewodnik po biurze. Patrzę i oczom nie wierzę. W biurze zainstalowano budki telefoniczne. Podobne funkcjonowały w PRL w placówkach "Poczta Telegraf Telefon", gdzie zamawiało się rozmowy międzymiastowe.

Obok szpaler drzew - betonowe filary obłożono korą, a pod sufitem zamontowano doniczki z kwiatami. Do niedawna w biurze była jeszcze fontanna, ale wynajmujący polecił jej likwidację ze względu na problemy z obsługą. Czasami z końca biura dobiega ciche plumkanie na gitarze. To ktoś z pracowników relaksuje się podczas przerwy w pracy. Normalne godziny urzędowania to 10-15, resztę czasu można dowolnie zorganizować pracując z domu, byle w tygodniu wypracować wymagane 40 godzin etatu tygodniowo. To nie praca, ale jakiś buddyjski ośrodek szczęśliwości tyle, że mieści się na 10. piętrze biurowca Złote Tarasy w Warszawie.

Gabinet szefa? – Nie ma. O tutaj siedzi – przewodnik pokazuje jedno z wielu biurek. Nie ma sekretarki, na oparciu fotela wisi marynarka. Jeśli ktoś ma sprawę do „dżi ema”, czyli general managera, po prostu wstaje i macha, "ej Tomek!". Według firmowej legendy w latach 90-tych Tomasz Pawłowski, jako przedstawiciel handlowy jeździł po Polsce Fordem Transitem i negocjował ze sprzedawczyniami, na której półce zechcą umieścić firmowe batoniki. Był w tym tak dobry, że dziś jest szefem polskiego oddziału i nadzoruje dział czekoladowy.

Zakaz stresu
Styl pracy w Marsie to osobny rozdział. Wyobraźcie sobie produkt menedżera przeciętnej firmy branży FMCG. To rekin, którego zadaniem jest rozszarpać inne rekiny pojawiające się w hipermarkecie. Aby zwiększyć sprzedaż o jeden punkt procentowy zazwyczaj trzeba wypruć sobie żyły.

Jeśli w Marsie ktoś wywalczy dobry wynik, szefowie poklepią go po plecach, ale spytają też jak to osiągnął. Niczym w skokach narciarskich ważna jest odległość, ale również punkty za styl. – Jeśli przy okazji wdeptał w dywan kilkoro pracowników, podkupował konkurencji półki w hipermarketach, to nie będzie to powód do nagrody. Oprócz wyników cenimy sobie styl pracy i niski poziom stresu – mówi Elżbieta Tomczuk, menedżer w Mars Polska, odpowiedzialna za rozwój najbardziej utalentowanych pracowników.

Tego życzył sobie twórca firmy Frank C. Mars, który 100 lat temu z zaczynał biznes produkując słodycze we własnej kuchni w Tacoma w stanie Waszyngton. W 1923 wymyślili baton Milky Way, co było początkiem globalnej korporacji - producenta również karmy Pedigree oraz dań gotowych Uncle Ben’s

Papa Mars
Marsowie nie chcieli, by ich firma wyciskała pracowników jak cytryny, a menedżerowie poganiali sprzedawców batem. „Wolność pozwala nam kształtować naszą przyszłość, zyski pozwalają nam zachować wolność. Konsument jest naszym szefem, jakość jest naszą pracą, a korzystny stosunek ceny do jakości jest naszym celem' – to cytat dwóch z pięciu przykazań ojców założycieli.

Do tej polityki szczęśliwości swoje trzy grosze dorzucił też Polak, lekarz Przemysław Duchniewicz. Kilka lat temu zatrudnił się jako przedstawiciel handlowy. Potem doradzał w dziale kadr. Wreszcie pozwolono mu stworzyć system opieki lekarsko-psychologicznej mający zadbać o dobre samopoczucie pracowników korporacji. – Zadowolony, zrelaksowany człowiek pracuje o wiele wydajniej niż zestresowany i sponiewierany – uważa Duchniewicz, Obecnie pracuje jako już niezależny konsultant.


Przy fabryce w Sochaczewie działa prywatna i darmowa dla pracowników przychodnia. Masażyści gotowi są wymasować zarówno szefów jak i pracowników linii produkcyjnej. Zdenerwowałeś się w korku podczas dojazdu do pracy? Może przed pracą przebiegnij się po ścieżce zdrowia (las, altanka i ogrodowe przyrządy do ćwiczeń).

Świat idealny
Po co to wszystko? – Zmniejszenie nieobecności pracowników o jeden procent to milion złotych dla firmy, ale w naszym wypadku pieniądze to nie jest główny powód. To wynik kultury Marsa, który troszczy się o swoich ludzi – tłumaczył w jednym z wywiadów Przemysław Duchniewicz.

Nie uwierzycie do czego jeszcze namawiał. Długie zebranie, a temat nie dotyczy cię bezpośrednio, masz prawo się wyłączyć i zdrzemnąć. Jeśli masz gorszy dzień powiedz szefowi, że musisz trochę zwolnić i odpuścić.Pracownicy biurowi szkoleni są jak po kilku godzinach pracy za biurkiem zmienić pozycję ciała i odprężyć mięśnie. Mars kupił specjalne biurka, przy których możliwa jest praca również na stojąco. Program "wellness" Duchniewicza wdrożono w ponad 70 oddziałach firmy na świecie.

Do tego wszystkiego dochodzi zawrotna liczba benefitów: zajęcia z pilatesu i zumby, karnety sportowe. Dla kobiet, które zaszły w ciążę złota karta, gwarantująca rodzinny poród w prywatnej klinice. Oszczędzasz na emeryturę? Bardzo dobrze, firma dołoży ci drugie tyle na zabezpieczenie przyszłości. Po siedmiu latach pracy przysługuje pół roku wakacji, a po 10. rok wolnego.

Miliard ze szczęścia
Czytając o szczęśliwych ze swojej pracy 1400 osobach niedowiarki powiedzą, że tylko szaleniec chciałby utrzymywać armie tak rozbisurmanionych podwładnych. Przychodząc do biura przez 5 godzin na pewno olewają obowiązki, a biznes traci miliony. Szok. Na wartym około 8 mld zł rynku czekoladowych słodyczy Mars zdruzgotał przeciwników – niemal co drugi (43 proc.) baton sprzedawany w Polsce, to marka tej firmy (dane Nielsen z jesieni 2013).

Czy ktokolwiek odchodzi z takiej firmy? Prawie nikt - 5 proc. zatrudnionych rocznie. Nie szukajcie w internecie rozżalonych pracowników. Zamiast hejterów są ci, którzy pozytywnymi komentarzami bronią firmy. Elżbieta Tomczyk jest najlepszym przykładem. Kilkanaście lat temu odeszła z Marsa, gdy ten przeniósł biura do Sochaczewa. – Urodziłam dziecko i nie chciałam tak daleko dojeżdżać. Szukałam nowych wyzwań – opowiada. Ale po tym co przeżyła w kilku firmach i kilku latach pracy head huntera szybko chciała powrotu na Marsa. Musiała długo czekać na okazję. Dziś 1000-osobowa korporacja ma tylko jeden wakat.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaKorporacje
Skomentuj