Nadchodzi fala suplementów dla dzieci. Na apetyt, na zmęczone oczy od komputera, na zdrowe zęby

Powstaje nowa gałąź przemysłu farmaceutycznego suplementy dla dzieci.
Powstaje nowa gałąź przemysłu farmaceutycznego suplementy dla dzieci. fot. Shutterstock.com
Rynek farmaceutycznego fast-foodu jest już wart 3 mld złotych. Jednak czwarty miliard będzie pochodził od leniwych rodziców. Zamiast wypuścić dzieci na podwórka, sadzają je przed telewizorem, zamiast zdrowej diety, karmią fastfoodem. Antidotum na wyrzuty sumienia są tabletki.

– Podstawą utrzymania zdrowia jest prawidłowa dieta, w której nie brakuje żadnych składników. Nie popieram suplementów dla dzieci. Mam nadzieję, że tyle wystarczy, bo jestem w trakcie obchodu, oglądam małych pacjentów, których nie da się wyleczyć garścią pigułek – mówi profesor Mieczysława Czerwionka-Szaflarska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i szefowa Kliniki Pediatrii, Alergologii i Gastroenterologii w Bydgoszczy.

Ale producenci preparatów witaminowych uważają inaczej. Po co marnować godzinę na skubanie i duszenie fasolki szparagowej - naturalnego źródła żelaza, skoro brakujący w diecie pierwiastek szybciej i taniej można dostarczyć do organizmu dziecka kupując suplement diet. Do wyboru mamy Actiferol Start, Bioaron i wiele, wiele innych.

Tabletka na mleczne zęby
W ubiegłym roku statystyczny Polak zjadł 133 tabletki. Po trwającym wciąż boomie na suplementy diety dla dorosłych, producenci zaczęli testować farmaceutyczny fast-food dla dzieci. Liczą na poszerzenie wartego już 3 mld złotych rocznie rynku.


Największy producent suplementów i leków bez recepty w Polsce, Aflofarm z Pabianic, otworzył już nową półkę. W najnowszej kampanii rekomenduje ssanie tabletek Junical Zęby dzieciom, którym po wypadnięciu mleczaków wyrastają nowe. Motywem przewodnim reklam jest brak wapnia, z którego budowane są zęby. W reklamach występuje, stylizowany na dentystę aktor zaniepokojony brakiem mineralizacji u pacjentów i polecający... słodkie tabletki.

Co innego jednak twierdzi prawdziwy lekarz dr Anna Dobrzańska, Krajowy Konsultant do spraw Pediatrii. W opublikowanych niedawno zaleceniach dietetycznych dla dzieci w wieku 6-10 lat pisze, że zapotrzebowanie na wapń w tym okresie życia wynosi 800-1000 mg (co odpowiada 400 ml mleka i 150 g jogurtu i 30 g żółtego sera.


Odtrutka na telewizor
Podać pigułkę jednak łatwiej niż przekonać do wypicia szklanki mleka. Takie wygodnictwo to woda na młyn producentów suplementów. Trzeba przyznać, że dość trafnie zdiagnozowali największe słabości rodziców. Jeden z nich z nich to telewizja. Każdego dnia ogląda ją 95,1 proc. polskich dzieci. Ponad połowa spędza przed ekranem przynajmniej kilka godzin dziennie – wynika z badań jakie zlecił kanał telewizyjny Da Vinci Learning. Badania pokazały coś więcej – 40 proc. rodzin praktykuje sadzanie dziecka przed telewizorem i pozostawienie samego nawet na kilka godzin.

Z pomocą przychodzą Klarin Junior oraz Luteina Gold junior – Wzrok dziecka jest bardzo ważny przy poznawaniu świata. Dzieci tyle czasu spędzają teraz przed telewizorem, Internet, Facebook. Doprowadziła to do dramatycznych wyników pororszenia wzroku – wzdycha w reklamie zmartwiona matka. I podaje receptę: Luteina ma zbawienny wpływ na oczy dziecka zmęczone oglądaniem telewizji.

Z kolei Klarin Junior zawiera sproszkowany owoc borówki czernicy jak również ekstrakt tej rośliny. Producent, poznański Farmapol, milczy na temat badań o skuteczności działania. Jak wiadomo, w przypadku suplementów nie są one wymagane. Wystarczy je zarejestrować.

Borówka czernica to nic innego jak jagody, których w sezonie słoik można kupić za 11 złotych. Klarin kosztuje ponad 20 zł, co oznacza, że bardziej opłaca się poddać terapii poprzez łykanie zwykłych jagód. Te przynajmniej nie mają skrobi ziemniaczanej jako nośnika substancji czynnych, a także substancji przeciw-zbrylających.


To rodzice są zatruci
Dr Krzysztof Łabuzek i Ernest Piotr Kuchar, autorzy bloga Pogromcy Mitów Medycznych, opisując plagę suplementów krytykują podawanie tabletek na wszelki wypadek. – U dziewcząt częste są niedobory kwasu foliowego i żelaza, a u dzieci i młodych dorosłych powszechny jest niedobór witaminy D, wapnia i kwasów omega-3. Ale pamiętajmy, że ewentualne uzupełnianie niedoborów powinno być zawsze poprzedzone odpowiednim określeniem stężenia podejrzanych o niedobór składników we krwi, a dopiero po stwierdzeniu ich niskich wartości powinno włączać się suplementację – piszą.

– Rodzice dający dzieciom suplementy są niezbyt rozgarnięci i zatruci reklamami – twierdzą Pogromcy Mitów Medycznych. I mają rację. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów w pierwszym kwartale najwięcej na reklamę, 240 mln (dane cennikowe) wydał właśnie Aflofarm.

Jak to działa? Oto inny palący problem większości matek – dzieci, które nie chcą jeść. Apetizer firmy Aflofarm ma sprawić, że dotychczasowy Tadek-niejadek zacznie opróżniać pełne talerze. Suplement to mieszanka ekstraktów kopru, mięty i anyżu, rzekomo poprawiających trawienie. Skuteczność? Jeśli poczytać opinie z forów dla rodziców czasem działa, czasem nie. Aflofarm nie podaje wyników sprzedaży. Apetizer musiał jednak odnieść sukces rynkowy skoro powstała również wersja dla seniorów.


Suma strachów... przedszkolaków
Z kolei ulotka Bioaronu sugeruje, że dziecko idąc do przedszkola narażone jest na wiele infekcji. Syrop Bioaron wzmacnia odporność. Jako jedyny na polskim rynku jest wzbogacony wyciągiem z aloesu drzewiastego. Tak się składa, że jedyny taki aloes rośnie w szklarni przy zakładzie produkcyjnym firmy Phytopharm Klęka w Wielkopolsce.

Informację kończy gwiazdka, przy której producent podpiera się badaniami naukowymi o stwierdzonej naukowo skuteczności preparatu. Faktycznie jednak w tekście źródłowym można przeczytać, że to dopiero „obiecujące wyniki” „pilotażowych testów”.

– Rodzice uważają, że wydając na nie pieniądze dbają o zdrową dietę swoich dzieci. Tymczasem podawanie dzieciom suplementów w postaci witamin, nie składników mineralnych, ale właśnie witamin, powoduje pogorszenie stanu ich zdrowia, ponieważ blokuje ich własny naturalny system odpornościowy – mówi w wywiadzie radiem TOK FM prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kozłowska-Wojciechowska podkreśla, że rodzice, najczęściej pod wypływem reklam, kupują wiele substancji zupełnie "profilaktycznie". Tymczasem organizm człowieka rozwija się do 25. roku życia. – I jeśli w tym czasie podajemy suplementy bez wyraźnego wskazania w tym kierunku, to zwyczajnie szkodzimy dzieciom czy młodym ludziom – kwituje.

Trwa ładowanie komentarzy...