Pierwszy dzień w przedszkolu i szkole – trudny moment i dla dziecka, i dla rodzica. Podpowiadamy, jak sobie poradzić

Pierwszy dzień w przedszkolu i szkole – trudny moment i dla dziecka, i dla rodzica. Podpowiadamy, jak sobie poradzić
Pierwszy dzień w przedszkolu i szkole – trudny moment i dla dziecka, i dla rodzica. Podpowiadamy, jak sobie poradzić Fot. Shutterstock.com
Matka prowadzi swojego trzylatka po raz pierwszy do przedszkola. Po pożegnaniu, często trudnym, dziecko płacze w środku, matka – na dworze. Pierwszy dzień w przedszkolu czy szkole nie musi tak wyglądać. Psycholog rozwojowy i bloger naTemat Jarek Żyliński podpowiada, co zrobić i jak rozmawiać dzieckiem, by łagodnie przeszło tę zmianę.

Dzisiaj wysyłamy dzieci do szkół i przedszkoli – dla wielu z nich to pierwszy raz. Co jest dla dziecka najbardziej stresujące w tym dniu (i pierwszym miesiącu adaptacyjnym), a co dla rodzica?



Stresujące jest ogarnianie wszelkich nowości i dotyczy to każdego człowieka. Dzieci muszą poznać nowe osoby i miejsca. Wszystko jest na początku nieprzewidywalne i tak jak dorośli, tak dzieci muszą się do tego przyzwyczaić zanim poczują się bezpiecznie. Niemniej porównując je do dorosłych trzeba pamiętać, że mają one mniejsze doświadczenie w oswajaniu nowych miejsc.

W odróżnieniu od dorosłych, dla dzieci są ważniejsze relacje z innymi ludźmi, którzy są odpowiedzialni za ich bezpieczeństwo. Dzieci w wieku 3 lub 6 lat nie są samodzielne i zanim zaufają nieznajomym osobom, które mają dbać o ich bezpieczeństwo, minie trochę czasu, w którym będą miały z tego powodu trochę stresu.

Dla rodzica stresujące jest zaufanie drugiemu człowiekowi, który ma się zająć dzieckiem oraz zaufanie samemu dziecku, że przedszkole czy szkoła są miejscem, w którym może się ono dobrze czuć, rozwijać. Kiedy smówi się o metaforycznym odcinaniu pępowiny, czasem się okazuje, że rodzice mają z tym większy problem niż dzieci.

Jak ułatwić dziecku wejście w przedszkolną/szkolną rzeczywistość, żeby dobrze się czuło, nie rozpaczało z powodu rozłąki z mamą i tatą?

Dziecko czasem wcale nie ma tak wielkiego problemu z byciem w przedszkolu, choć to oczywiście zależy od samego przedszkola i tego, jak ono jest tam traktowane. Natomiast dzieci trzyletnie często nie mają jeszcze wyrobionej pewności co do tego, czy rodzic wróci, czy można na niego liczyć. To zależy od tego, czy miało już takie doświadczenia, czy rodzice pokazywali mu, że ich obietnice zawsze się sprawdzają.

Dziecko trzyletnie potrzebuje od rodziców przewidywalności. Jeśli obietnica rodziców, że wrócą np. po obiedzie, była sprawdzona 20 razy, to wówczas łatwiej będzie im zaufać i się od nich odłączyć. Dlatego niezwykle istotne jest spełnianie tych umów od samego początku. Czasami w przedszkolach robi się fatalny w skutkach błąd, jak rodzic przychodzi i dostaje komunikat "Pani/pana dziecko świetnie się bawi, może warto zostawić je jeszcze za godzinę?". Owszem, tego dnia nie ma problemu, ale już w kolejne dni rodzicielskie "przyjdę po obiedzie" traci na wartości, skoro dzień wcześniej tak wcale nie było. W takiej sytuacji lepiej powiedzieć dziecku "jestem, ale jak chcesz, możesz się jeszcze pobawić".
To przedszkole, a jak pomóc pierwszoklasistom?

W przypadku szkoły warto mieć czujność na to, czy dziecko potrafi ogarnąć oczekiwania przed nim stawiane. To zupełnie nowe zadania, których na starcie może być dość sporo. Jeśli to dla dziecka za trudne, to być może trzeba mu odrobinę w tym pomóc, dążąc jednak do jego odpowiedzialności za siebie, o ile rodzic nie chce przez najbliższych 12 lat robić wszystko za dziecko. Niemniej to nie jest "zero-jedynkowe". Dziecko odpowiedzialności uczy się z czasem i powoli coraz więcej umie wziąć na swoje barki.

Dodałbym jeszcze, że moim zdaniem w naszym społeczeństwie znacznie częściej brakuje mi nie tylko pomocy dzieciom, ale raczej powiedzenia szkole "to za dużo dla mojego dziecka!". Również w przedszkolu z przerażeniem zauważam, że dziecko coraz rzadziej uczy się zaradności i kreatywności przez spontaniczną zabawę, bo jest zawalane zajęciami dodatkowymi, którym przyklaskują nieświadomi konsekwencji rodzice, którzy uważają, że podczas zajęć z angielskiego nauczy się więcej niż podczas swobodnej zabawy, a po paru latach się dziwią "czemu moje dziecko nie jest zaradne".
Zdarza się, że rozłąka z dzieckiem to większa trauma dla rodzica niż dla dziecka – jakie ma Pan rady dla tych rodziców?

Mówiłem już o zaufaniu dzieciom, także wsłuchaniu się w nie, na tyle na ile chcą mówić. Bardzo ważna jest też komunikacja ze szkołą czy przedszkolem. Płynny przepływ informacji o istotnych sprawach dla dziecka może znacznie ułatwić zrozumienie dziecka nauczycielowi, który wiedząc o trudnym czasie w domu może inaczej podejść do rozkojarzenia malucha. To samo w drugą stronę, informacja z przedszkola o kłótni między rówieśnikami pozwoli rodzicowi zrozumieć rozdrażnienie dziecka po wyjściu z przedszkola.

Pracując w przedszkolu i współpracując ze szkołami zawsze stawiałem na wspólne działanie instytucji i rodziców w tworzeniu jak najlepszej przestrzeni do rozwoju dziecka właśnie poprzez zrozumienie, co takiego u niego się dzieje w obydwu tych miejscach. Kiedy rodzice rozmawiają z wychowawcami i wspólnie się myśli o dziecku - wówczas otoczenie dziecka staje się bardziej spójne, nie ma tak dramatycznego podziału na dwa światy: dom - szkoła/przedszkole.

Jak pytać przebieg dnia dziecka, żeby uniknąć znienawidzonego przez "Jak było w przedszkolu/szkole?"

Z rzeczy, które warto uświadomić rodzicom przedszkolnym jest też aspekt pamięci, o którym rodzice czasami nie wiedzą. Trzyletnie dziecko ma przede wszystkim pamięć emocjonalną. Na pytanie "co było w przedszkolu" bardzo często nie mówi nic, a jak rodzic mimo to ciągnie za język, to pojawiają się nieprawdziwe historie wynikające z tego, że dziecko próbuje złapać ze swojej pamięci cokolwiek. Ono nie pamięta, co było do jedzenia czy większości zabaw. Za to zapamiętuje to, co budziło emocje i o tym chętnie opowie. Niemniej nieuzasadnione są pretensje do dziecka, że nie chce mówić rodzicom co się punkt po punkcie działo w przedszkolu - ono tego nie pamięta.

Co robić, jeśli dziecko ciągle płacze, nie chce zostawać w przedszkolu?

Tutaj niestety mamy duży problem, ponieważ w Polsce przyjął się koszmarny zwyczaj odrywania dziecka od rodzica. Kiedy rodzic wyjdzie, dziecko rzeczywiście w ciągu minuty zwykle przestaje płakać. Wcale mu się nie dziwię, bo ono nie ma interesu w tym, by wyrażać swój sprzeciw obcej osobie, tylko robi to w kierunku osoby na którą liczy, której ufa – w stronę rodzica.

Komunikat powstający w ten sposób nie jest dobry, bo rodzic wychodząc deklaruje dziecku "nie możesz na mnie liczyć, radź sobie sam". Myślę, że mało który rodzic chce nadać taki komunikat dziecku, bo to negatywnie działa na więź dziecko-rodzic. Zdarza się, że personel przedszkolny nie ma podstawowej wiedzy o budowaniu więzi rodzic-dziecko i kierowany skutecznością działania wręcz oczekuje od rodziców, że wejdą, zostawią płaczące dziecko i wyjdą. Dziecko po paru dniach/tygodniach przestanie płakać, bo nie jest głupie – skoro nie mogę liczyć na rodzica, to po co mam się męczyć?

Czyli dziecko płaczem pyta, czy może liczyć na rodzica?

Najważniejsze w takim momencie jest odpowiedzenie na pytanie "dlaczego dziecko płacze". Jeśli jest to zapytanie do rodzica "czy mogę na Ciebie liczyć" – oczywiście nie wprost, tylko właśnie płaczem – to dziecku często wystarczy po prostu trochę dłuższy czas pożegnania. W pierwsze dni warto wstać pół godziny wcześniej, mieć ten czas dla dziecka, żeby rozstanie nie było na "chybcika".

Przyczyn płaczu może być dużo więcej i do każdego dziecka trzeba tutaj podejść indywidualnie. Natomiast na pewno nie zachęcałbym do przełamywania malucha. To owszem – bywa skuteczne – ale koszty potrafią być nieprzewidywalne i pojawić się po paru miesiącach, kiedy rodzic w ogóle nie utożsamia ich z tym, co działo się na początku przedszkola.

Dla nas powody, dla których zostawiamy dziecko pod opieką innych, są oczywiste, co jednak dzieje się w głowie dziecka? Co może je najbardziej przerażać i jak zminimalizować jego lęki?

Jeśli instytucja jest odpowiedzią na potrzeby dziecka, wówczas ono bez problemu przyjmie nową przestrzeń. Na przykład 3-letnie dziecko naturalnie dąży do eksplorowania świata, z kolei sześcioletnie z przyjemnością uczy się nowych umiejętności. Te dzieci w większości nowe środowiska przyjmą swobodnie, ale już ani od 2-latka w przedszkolu, ani od 5-latka w dzisiejszej szkole bym tego nie oczekiwał.

Na pewno dziecko ma w głowie swoje bezpieczeństwo, do którego potrzebuje poznać ludzi i miejsce w którym ma spędzać tyle czasu. Rówieśnicze otoczenie też budzi obawy, które z czasem w większości mijają. Te dwie rzeczy łączą się w całość – nowe miejsce ma być bezpieczne, zwłaszcza za sprawą dorosłych oraz ma być atrakcyjne dla okresu rozwojowego, w którym znajduje się dziecko.

Jak mądrze przygotować dziecko do przedszkola?

Na ten temat spokojnie można książkę napisać! W paru zdaniach natomiast warto wspomnieć właśnie o oswajaniu nowości – żeby wszystko było jak najbardziej przewidywalne. Ważne jest też spojrzenie na relacje, zarówno z rodzicem, jak i osobami w nowym miejscu. Warto wcześniej się zapoznać z miejscem i osobami, choć być może mówienie o tym 1. września to ciut za późno.

Warto mieć też wrażliwość na to, że to emocjonujący czas, w którym dziecko ma na plecach sporo emocji, może być rozdrażnione czy zmęczone i niekoniecznie skore do współpracy z rodzicami, którzy mają swoje oczekiwania wobec niego. W tym czasie byłbym raczej skłonny dać po prostu dziecku odpocząć, odreagować wiele nowych emocji snem, zabawą, czytaną bajką czy przytuleniem.

Zachęcam też do pozytywnego spojrzenia na zmiany. Na przykład słowa "poradzisz sobie" są wyraźną sugestią, że na drodze będą przeciwności, z którymi koniecznie trzeba sobie "poradzić", tymczasem wiara w to, że te zmiany są dobre potrafi być bardzo ważna w nastawieniu. W końcu gdyby to nie były dobre zmiany, to po co słać dziecko do przedszkola czy szkoły?
Trwa ładowanie komentarzy...