Michał Szafrański : "Możesz dać gotową formułę, jak oszczędzać, a ludzie i tak nie są w stanie jej przestrzegać"

Michał Szafrański wyjaśnia znaczenie wiarygodności w blogowaniu
Michał Szafrański wyjaśnia znaczenie wiarygodności w blogowaniu Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Michał Szafrański wywołał burzliwą dyskusję pokazując, że na blogu w ciągu kilku miesięcy można zarobić setki tysięcy złotych. Na co dzień zajmuje się pokazywaniem jak powinniśmy oszczędzać pieniądze. Ale nie tylko. Tym, co robi i tym, co mówi udowadnia jak ważna dla funkcjonowania jako twórca internetowy jest wiarygodność.

Dostałeś nagrodę Blog Forum Gdańsk 2014 w kategorii bloger odpowiedzialny społecznie. W trakcie swojego wystąpienia dużo mówiłeś o wiarygodności, odpowiedzialności, rzetelności. Czym dla Ciebie jest wiarygodność? Jak ważna jest ona w tym co robisz?



Bardzo ważna. Bez niej nie ma mnie jako osoby, która jest wstanie wpływać na poprawę życia swoich czytelników. Mam świadomość jaką siłę mam dzisiaj w ręku, dlatego muszę być odpowiedzialny. Bardzo łatwo jest gdzieś popełnić błąd. I nie mam tu na myśli świadomego działania. Noszę to brzemię gdzieś z tyłu głowy. Muszę pracować latami na to, żeby zbudować zaufanie, ale gdy się potknę, to mogę je stracić w jednej chwili.

Wiarygodność jest Twoją walutą?

Spójrz jak ja w tej chwili zarabiam na swoim blogu. Moim głównym źródłem przychodów jest afiliacja. Zarabiam na swojej wiarygodności i rzetelności. Tylko wtedy, gdy czytelnicy będą skłonni zaufać mi na tyle, by skorzystać z tych produktów finansowych, które im pokazuję i objaśniam. Pokazuję wady i zalety każdego produktu, ostrzegam, dokonuję rzetelnej analizy. Czytelnik sam podejmuje dezycję.

Jeśli wybierze lokatę czy inny produkt, bo uzna, że będzie to dla niego korzystne, to i ja na tym skorzystam. To model, w którym każdy wygrywa - i czytelnik, i marka, i ja. Każdy w tej relacji. Zapewne zaraz zadasz mi pytanie o komercjalizację bloga i o sprzeczność z wiarygodnością, która pojawia się przy komercjalizacji…

W jednej z dyskusji na Twitterze, które wywiązały się dzięki Twojemu wystąpieniu, padło stwierdzenie, że podstawą wiarygodności jest transparentność. To jest ważne także przy komercjalizacji. Zgadasz się z tym?

Zdecydowałem się pokazać zawartość mojego porfela, czyli to ile zarabiamy i ile wydajemy jako rodzina, żeby uciąć wszelkie spekulacje „czy tego faceta w ogóle warto słuchać”. Kiedy czytam jakiegoś bloga, to chcę wiedzieć czy pisze go student, czy jakiś koleś, któremu tak naprawdę w życiu nic nie wyszło i ma wiedzę, ale teoretyczną. Nie chciałem, żeby czytelnicy musieli się domyślać kim ja jestem.

Pokazałem jak wygląda moja sytuacja, ale nie oceniłem czy jest ona dobra czy zła. Tutaj nie moja percepcja się liczy, tylko czytelników. Decydują czy warto słuchać tego gościa. Może są w podobnej sytuacji finansowej, może w dużo lepszej lub dużo gorszej, ale chcą aspirować do tego poziomu, na którym ja jestem. Ale generalnie uważam, że transparentność nie jest niezbędna w blogowaniu. To indywidualna decyzja każdego blogera.

Ale jest niezbędna we współpracy komercyjnej, o której sam zacząłeś mówić. Treść reklamowa na blogu musi być oznaczona, bo inaczej tracisz wiarygodność.

Zgadzam się. W moim modelu blogowania poradnikowego utrata wiarygodności to byłby mój koniec.

Nie tylko Twój. Za Tobą ciągnie się długi ogon innych blogerów. Jeśli nie mogę zaufać Szafrańskiemu, to dlaczego miałbym zaufać innemu blogerowi?

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem o długim ogonie blogerów. Każdy bloger jest w pewnym sensie samotną wyspą. Nie uważam, że odpowiadam za reputację innych blogerów. Oni sami ją budują. Ale faktem jest, że potknięcie jednej czy drugiej osoby jest pretekstem do narzekania na całą blogosferę jako taką i generalizowanie – właśnie przez pryzmat jednostek.

Z drugiej strony, istnieją takie instytucje jak Blog Forum Gdańsk, jak Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów i do świadomości społecznej trafia przekaz, że może i blogosfera nie jest homogeniczna, ale można ją traktować jako jakąś określoną całość.

To jest problem poznawczy. Często na temat blogosfery wypowiadają się osoby, które niewiele o niej wiedzą. I to nie jest przytyk tylko stwierdzenie faktu. Patrzą wycinkowo, stwierdzają jakiś fakt i generalizują. Staram się tego unikać. Otwarcie mówię, że jestem przykładem, który reprezentuje jakąś tezę, ale to nie oznacza, że można na tej podstawie wyciągać bardziej generalne wnioski. Pokazuję tylko to, co robię ja sam.

Wracając do transparentności i oznaczania treści reklamowych, oczywiście to jest konieczność. W momencie kiedy odbywa się jakiekolwiek rozliczenie to ten materiał musi być oznaczony. Moja wiarygodność jest dla mnie najważniejsza. Nie kryję tego i oznaczam każdą współpracę reklamową. Boleję nad tym, że w innych kanałach internetowych oznaczenia nie zawsze są tak wyraźne. Ale spójrzmy na to z drugiej strony. Kiedy oglądam czasami telewizję śniadaniową to widzę produkty różnych firm. One są non stop konkretnie lokowane, a samo oznaczenie „program zawiera lokowanie produktu” jest bardzo symboliczne.

Ale w telewizji są jasno określone zasady - tyle, a tyle czasu antenowego można przeznaczyć na lokowanie produktu. To trochę bardziej skomplikowana kwestia. Natomiast blogosfera takich regulacji nie ma.

Dlatego, jeżeli blogosfera chce aspirować do bycia czymś dobrym jakościowo, to musi sama się regulować. Oczywiście pojawią się sceptycy, którzy powiedzą, że skoro coś nie jest odgórnie regulowane, to nie ma nad tym kontroli. Ale blogosfera jest przekrojem społeczeństwa. Tak jak w społeczeństwie mamy jednostki wybitne, osoby będące zdrową średnią i jakąś grupę czarnych owiec, to tak samo jest i z blogosferą. Oznacza to, że musimy wypracowywać standardy. I robimy to dużo szybciej niż są wypracowywane regulacje prawne. Blogerzy nie podlegają prawu prasowemu, ale mimo to, moim zdaniem, czołowi blogerzy oznaczają współprace komercyjne dużo lepiej niż podmioty, które dzisiaj takiemu prawu podlegają. I mówię to jako osoba, która pracowała 10 lat jako dziennikarz i redaktor w prasie.

Rozmawiałem dzisiaj z przedstawicielką jednej z dużych marek i zapytałem ją dlaczego decyduje się współpracować z blogerami i powiedziała mi, że robi to dlatego, że „tam są ludzie”. A są tam, czyli na blogach jako czytelnicy, ponieważ bardziej ufają blogerom niż tradycyjnym mediom. Może jest tak, że ci topowi blogerzy są na topie m. in. dlatego, że są transparentni w działaniach komercyjnych?

Z pewnością to jest jeden z powodów. Nigdy nie byłem po tej drugiej stronie, ale domyślam się, że marki chcą ograniczyć ryzyko tego, że coś w tej współpracy pójdzie nie tak. Dlatego stawiają na blogerów przewidywalnych, którzy potrafią udowodnić, że nie zawiodą partnera biznesowego, oraz że mogą coś do tej współpracy wnieść. Marka przychodzi z konkretnym pomysłem, ale wie, że bloger potrafi przefiltrować go przez pryzmat tego, co na jego blogu jest wiarygodne, rzetelne i ciekawe z punktu widzenia jego czytelników.

Jeszcze niewielu blogerów potrafi dobrze odnaleźć się w takich relacjach biznesowych. Ale, co podkreślił Konrad Kruczkowski, przez ostatni rok pojawiło się wiele inicjatyw, które koncentrują się na tym, żeby stymulować wymianę wiedzy między blogerami. Sam się angażuję w takie działania i pokazuję jak prowadzić bloga i na czym polega współpracą z marką po to, żeby dać solidne podstawy pod realizację takich współprac. Bo skąd blogerzy mają czerpać tę wiedzę? Ze szkoły? Mogą podglądać dobre przykłady, ale z samego podglądania rzadko coś wynika. Trzeba wiedzieć co się dzieje „od kuchni”. Obserwując kampanie na blogach często widzimy tylko efekt finalny i nie wiemy jak ewoluowała koncepcja, jak wyglądały rozmowy i ile to wszystko kosztowało czasu, energii i pieniędzy. Blogerzy muszą się uczyć nawzajem, bo nie mają nad sobą redaktorów i kodeksów redakcji tak jak dziennikarze. Mamy jedynie książki Kominka. Musimy zaczynać od zera.

Jak często słyszysz na tego typu spotkaniach, że to fajnie, że mówisz o tym jak tworzyć bloga, ale dużo bardziej interesujące jest to, żebyś powiedział jak na nim szybko zarobić?

Sporo osób szuka drogi na skróty. I w życiu, i w blogosferze. Uważają, że mam sposób na zarabianie w internecie dużych pieniędzy. Od razu uprzedzam, nie mam uniwersalnej recepty. Ale są takie osoby, które chcą ode mnie usłyszeć jakie mam trzy złote zasady, dzięki którym zarobią milion złotych. Odpowiadam wtedy, że to nigdy nie są trzy zasady. Możemy usiąść i przedyskutować kilkadziesiąt aspektów, które złożyły się na taką, a nie inną pozycję mojego bloga. Ale ich i tak interesuje tylko „zwycięska formuła” i droga na skróty. A nie ma prostej formuły na bycie dobrze zarabiającym blogerem.

Sam staram się czerpać przychody z wielu źródeł. Blog, szkolenia, książka, którą piszę, wystąpienia, za które pobieram honoraria czy dawniej zwykle banery na blogu. Wyraźnie to zaznaczam moim czytelnikom - jeżeli chcemy lepiej zarabiać to musimy nie tylko oszczędzać, ale i zwiększać przychody. Im mam więcej strumyków, które wpływają do jednej rzeki, tym więcej wody nią płynie.

Nie masz czasami takiej refleksji, że swoją transparentnością, pokazywaniem liczb, które są coraz większe, mimo wszystko nie zachęcasz, choć zapewne nie celowo, to tego, żeby jednak pójść na skróty?

Moglibyśmy o tym długo dyskutować i pewnie nawet lepiej by było do tej dyskusji zaangażować psychologów, a nie mnie.

Pytam o Twoją osobistą refleksję.

Jest wiele kreatywnych osób, które chcą zrobić coś dobrego, niekoniecznie dla pieniędzy. Chociaż nic złego by się nie stało gdyby te pieniądze się pojawiły. Cały czas pamiętam o pisarce, która na Facebooku narzekała, że zarobiła na książce tylko 6 tys. zł przez dwa lata. Pomijając złą krew, która się tam wtedy pojawiła, to smutne dla mnie jest to, że ta dziewczyna nie potrafiła więcej zarobić na swojej książce. I takim osobom warto pokazywać jak mogą lepiej monetyzować swoją kreatywność. Ale to jest jedna grupa.

Druga grupa to ta, w której są osoby chcące iść na skróty, niezależnie od tego co im powiesz. Wiem, że pokazując tylko sam efekt finalny, bez całej drogi do niego prowadzącej, fałszuje się rzeczywistość. Dlatego staram się pokazywać cały proces.

Mam jednak świadomość, że spośród 100 osób, którym dokładnie krok po kroku powiem co mają zrobić, to konsekwentnie wykona je jakieś 10 osób, a to i tak będzie niesamowity sukces. Możesz dać gotową formułę, a i tak nie wszyscy są gotowi ją skonsumować. Ze swej strony nie jestem w stanie zagwarantować, że ktoś zrobi wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Mogę być tylko pewien, że ja wykonałem dobrą robotę. I po prostu staram się robić swoje dbając o to, by język jakim się komunikuję był jak najprostszy i zrozumiały. Ale na tym moja odpowiedzialność się kończy. Nie mam wpływu na to czy inni będą chcieli z tej wiedzy skorzystać.

Michał Szafrański : "Możesz dać gotową formułę, jak oszczędzać, a ludzie i tak nie są w stanie jej przestrzegać"
Trwa ładowanie komentarzy...