
– Mój już wtedy były mąż twierdził, że nie ma pracy – mówi Ania. – Ukrywał dochody, kombinował na lewo i prawo. Może powinnam być wtedy bardziej stanowcza, coś robić, zgłaszać, apelować. Ale wolałam ten czas spędzić z dzieckiem, które przecież i tak miało tylko mnie. Tak naprawdę to chyba też nigdy nie wierzyłam, że się uda. Że komornik, kolejny pozew, kolejna sprawa, cokolwiek zmienią.
– Długo nad tym myślałam zanim w końcu w sieci zamieściłam anons – opowiada. – Na tyle długo, by dokładnie podliczyć wszystkie plusy i minusy tego, na co się decydowałam. Minusem było moje wewnętrzne poczucie związane z wpojonymi mi przez rodziców zasadami moralnymi. Plusem było to, że mogłam szybko zarobić pieniądze. A co za tym idzie – mogłam dzięki temu dać dziecku swoją obecność, bo nie ciążyła już nade mną konieczność dorabiania to tu, to tam.
Paulina to moja koleżanka po fachu. Dziennikarka. Albo raczej eks-dziennikarka. Ma niespełna 30 lat, więc to typowa reprezentantka „kryzysowego pokolenia”.
Pomogła jej rodzina. Przyjaciele. Wynajęła swoją kawalerkę. Wyprowadziła się z małą do rodziców.
Magda różni się od dwóch pozostałych kobiet. To typowa szara myszka. Cicha i skromna, choć świetnie wykształcona. Pięć lat temu skończyła arabistykę na krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim. Potem otwarto jej przewód doktorski. Zaczęła go, ale nigdy nie skończyła. Kilka miesięcy po magisterce wyszła za mąż.
Przepisy kodeksu prawa rodzinnego i opiekuńczego oraz kodeksu prawa postępowania cywilnego mówią jasno: jeśli ojciec dziecka nie płaci zasądzonych mu alimentów, matka może wystąpić o nadanie klauzuli wykonalności na wyrok i skierować wniosek o egzekucję należności do komornika. Jednak jeśli mężczyzna konsekwentnie ukrywa swoje dochody lub formalnie pozbywa się majątku, i komornik niewiele wskóra.