Płonący samochód miał być iskrą rewolucji.
Płonący samochód miał być iskrą rewolucji. Fot. Screen TVN Warszawa

Gdy pod komisariatem na ulicy Mokotowskiej w Warszawie, spłonął radiowóz Straży Miejskiej, na światło dzienne po raz pierwszy wyszło anarchofeministyczne ugrupowanie Queer Meinhof/FAI.

REKLAMA
"Wczorajszej nocy z 25 na 26 listopada, pierwsza iskra ognia, który płonie dziś m.in. we Francji, Grecji czy Stanach Zjednoczonych, rozbłysnęła pod podwoziem radiowozu straży miejskiej, przed komisariatem przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Cel naszego ataku nie został wybrany przypadkowo". Taki komunikat zamieściły działaczki Queer Meinhof/FAI na stronie internetowej Codziennika Feministycznego. W swoim komunikacie zaznaczają, że jest to odpowiedź na represyjne działanie władzy i przemoc funkcjonariuszy służb publicznych wobec obywateli (straż miejska nazwana została paramilitarną bojówką).
Przywołane zostały przykłady z zagranicy m.in. głośna sprawa zastrzelenia czarnoskórego nastolatka w Ferguson w USA, podobnej sytuacji z Testet we Francji czy brutalnego potraktowania 20-latka przez Straż Miejską w Szczecinku.
W swoim komunikacie anarchofeminiski piszą:
Queer Meinhof/FAI

Nie ma i nie będzie na to zgody ze strony społeczeństwa. Nie damy im spokoju, bo zakładając mundur – przestają zachowywać się jak ludzie, przestają być dla nas ludźmi, są wykidajłami rządu, który jest adwokatem pieniądza. Politycy ostatnio prześcigają się w postulatach likwidacji Straży Miejskiej. Nie wystarczy odgórne zarządzenie ani żadna reforma, która zlikwiduje służby pod konkretną nazwą, nie rozliczając bandytów w mundurach i zwiększając jednocześnie siły innych służb.

Czy wojujące kobiety właśnie próbują doprowadzić do rewolucji? Czy mamy może do czynienia z osobliwym przykładem internetowego "wkręcania"? To kwestia na razie wtórna, bo środowisko już zastanawia się nad granicami radykalizmu.
Zła władza
Nawoływania do działań przeciwko organom władzy trafiają teraz na podatny grunt. Społeczeństwo jest oburzone brutalnością funkcjonariuszy. Wspomniane zabójstwa wstrząsnęły całym światem. W Polsce szerokim echem odbiła się sprawa ze Szczecinka, a odpowiedni rozgłos swojej przygodzie z policją postanowił nadać Przemysław Wipler, który twierdzi, że został bezpodstawnie pobity przez funkcjonariuszy.
Nieuzasadniona brutalność organów władzy powinna być tępiona, jednak trudno porównywać sytuację funkcjonariuszy w USA, którzy w bardziej liberalny sposób mogą się posługiwać bronią wobec obywateli, z polskim podwórkiem. Oczywiście, mundur daje władzę, a władza często prowadzi do przemocy. Jednak ostatnie zradykalizowanie się postaw obywateli wobec funkcjonariuszy w dużej mierze wynika z przekazów medialnych i filmów z interwencji zamieszczanych na YouTube.
Kariery medialnej nie robią sympatyczne interwencje funkcjonariuszy, tylko działania patologiczne. To może wypaczać obraz służb mundurowych działających w Polsce. W kontekście ostatnich rewelacji związanych z niewłaściwym zachowaniem funkcjonariuszy nikt już nie wspomina o dobrodusznym komendancie, który zapłacił grzywnę za upośledzonego więźnia, który tkwił w areszcie za kradzież batonika.
A oglądanie nagrań pokazujących samych złych policjantów prowadzi do zradykalizowania postaw obywateli i zwielokrotnienia zachowań, w których służby znowu będą musiały interweniować, czasem brutalnie. To samonapędzające się koło.
Gorące głowy
Warszawska Federacja Anarchistyczna nie przyklaskuje działaniom Queer Meinhof.
– Przede wszystkim wcale nie wiemy, czy to było rzeczywiście podpalenie. A nawet jeśli, to osoba, która to zrobiła, motywowana była dziwnymi pobudkami, co widzimy w jej oświadczeniu. Sama nazwa organizacji Queer Meinhof budzi zastrzeżenia, ponieważ nie do końca wiadomo, kto za nią stoi, a równocześnie uderza w gros środowisk queer, anarchistów, a człon Meinhof nie niesie ze sobą dobrych skojarzeń [dotyczy niemieckiej grupy terrorystycznej Baader-Meinhof] – mówi mi przedstawiciel Warszawskiej Federacji Anarchistycznej. Zwraca też uwagę na inne niejasności związane z wczorajszym incydentem i komunikatem Queer Meinhof.
– FAI, które jest skrótem od Włoskiej Federacji Anarchistycznej oraz Iberyjskiej Federacji Anarchistycznej też powoduje zamieszanie. Są to organizacje społeczne z ogromnym dorobkiem. Równocześnie niedawno zaczęły działać tzw. Nieformalne Federacje Anarchistyczne (używające również skrótu FAI), które bywają mylone z tymi pierwszymi. Ich działania często są kontrowersyjne i powodują nagonkę na innych anarchistów. Bywa, że po akcjach tych "nieformalnych" działaczy policja puka do domów członków tych bardziej znanych FAI.
Brutalne feministki
Dodatkowym smaczkiem całej sytuacji związanej z podpaleniem samochodu Straży Miejskiej jest fakt, że przyznała się do tego anarchistyczna organizacja feministyczna. W jaki sposób feministki z tzw. głównego nurtu odnoszą się do działań swoich radykalnych koleżanek?
– Uważam, że to jest popieranie przemocy, a ruch feministyczny z wszelkimi jej przejawami walczy. Mimo że we wczorajszym zdarzeniu żadna osoba nie została pokrzywdzona, to jednak zniszczono mienie Straży Miejskiej, instytucji, która w swoim założeniu ma chronić obywateli i obywatelki - tłumaczy Aleksandra Magryta z Fundacji Feminoteka.
Rzeczywiście, widać pewną niekonsekwencję. Podpalenie samochodu jest zachowaniem agresywnym i przemocowym, czyli dokładnie takim, od którego główny nurt feminizmu odwodzi. Anarchofeministki uważają, że działania liberalnych działaczek są za mało zdecydowane i skupiają się przede wszystkim na problemach kobiet z klasy średniej, zapominają natomiast o tych ubogich i mniej wykształconych.
– Środowisko feministyczne nie jest jednolite. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście główny nurt, tzw. feminizm liberalny, ale są też grupy np. ekofeministek, feministek katolickich czy chociażby wspomnianych anarchofeministek. W niektórych punktach różnimy się, jednak jeśli
chodzi o meritum, to wszystkie organizacje ze sobą współpracują. Spotykamy się na manifach, walczymy przeciwko dyskryminacji – dodaje Magryta.
Na stronach organizacji anarchofeministycznych trudno się dopatrzeć nawoływania do przemocy, natomiast w komunikacie Queer Meinhof mowa jest o podpalaniu szpitali psychiatrycznych i więzień, a także o "zabiciu policjanta w swojej głowie". Takie podejście niepokoi również Warszawską Federację Anarchistyczną.
– W samym komunikacie Queer Meinhof niepokojące jest stwierdzenie, że chcą podpalać więzienia czy szpitale psychiatryczne. To byłoby nie tyle uderzenie w aparat, co narażanie więźniów i pacjentów na niebezpieczeństwo, a przecież nie o to chodzi. Nie podoba nam się też wypowiadanie się w imieniu ofiar. Zastrzelony nastolatek z Ferguson nie może się odnieść przecież do podpalenia samochodu na Mokotowskiej.
Niszczenie publicznego mienia bardziej przypomina brutalne rozprawianie się z drzewkiem czy znakiem drogowym przez nacjonalistów na Marszu Niepodległości niż działania, do których przyzwyczaiły nas środowiska lewicowe.
Może radykalizacja następuje po obu stronach barykady? Warto jednak zauważyć, że tak zdecydowane działania nie do końca przynoszą rezultaty. Na fanpage'u Warszawskiej Federacji Anarchistycznej można wyczytać ciekawe dane.
Fanpage Warszawskiej Federacji Anarchistycznej

W zeszłym roku doszło do 24 ataków tego rodzaju kojarzonych z lewicą (głównie w Grecji), 49 osób zostało aresztowanych. To jest dokładnie odwrotność sytuacji, która miała miejsce w 2009 roku, kiedy to doszło do 40 zamachów i 29 aresztowań. W 2011 roku te wartości się zrównały i od tego czasu coraz więcej jest aresztowań, przy zmniejszającej się liczbie zamachów. Można więc wnioskować, ze fala zamachów spada przy jednoczesnym zwiększeniu się skuteczności organów represji.

Autorzy dodają też, że powyższe działania nie przyczyniły się do wybuchu rewolucji ani obalenia rządu. Funkcjonariusze zyskali natomiast większą wiedzę na temat środowisk lewicowych i pozyskali więcej funduszy do ich inwigilacji.
W tym sensie koszt, jaki poniosą w związku z wczorajszym incydentem środowiska lewicowe będzie większy, niż pieniądze wydane na zakup nowego radiowozu.