Osiedla Mariupola zostały w sobotę ostrzelane z rosyjskich wyrzutni rakietowych Grad.
Osiedla Mariupola zostały w sobotę ostrzelane z rosyjskich wyrzutni rakietowych Grad. Fot. Twitter.com/shaunwalker7

Nic nie wskazuje na to, by pomyłką był sobotni ostrzał osiedla bloków mieszkalnych w Mariupolu, którego dokonały okupujące wschód Ukrainy siły rosyjskie. Kilkadziesiąt osób zostało rannych, a bilans ofiar śmiertelnych wciąż rośnie. Z napływających z Ukrainy doniesień wynika, że atak na cywilów to prawdopodobnie zaplanowany element odpowiedzi na niedawną ofensywę wojsk ukraińskich w okolicach Doniecka.

REKLAMA
Teraz do kontrofensywy przechodzą bowiem siły inspirowane przez Kreml, które po zaostrzeniu działań ze strony armii ukraińskiej zostały wzmocnione nowymi rosyjskimi oddziałami pancernymi. Ciężki sprzęt został też prawdopodobnie wykorzystany podczas sobotniego ostrzału blokowisk Mariupola, czyli jednego ze strategicznych portów nad Morzem Czarnym, o zdobycie którego od kilku miesięcy walczą tzw. separatyści. Ukraińska armia informuje, że miasto zostało ostrzelane jednak przede wszystkim z systemu rakietowego Grad.
Dotychczasowy bilans tego ataku to co najmniej 30 zabitych i około stu rannych. Ostrzał mariupolskiej dzielnicy "sypialnej" wywołał też ogromną panikę w mieście, z którego próbuje uciec coraz więcej mieszkańców. Jak poinformował bowiem już kilka dni temu przywódca prorosyjskich sił Ołeksandr Zacharczenko, jego żołnierze mają zamiar przesunąć się w najbliższym czasie co najmniej do granic obwodu donieckiego.
- Krwawe zabójstwo kilkudziesięciu cywilów i ranienie blisko stu osób przez prorosyjskich terrorystów w Mariupolu to nie jest atak terrorystyczny. To jest zbrodnia przeciwko ludzkości, za którą powinno się odpowiadać przed trybunałem w Hadze - ocenił prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.
A zapowiadało się tak dobrze...
Ataki na Mariupol to jedna z odpowiedzi Rosji na ofensywę przeciwko nieco osłabionym ostatnimi czasy siłom separatystów, którą Kijów rozkazał w miniony weekend. Szczególnie dobre wiadomości dopływały wówczas z Doniecka, gdzie wreszcie wysłano odsiecz w postaci wojsk pancernych i piechoty dla żołnierzy od miesięcy broniących tamtejszego lotniska.
- Utrzymywaliśmy rozejm, tak? Pokazywaliśmy, że jesteśmy zainteresowani spokojnym uregulowaniem, tak? Więc dziś pokażemy, jak mocno możemy dać po zębach - komentował na Facebooku wyraźnie podekscytowany Jurij Biriukow, doradca prezydenta Petro Poroszenki. Wygląda jednak na to, że Rosja się nie wystraszyła i postanowiła przypomnieć, iż wciąż jest w stanie kontynuować zniszczenie Ukrainy.
Ukraina nie poradzi sobie bez polskich żołnierzy?
W świetle nieustającego konfliktu za naszą wschodnią granicą pojawiły się spekulacje na temat możliwego zaangażowania Wojska Polskiego w rosyjsko-ukraiński konflikt. – Nie zostawiajmy Ukraińców samych – pierwszy apelował, jeden z liderów dawnej „Solidarności” i były poseł Zbigniew Bujak.
– Pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia, należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja. Trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić – kontynuował te rozważania kandydat PiS w wyborach prezydenckich, Andrzej Duda.
– Jeśli pretendent do roli zwierzchnika Sił Zbrojnych chce się na poważnie zastanawiać nad wysłaniem wojsk na Ukrainę, to jest to niepoważne i groźne – ocenił natomiast urzędujący prezydent Bronisław Komorowski.