Nie masz pomysłu na życie, zostań programistą. Jak legenda o 6 tys. zł na rękę napędza (owczy) pęd do programowania

Panuje przekonanie, że programistą może zostać każdy. Branża kusi wysokimi zarobkami, co nie zawsze przynosi pozytywne skutki
Panuje przekonanie, że programistą może zostać każdy. Branża kusi wysokimi zarobkami, co nie zawsze przynosi pozytywne skutki Fot. Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta
Kilkutygodniowy kurs, szybki staż, ewentualnie rok na studiach podyplomowych i gotowe – zostałeś programistą, zarabiasz co najmniej 6 tys. zł miesięcznie i jesteś ustawiony na resztę życia. Tak uproszczona wizja kariery w informatyce sprawia, że programować chce każdy. Jednak pracodawcy nie zawsze się z tego cieszą. Mówią o "masówce", która dostarcza rynkowi słabych, ale niezwykle wymagających pracowników.

Ekspres do IT
– Piszą do mnie wszyscy - taksówkarze, pracownicy fizyczni, humaniści. Mają jedno pytanie: “jak zostać programistą”? Wydaje mi się, że to hop siup, że programista to gość, który cały dzień siedzi w bokserkach przed komputerem i je pizze, a jeszcze mu za to płacą. Bo takie jest najbardziej popularne wyobrażenie – mówi w rozmowie z naTemat Maciej Aniserowicz, programista i bloger z Białegostoku.



Opisywana przez niego postawa to skutek tego, jak wygląda teraz rynek pracy. Pracodawcy z branży IT cierpią na niedobór kadr, który sięga nawet 30 proc.. Dziś co piąta oferta zatrudnienia skierowana jest do informatyków, w tym do programistów. Branża otwiera rekrutacyjne drzwi na oścież – dobrych pracowników potrzebuje jak kania dżdżu.

Skąd ich bierze, skoro mimo rosnącego zapotrzebowania liczba absolwentów kierunków informatycznych od kilku lat spada? Z coraz bardziej licznego grona tych, którzy chcą się przekwalifikować. A w przypadku IT droga wydaje się jakby łatwiejsza. Opcji jest kilka. Najbardziej popularna to kursy i szkolenia z programowania, po których można się już poszczycić tytułem programisty. Nieco dłuższa jest ścieżka uniwersytecka – wystarczy rok na studiach podyplomowych. Dla kogoś, kto czuje, że marnuje się w innej dziedzinie, to jak dar losu.

– W jakim innym zawodzie miałbym takie szanse jak tu? Zrobiłem licencjat z towaroznawstwa, ale nie było pracy, więc poszedłem na finansowany przez unię kurs programowania. Teraz jestem na stażu, po którym najprawdopodobniej będę miał pracę – opowiada mi Damian, 24-latek z Rzeszowa.

Zapewnia, że poczuł pasję i nie zostaje programistą wyłącznie dla pieniędzy. – Naprawdę to lubię, uczę się po kilkanaście godzin dziennie. Wiem, że niektórzy mają inaczej. Znam osoby, które zrobiły kurs tylko dlatego, że programowanie zrobiło się modne, a kariera programisty wydaje się najprostszym rozwiązanie.

Na skróty
Moda na programowanie to fakt. Z roku na rok o możliwościach w branży IT robi się coraz głośniej, w dużej mierze za sprawą takich kampanii jak ta zainaugurowana ledwie miesiąc temu - "Mistrzowie kodowania". Projekt realizuje Samsung Polska, a chodzi w nim o to, by upowszechnić naukę programowania w polskich szkołach.
Trudno nie dostrzec wartości takich kampanii. Informatyków Polsce potrzeba, więc zachęcanie do rozwiązań systemowych jest szczególnie cenne. Tyle że jest też druga strona tej mody. To uproszczony medialny obraz branży IT, na który narzekają i pracodawcy, i programiści. Bo przekonanie, że w IT można szybko, bezproblemowo i dochodowo, sprawia, że pod znakiem zapytania staje jakość.

– Programistą faktycznie może być każdy, ale chodzi o poziom Jeśli jest się programistą byle jakim, to można robić proste stronki dla małych klientów, ale żadna poważna firma nie zatrudni takiej osoby. Praca w zespole to jest praca osób, które muszą coś wiedzieć także teoretycznie, nie wystarczy ukończenie kursu – komentuje dla naTemat Paweł Elbanowski z Programa.pl

Jak mówi z kolei Maciej Aniserowicz, ci, którzy dają sobie wmówić, że praca i szkolenie programisty to lekki kawałek chleba, szybko mogą paść ofiarą takiego rozumowania. – Zapomina się o tym, że to profesja jak każda inna - wymaga bardzo dużo nauki i pracy. Często motywacją są wyłącznie zarobki. Przekwalifikować się chcą nawet 40 i 50-latkowie. Nie zawsze to wychodzi – zaznacza.

Dlatego mimo że zainteresowanie informatyką jest spore, firmy często mają problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników. I ktoś po "ekspresowej ścieżce do programowania" w zderzeniu z wymaganiami musi zweryfikować ambitne plany o 6 tys. zł za miesiąc (tyle średnio zarabia programista).

Żądza pieniądza
Specyficzny wizerunek branży IT niesie za sobą jeszcze jeden problem. Pracodawcy narzekają nie tylko na braki w kadrach, ale też na zbyt wygórowane oczekiwania kandydatów. Jako że dobry programista jest dziś na wagę złota, spora część młodych nabrała pewności siebie i często domaga się wynagrodzenia nieadekwatnego do umiejętności.

– Firmy muszą nawzajem przebijać oferty w rywalizacji o programistów o małych i średnich umiejętnościach. W gronie programistów o małym doświadczeniu żywe jest przekonanie, że tylko fakt ukończenia studiów informatycznych albo kursu gwarantuje zatrudnienie i wysokie zarobki – ocenia Elbanowski.

Tak powstaje swego rodzaju "informatyczna bańka". Kto wie, czy niedługo nie będzie równie niebezpieczna dla branży, jak niedobór pracowników. – Postawa roszczeniowa zawsze jest groźna, niezależnie od tego, czy to wielka korporacja czy mała firma – kwituje mój rozmówca.
Trwa ładowanie komentarzy...