
Czy otacza nas badziewie, a cwaniacy żerują na niewinnych klientach? O opinię pytamy rzeczoznawców i towaroznawców, którzy rozpatrują reklamacje. A ci wystawiają polskim konsumentom druzgocącą opinię: – Nie umiemy nosić butów – twierdzi rzeczoznawca z Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej z Radomia z 30 letnim doświadczeniem w pracy z reklamacjami. Prosi jednak o anonimowość, miał już pogróżki, od klientów którym odrzucał reklamację butów za 500 złotych.
Jak się często w nich chodzi, nie mają czasu odpocząć, są przepocone i zaczynają się niszczyć. W butach należy chodzić co drugi dzień. Poza tym nie ma czegoś takiego jak słaba jakość. Wszystko zależy od tego, ile klient jest gotowy zapłacić za buty. Jeśli ktoś je kupuje za 50 złotych i liczy, że będzie w nich chodził przez trzy lata non stop, to nie ma takich butów.
W praktyce jakość butów za 200 złotych i za 500 zł nie rożni się dwukrotnie. – To mit, że na Dalekim Wschodzie produkuje się obuwie złej jakości, a we Włoszech dzieła sztuki. Maszyny, know-how produkcji buta, materiały, to wszystko na przestrzeni lat specjalnie się nie zmieniło. Zmienił się jedynie pracodawca, na takiego, który oferuje niskie koszty pracy ludzkich rąk. Sprzedawcy butów mogą zamówić dowolnie dobrą lub złą jakość produktów. Jedynym limitem jest cena – przekonuje ekspert.
Tak naprawdę but okazuje się całkiem skomplikowanym produktem, a lista nieświadomie popełnianych grzechów użytkowników jest bardzo długa. Często klienci reklamują przetarcie wyściółki za piętą. A to już błąd wynikający z tego, że nie chce się nam dokładnie sznurować butów. Robimy to z lenistwa i żeby szybciej się je ściągało - np. zaczepiając palce o piętę. To z kolei przyczyna innej typowej „wady” – odklejania się podeszwy w tylnej części buta.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl