Politycy obiecują, że ściągną Polaków z emigracji, ale ci wcale nie zamierzają wracać...
Politycy obiecują, że ściągną Polaków z emigracji, ale ci wcale nie zamierzają wracać... Fot. Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

– Mój bank, kraj, uczelnia, urzędy dały mi prosty wybór: musiałem stanąć w szranki odwiecznej wojny polsko-polskiej. Zaradni kontra frajerzy – pisze Polak, który jednak zamiast szykować się do wojenki, wyjechał do Wielkiej Brytanii. W gorzkim liście wylicza, dlaczego nie zamierza wracać do kraju.

REKLAMA
Kilka tygodni temu Andrzej Duda poleciał do Londynu, żeby nakłonić polskich emigrantów do powrotu do kraju. – Za rządów Bronisława Komorowskiego wyjechało miliony Polaków. Chcemy ich nakłonić do powrotu – zapowiadał Marcin Mastalerek, rzecznik PiS. O losie Polaków na emigracji politycy przypominają sobie co jakiś czas, zwłaszcza kiedy trwa kampania wyborcza. Mimo rozmaitych obietnic, jakie składają, emigrantom wcale nie spieszy się do powrotu.
Parę dni temu portal Polaków w Wielkiej Brytanii Polishexpress.co.uk opublikował mocny list emigranta, który wywołał niemałe poruszenie wśród polskiej społeczności na Wyspach. – Wyjechałem z Polski dwa lata temu, bo miałem dość. Miałem co jeść, miałem w co się ubrać, ale brakowało mi choć grama szacunku mojego państwa do mnie samego – zaczyna swoją opowieść autor listu.
Emigrant pisze, że pochodzi z dużego miasta, gdzie udało mu się studiować na państwowej uczelni (choć na kierunku częściowo płatnym). Przyznaje, że wprawdzie był to dla niego ciekawy czas, ale mimo to żałuje, że nie wyjechał z Polski wcześniej.
– Moje studia, jako nauka rzeczy przydatnych, to czas stracony – pisze autor listu i wylicza takie bolączki studiowania, jak formalne absurdy, prywatne animozje i polityczne romanse uczelni. Chłopak, który pracować zaczął jeszcze na studiach, po ich skończeniu zaczął myśleć o ustatkowaniu i kupnie mieszkania. Szybko okazało się jednak, że nawet jako inżynier pracujący w informatycznej branży i nienarzekający na zarobki, może sobie pozwolić jedynie na 30-40 metrów kwadratowych (i to przy oddawaniu połowy pensji do emerytury, przy założeniu, że przez 30-40 lat jego sytuacja finansowa się nie zmieni, a on sam na przykład nie zachoruje).
– Jeśli chodzi o moje przyszłe dzieci… musiałyby nauczyć się minimalizmu i radości z ciasnoty w małych przestrzeniach. O posiadaniu ich normalnej ilości, jak w czasach naszych rodziców, 2-4, nie mogło być mowy, ze względu na rozmiary mieszkania i wydatki. Ta wizja mnie nie satysfakcjonowała. W końcu jeśli siedziałem parę lat na studiach, byłoby miło stworzyć coś więcej niż cygańską komunę na kredytach – żali się autor listu.
Narzeka również na pracodawców, którzy próbując oszukać państwo, nie oferują pełnych umów pracowniczych. On sam był zatrudniony w ramach kombinacji „dziełowo-pracowej”, bo jego pracodawca chciał jak najbardziej oszukać system emerytalno-podatkowy.
To wszystko sprawiło, że mężczyzna zdecydował się na wyjazd do Wielkiej Brytanii. – Nie było dla mnie nadziei jako spokojnego obywatela. – Mój bank, kraj, uczelnia, urzędy dały mi prosty wybór: musiałem stanąć w szranki odwiecznej wojny polsko-polskiej. Zaradni kontra frajerzy – komentuje.
Wkrótce okazało się, że w Wielkiej Brytanii wcale nie czuje się lepszym człowiekiem, ale też... nie odczuwa, że jest gorszy. Ma świadomość, że nie pracuje tylko na siebie, bo być może wkrótce będzie musiał pomagać tym, którzy zostali w Polsce.
– Moja mama za to, że mnie wychowała, dostała wyrok od państwa: dogorywanie do jak najszybszej śmierci za pieniądze śmiecie. Co to za ojczyzna, przed którą muszę ratować swoją mamę? Dzieci, rodziców i kraju się nie wybiera, ale można wybrać czy być szczęśliwym – podsumowuje autor listu nadesłanego do portalu Polishexpress.co.uk. I żegna się z Polską taką, jaką jest ona teraz. Ma też nadzieję, że wkrótce jej nie będzie. Woli ją pamiętać z historii poprzednich pokoleń. Cieszy się, że jest Polakiem i będzie nim zawsze, ale uważa, że III Rzeczpospolita to „twór, który okupuje ludzi i ziemię”.
W jego gorzkim liście jest zapewne wiele racji. A jeśli w Polsce niewiele się zmieni, to emigrantów będzie jeszcze więcej. – My jesteśmy laboratorium, w którym będziemy testować wszystkie systemy, stworzone dla innej piramidy demograficznej. W ciągu najbliższych 10-15 lat staniemy się najstarszym społeczeństwem w całej Europie – ostrzegał w rozmowie z naTemat prof. Maciej Duszczyk, wicedyrektor Instytutu Polityki Społecznej UW.