Mam okres. I co z tego? Dlaczego nie warto wstydzić się, że mamy miesiączkę

Tampon w torebce nie jest powodem do wstydu.
Tampon w torebce nie jest powodem do wstydu. shutterstock
Mężczyźni wiedzą, że jest, ale większość w temat się nie zagłębia. Babskie sprawy, co ich to obchodzi. Ale jak przyjdzie co do czego, to pytają – Co ci jest? Okres masz? Wystarczy tego.

Dziewczyny, chłopaki
Dlaczego miesiączka jest tematem tabu? Bo wiąże się z bólem, brudem, poniżeniem. Szczególnie dotyczy to dziewczyn, jeszcze nie kobiet, a już nie dziewczynek. Pierwsza miesiączka może być traumą. Dziewczynce jest wstyd, że krwawi i wydaje się to takie niewłaściwe, bo wie, co to znaczy.



Ta brudna krew w młodym wieku oznacza, że organizm jest biologicznie gotowy do zapłodnienia. Czyli jest też gotowy do współżycia. I to jest przerażające. Tego wstydzą się nastolatki, tak jak rosnących piersi. Chociaż miesiączka jest jeszcze gorsza, bo jest potwierdzeniem seksualności.Dlatego koledzy z klasy nie mogą się o niej dowiedzieć. Te gnojki, które śmieją się z pryszczy i z pierwszego stanika, kiedy przez przypadek zobaczą podpaskę, zwykle robią aferę. Podpaska, a tym bardziej tampon, wydają się czymś tak obrzydliwym i ekscytującym, że trzeba pokazać ją wszystkim
To powoduje, że w świadomości kobiet pozostają wspomnienia, w których muszą ukrywać podpaski, jak złodziejki. Kiedy wychodzą do łazienki, tak jak kiedyś w klasie, a teraz w pracy, żeby nie wyglądać podejrzanie z torbą, chowają podpaskę, tampon, czasem chusteczki do higieny intymnej do kieszeni, pod bluzkę, gdziekolwiek.

Śmiech kolegów ze szkoły (koleżanek też) dudni w uszach, kiedy wyobrażamy sobie, że te produkty ochrony mogą nam wypaść przy współpracownikach. Nie zastanawiamy się już nad tym, że mamy do czynienia z dorosłymi, którzy w większości doskonale wiedzą, jakie uciążliwości związane są z okresem. Mężczyźni mają partnerki, żony, nastoletnie córki. Dla nich okres przestaje być śmieszny, a zaczyna być czymś normalnym - najwyżej można cierpiącej kobiecie współczuć.
PMS
Stereotyp kobiety podczas napięcia przedmiesiączkowego jest wszystkim dobrze znany: chodzi zła jak osa, zajada się słodyczami, jest drażliwa, płacze o byle co. Brzmi, jak pomysł na dobrą wymówkę, ale rzadko spotyka się kobiety, które udają, że mają PMS-a po to, żeby usprawiedliwić swoje niegrzeczne zachowanie.

Jak to bywa ze stereotypami, niekoniecznie takie zachowanie jest regułą. Wielu mężczyzn myśli, że to złota zasada w instrukcji obsługi kobiety – przed miesiączką to musisz stary bardzo uważać, bo o byle głupotę masz awanturę – mówią między sobą. Po czym poznać, że ona jest przed okresem? Krzyczy o brudne naczynia i o skarpetki, je batona, chociaż mówi, że się odchudza, ogląda jakieś pierdoły w telewizji. Ale przede wszystkim... się czepia.
Możliwość występowania PMS-u jest wygodna. Wtedy mężczyzna może ze spokojnym sumieniem powiedzieć sobie – nie przejmuję się nią, to nie moja wina, tylko jej hormonów. Okres często mylą z PMS-em.

A to są zdania, które denerwują, nawet, gdy kobieta jest w "normalnym" dniu. Zarzucanie, że zbliża nam się okres, albo że chyba jesteśmy w trakcie, jest jak czerwona płachta. Co zrobić, żeby nie musieć się nikomu tłumaczyć albo żeby nie wysłuchiwać złośliwych komentarzy? Nie musieć patrzyć na pobłażliwe uśmieszki?
To nie moja wina
Przede wszystkim matki powinny rozmawiać nie tylko z córkami. Syn też powinien wiedzieć, co znaczy, że kobieta ma okres. Prosto i jasno. Powiedzieć mu, że czasem to bardzo boli. Czasem kobieta jest drażliwa i wtedy pod żadnym pozorem nie można się naśmiewać z jej stanu, bo może to doprowadzić ją do jeszcze większej złości. Żaden człowiek nie chce być zły.

Trzeba wyeliminować stereotypowe myślenie o miesiączce, znieść wiszące nad nią tabu. To nie jest nic nienormalnego. Trochę robią to reklamy podpasek i tamponów, które mówią, że w okres można mieć świetny humor, iść na imprezę, czuć się komfortowo.

Tylko jak reagować na zaczepki, kiedy czujemy się źle, jesteśmy złe, wyglądamy źle? Wiele z nas wymyśla wymówki. Ale powoduje to lawinę dodatkowych pytań i ofert pomocy. A jakby tak mówienie o tym, że mamy okres, nie było odbierane, jako niewłaściwe? Tak, jak to, że boli nas głowa?
Monika twierdzi, że dla niej ten problem nie istnieje. – Odkąd pamiętam mówię wszystkim, że mam okres. Na przykład kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego tak źle wyglądam, to mówię - bo mam okres. To zamyka usta wszystkim, którzy przy kłamstwie dopytywaliby dalej – mówi.

– Nie pochodzę z żadnej patologicznej rodziny, myślę, że jestem dobrze wychowana. Ale nie widzę sensu nie mówienia, że jestem w trakcie miesiączki. To jakieś sztuczne, bezsensowne tabu. Czasem widzę, że ktoś jest zaskoczony moją odpowiedzią, ale nie zwracam na to uwagi. Po jakimś czasie widzę nawet, że tak jakby traktowano mnie z większym szacunkiem – opowiada Monika.

Jaki z tego wniosek? Zacznijmy po prostu mówić, że mamy miesiączkę. Nie traktujmy jej, jak wstydliwej tajemnicy. Trzeba oswoić otoczenie z tym faktem. To normalne.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...