Grupa naTemat

Ten Polak mieszkał w rzekomej "strefie szariatu" w Szwecji. Szariat? Bzdura! "To typowe miasteczko studenckie"

Polak ze Szwecji Krzysztof Sztwiertnia odpowiada na twierdzenia o szwedzkich "strefach szariatu"
Polak ze Szwecji Krzysztof Sztwiertnia odpowiada na twierdzenia o szwedzkich "strefach szariatu" Fot. prywatne
Krzysztof Sztwiertnia, Polak mieszkający na stałe w Szwecji, pracownik firmy Ericsson, jest zdumiony toczącą się w Polsce dyskusją o szwedzkich "strefach szariatu". Powód? Nigdy o nich nie słyszał, a sam mieszkał w jednej z dzielnic, które mianem "strefy szariatu" zostały określone. – Nie słyszałem nawet o pojedynczym przypadku próby narzucenia wiary przez wyznawcę jakiejkolwiek religii – mówi w rozmowie z naTemat.

Jak długo mieszka pan w Szwecji?

Pierwszy raz przyjechałem do Linkoping [ok. 100 tys. miasto - red.] we wrześniu 2001 roku i od razu spędziłem w Szwecji około 6 lat – w kilkumiesięcznych okresach. Mieszkałem w różnych dzielnicach miasta, m.in. Lamohov, Ryd, T1 (Valla). W 2013 roku przeprowadziłem się i mieszkam w Szwecji na stałe, dzięki czemu sam stałem się pełnoprawnym imigrantem, próbującym się tu zaaklimatyzować.

Jarosław Kaczyński mówił w polskim Sejmie o “54 strefach szariatu w Szwecji”. To prawda? One istnieją?

Wedle mojej wiedzy “strefy szariatu” w Szwecji nie istnieją. W przytoczonym raporcie policyjnym Szwedzi opisują problem “stref wrażliwych społecznie”.
To o co chodzi w policyjnym raporcie, na który wszyscy się powołują, a który ma być dowodem na istnienie stref “no go”?

Domyślam się, że raport policji z października 2014 roku dotyczący 55 “wrażliwych stref” był reakcją na zamieszki w Sztokholmie w maju 2013 roku, które były relacjonowane przez światowe media. Raport jest “Narodowym przeglądem sieci kryminalnych z dużym wpływem na społeczności lokalne”. Wskazuje 55 obszarów geograficznych w 22 zarówno większych, jak i mniejszych miastach, gdzie lokalna sieć przestępcza wpływa negatywnie na społeczeństwo.
Fragment podsumowania raportu policji w Szwecji [ENG]

The areas are spread across 22 cities - from big cities to smaller towns and is considered to be socio-economically disadvantaged. The large criminal impact on the local community appears to be linked to the social context in the fields rather than on the willingness of criminals to take power and control of the local community.

The criminal actors in the fields do not appear to be part of structured gangs, but rather in a loose-knit network with broad support in the youth environment (disorganized crime). They are generally considered to have low strategic capability. There are some exceptions in metropolitan areas, where a few networks are described as more structured and considered to possess a greater strategic capability.
Czytaj więcej

Wpływa czy "przejmuje" dany obszar?

Kryminalna działalność przedstawiana jest w kontekście sytuacji ekonomicznej, a nie prób przejęcia kontroli nad terenem bądź lokalną społecznością. Grupy przestępcze są “nieustruktyryzowane i bazują na szerokich sieciach powiązań w środowisku młodzieżowym, nie mając celów strategicznych”. Drobna przestępczość, kradzieże, włamania, rozprowadzanie narkotyków…

Raport odnotowuje też “przeszkody w przeprowadzeniu procesu mającego doprowadzić do wykrycia i skazania przestępców”. W żadnym miejscu raportu nie pojawiają się odniesienia do konfliktów na tle wyznaniowym, rasowym albo wprowadzaniu “stref szariatu”. Natomiast zidentyfikowane są problemy w pracy policji, takie jak fakt niezgłaszania przestępstw, zastraszania świadków, wycofywanie zeznań itp..
Z artykułów w prasie lokalnej można było się dowiedzieć, że w dzielnicach mojego miasta, takich jak Skaggetorp, Ryd czy Lambohov, kilka samochodów zostało podpalonych w czasie zamieszek z 2013 roku [TUTAJ artykuł w lokalnej prasie].

Różnicą w stosunku do przebiegu wydarzeń w Sztokholmie jest fakt, że w Linkoping nie było zamieszek, protestów czy starć z policją. W sierpniu 2014 roku głośna była sprawa strzelaniny, do której doszło w Skaggetorp Centrum (zginęła jedna osoba, 18-latek), pomiędzy gangiem ze Skaggetorp a gangiem “Czarna Kobra” z Berga.

Jak wyglądają te dzielnice w pańskim mieście, które zostały wymienione w raporcie, a które Kaczyński uznał za "strefy szariatu"?

Skaggetorp, dzielnica oddalona od centrum miasta, w większym procencie niż inne zamieszkana jest przez rodziny imigrantów. Mieszka tam także duża liczba studentów. Według mnie dzielnica ta ma opinie najgorszej, co nie znaczy, że niebezpiecznej. Znam osoby pracujące na uniwersytecie Linkoping University, które mieszkają w Skaggetorp. Inni, znając realia Linkoping, zdecydowali się na zakup mieszkania w tym rejonie.
Ryd to typowe miasteczko studenckie, ze wszelkimi dogodnościami i wadami wynikającymi z tego faktu. Trzeba się tam liczyć z głośnym otoczeniem. Z własnego doświadczenia wiem, że to miejsce bezpieczne zarówno w dzień, jak i w nocy. Mieszkałem tam przez ponad rok, a znajomi po kilka lat. W weekendy atmosferę można porównać z tą w okolicach polskich akademików. Różnicą jest międzynarodowe bezkonfliktowe towarzystwo, także z programu Erasms. Przez cały okres zamieszkania nie byłem świadkiem ani jednej kłótni zakończonej bójką, a tym bardziej interwencją policji. Od centrum miasta Ryd oddzielony jest lasem, a oświetlona ścieżka rowerowa jest naturalną trasą dojazdu rowerem.

Czy Szwedzi mają świadomość, że o tych dzielnicach mówi się w Polsce jako o "strefach szariatu?

Spytałem kilku znajomych z pracy i nie są oni świadomi, że w Polsce toczy się dyskusja o tzw. “no go zones”. Z wszystkich dzielnic, które prezes Kaczyński określił jako “strefy szariatu”, wracałem wielokrotnie późną nocą ze spotkań ze znajomymi. Ani razu nie przyszła nikomu na myśl obawa o bezpieczeństwo. Ważny jest fakt, że takie podejście nie dotyczy tylko grup i mężczyzn, a trasa ta pokonywania jest przez pojedyncze osoby, w tym dziewczyny, bez względu na porę dnia i nocy.

Na poziomie ogólnoszwedzkim po wystąpieniu premiera Kaczyńskiego pojawił się artykuł w “Dagens Nyheter”. Szwedzi, z którymi rozmawiałem, uśmiechają się, gdy przytaczam wypowiedź lidera opozycji. Nie bardzo wiedzą, co oznaczają medialne “no go zones”.
Co z muzułmanami w tych dzielnicach? Czy nie ma problemu z "islamizacją"?

W kontekście opisanego problemu z przestępczością i braku jakichkolwiek powiązań z religią ciężko w ogóle odnieść się do pytań, bo brzmią abstrakcyjnie. W Szwecji dominuje protestancki kościół szwedzki, a sprawy wyznania są traktowane jako sfera prywatna i zasada ta jest ściśle przestrzegana. Przykładowo, przy każdym ogłoszeniu o pracę w instytucji państwowej zwraca się uwagę, czy instytucja przestrzega zasad równości. Pytania o przynależność do Kościoła spotyka się jedynie przy składaniu deklaracji podatkowej.

Według danych szacunkowych muzułmanie to około 4 proc. społeczeństwa szwedzkiego. Największa liczba wyznawców pochodzi z Bośni, później Irak, Iran, Turcja. Liczba ta jednak z pewnością się zmienia ze względu na napływ nie tylko ludzi ubiegających się o azyl, ale i imigrantów ekonomicznych z krajów UE, w tym z Polski.
Muzułmanie nie próbują narzucać innym swojej wiary?

Nie. Nie słyszałem nawet o pojedynczym przypadku próby narzucenia wiary przez wyznawcę jakiejkolwiek religii. Za to głośno było na początku roku o atakach na meczety i proteście przeciwko nim [TUTAJ artykuł na ten temat].

A muzułmańskie gangi? Słyszał pan o nich?

Nie słyszałem. Gangi nie są fikcją, klasyfikowanie ich jako muzułmańskie jest fikcją.

Głośniejszą i szerzej omawianą lokalnie sprawą jest widoczny na co dzień problem zorganizowanych grup żebrzących pod sklepami i w centrum miasta. Także zwiększona liczba włamań w okresie letnim. Wszystkie te fakty są łączone z dużym napływem grup osób pochodzenia romskiego.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PolacySzwecja
Skomentuj