Internauci przekonują o "skoku cywilizacyjnym Polski" za rządów PO. Wcale nie jest tak różowo.
Internauci przekonują o "skoku cywilizacyjnym Polski" za rządów PO. Wcale nie jest tak różowo. Fot. Twitter.com

Dzisiaj politykę prowadzi się memami, które są bardzo sugestywne, choć niekoniecznie prawdziwe. Tak jest z tabelką, która pokazuje jak bardzo zmieniła się Polska pod rządami PO. Oczywiście, w wielu sferach jest lepiej. Ale grafika nie pokazuje tego, co przez te osiem lat się pogorszyło.

REKLAMA
"Polska w ruinie" vs "Polska w rozkwicie". Według takiej narracji toczy się dzisiaj spór między PiS i jego zwolennikami a Platformą i jej wyborcami. Nie jest ani tak, ani tak. Nie ma jednej Polski. Inaczej rozwija się Podkarpacie, a inaczej Wielkopolska, dlatego wszelkie uogólnienia są szkodliwe. Takim uogólnieniem jest też grafika, która lotem błyskawicy roznosi się po sieci.
logo
Naciągane liczby
To nie tylko uogólnienie, ale też przedstawienie tylko części rzeczywistości. I to nie zawsze na podstawie prawdziwych danych. Według grafiki, w Polsce jest ponad 21,6 tys. przedszkoli. To część prawdy, bo według badań GUS z roku szkolnego 2013/2014 przedszkoli jest 10,4 tys. (to nadal o prawie 2 tys. mniej niż w roku szkolnym 1990/1991).
Do 21 tys. można dobić, jeśli zsumuje się przedszkola z oddziałami przedszkolnymi przy szkołach, punktami przedszkolnymi i zespołami wychowania przedszkolnego. To dość naciągane, bo zakres opieki w tych placówkach różni się.
Sukces? Jaki sukces?!
Nie wszystkie "sukcesy" to sukcesy. Bo o ile waloryzacja emerytur poprawia życie osób, które utrzymują się z wypłat ZUS, to jest niczym innym jak tylko powiększaniem deficytu systemu emerytalnego. Prognozy przygotowane przez ZUS na lata 2010-2017 nie napawają optymizmem. A dopłacamy do tego wszyscy, którzy płacimy podatki.
Trudno za sukces uznać także wyższą płacę minimalną. To nic innego jak urzędnicze dekretowanie bogactwa, które działa na szkodę pracowników wykonujących najmniej opłacalne dla przedsiębiorstw zajęcia. Przez to albo trafiają na bezrobocie (bo taniej jest zautomatyzować proces) albo do szarej strefy. Jedyną zasługą rządu w tej kwestii może być to, że nie poddał się dyktatowi związków zawodowych, które chciały jeszcze bardziej podnieść płacę minimalną.
Montownia, nie laboratorium
Prawdą jest też, że wzrósł eksport i trzeba się z tego cieszyć. Ale trzeba pamiętać, dzięki czemu ten eksport jest tak wysoki. Polska jest dzisiaj jedną z największych montowni w Europie, to u nas składane są samochody Volkswagena czy Fiata. Polska nadal ma wiele do zrobienia, by stać się producentem i eksporterem własnych technologii.
A z innowacyjnością w naszym kraju nadal nie jest dobrze. Więcej o tym piszemy w serwisie INN Poland. W tabelce pokazano wzrost wydatków na badania i rozwój, ale nie porównano ich ze średnimi wydatkami w UE, a na tym tle nadal wypadamy tragicznie.
Ciemna strona Księżyca
Grafika podawana dalej przez zwolenników PO pokazuje jasną stronę Księżyca. To m.in. zmniejszenie dystansu do UE jeśli chodzi o wzrost PKB. Nie wiadomo, czy średnie PKB na osobę z 2007 r. uwzględnia już Rumunię i Bułgarię, które dołączyły do Wspólnot 1 stycznia. Później, w 2013 r. do UE weszła Chorwacja, której PKB per capita jest niższe od średniej unijnej o ponad 5 tys. euro. To obniżyło pułap, do którego musimy gonić.
Ale oczywiście wzrost PKB jest faktem. Tylko znowu: dzięki czemu i jakim kosztem? Duży udział w polepszaniu się poziomu życia Polaków i wzroście PKB mają transfery z zagranicy. Część to środki przysyłane rodzinom przez emigrantów, ale trzeba pamiętać, że przez ostatnią dekadę do naszej gospodarki trafiło kilkaset miliardów środków z Brukseli, bo Polska jest płatnikiem brutto, czyli więcej dostaje, niż wpłaca do budżetu.
Wzrost na kredyt
Poza tym duża część naszego wzrostu gospodarczego, szczególnie po wybuchu kryzysu finansowego, została sfinansowana ze wzrostu długu publicznego. Choć nadal na tle zadłużonej po uszy Europy Zachodniej wypadamy przyzwoicie, to z racji na dużo mniejszy poziom zaufania inwestorów możemy pozwolić sobie na dużo mniej.
Spadło też bezrobocie, to fakt. We wrześniu 2015 r. po raz pierwszy od siedmiu lat spadło poniżej 10 proc. Według metodologii Eurostatu (i to na nią powołują się autorzy tabelki) jest jeszcze niższe. I o ile rzeczywiście w Polsce przybywa miejsc pracy (chociaż znowu: wiele z nich to bycie podwykonawcą zachodniej firmy), to też ubywa ludzi, bo emigracja nadal jest dużym problemem. Według prof. Krystyny Iglickiej-Okólskiej, demograf i polityk Polski Razem, w 2014 roku wyjechało z Polski 2,3 mln osób.
Dlatego dobrze jest patrzeć na cały obraz i pamiętać, że gospodarka jest dużo bardziej skomplikowana niż mem. Politykom zależy, żeby jak najbardziej uprościć dyskusję, jednocześnie nadając jej pozór naukowości. Po to są takie tabelki.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl