Na "Placu Siekania". Byłem w miejscu, gdzie Saudowie ścinają morderców i apostatów

Plac Deera, na którym dokonują się publiczne egzekucje. Widoczny budynek to siedziba policji religijnej.
Plac Deera, na którym dokonują się publiczne egzekucje. Widoczny budynek to siedziba policji religijnej. Fot. Michał Gąsior
Kiedy w piątek 27 listopada chodziłem po placu Deera w historycznym centrum Rijadu, na granitowej posadzce piknikowały saudyjskie rodziny. Gdybym trafił tu w inny piątek, mógłbym stać się świadkiem publicznej egzekucji. To tutaj, na "Chop Chop Square", czyli "Placu Siekania", saudyjscy kaci ku uciesze tłumu odcinają głowy skazańców.

Ekzekucyjny rekord
Długo zastanawiałem się, od czego zacząć opowieść z podróży do Arabii Saudyjskiej. I nagle pojawiła się TA historia. Oto saudyjski sąd skazał na śmierć palestyńskiego poetę Ashrafa Fayadha, który miał obrazić Allaha, a tym samym wyrzec się islamu. To kolejny tego typu skandaliczny przypadek, który sprawia, że wizerunek Arabii na Zachodzie sprowadza się często wyłącznie do kary śmierci. I tak naprawdę trudno się dziwić, skoro to jedyny kraj, który za metodę wykonywania kary śmierci obrał publiczne ścięcie. Tylko w ostatnich 10 miesiącach skrócono o głowę ponad 150 skazańców - prawie dwukrotnie więcej niż w ubiegłym roku i najwięcej od 20 lat.
Na Rijad, czyli stolicę, którą odwiedziłem pod koniec listopada, przypada spora część tych egzekucji. Odbywają się one zawsze w piątek (dla muzułmanów dzień święty) po południowych modłach na placu w centrum miasta. To niepozorny plac Deera, wciśnięty między kilka budynków, m.in. siedzibę saudyjskiej policji religijnej. Tuż obok znajduje się jedna z głównych atrakcji turystycznych Rijadu - twierdza Masmak. Obok jest też sąd, gdzie zapadają wyroki śmierci.
Słońce, palmy, cisza, odpoczywające na kocach rodziny - tak wyglądał plac, kiedy odwiedziłem go kilkanaście dni temu. Właściwie trudno było sobie wyobrazić, że to właśnie tutaj odbywa się tradycyjna dekapitacja skazańców: morderców, gwałcicieli, handlarzy narkotykami, ale też apostatów czy oskarżonych o czarnoksięstwo. Ale tak, to tutaj. I to ten plac zyskał w Arabii i poza nią sławę "Placu Siekania".


Jak w cyrku
Jak to się odbywa? Mieszkańcy Rijadu, z którymi rozmawiałem, wiedzą doskonale - choć wszyscy przeze mnie pytani, tak jak egipski ekspata Marwan Baghdat, ścięcia nie widzieli i widzieć nie chcą. W dzień egzekucji plac wygląda tak samo, jak zwykle. Jednak w południe jego środek zostaje odgrodzony przez strażników. Tłum ustawia się wokół, by obserwować, jak wprowadzany jest skazaniec - z zawiązanymi oczami i związanymi z tyłu rękoma. Cała procedura trwa ponoć maksymalnie 30 minut. Ktoś odczytuje wyrok i kilka wersetów z Koranu. Skazaniec klęczy, a kat wykonuje jedno cięcie mieczem o szerokim końcu. Na środku placu jest kratka ściekowa - spływa tam nie deszczówka, a krew skazańca. Po wszystkim zabierają ciało, życie szybko wraca do normy.
- Jeśli jesteś obcokrajowcem z Zachodu, prawdopodobnie zostaniesz wypchnięty do pierwszego rzędu na "widowni". Po pierwsze, by jeszcze bardziej pohańbić skazanego. Po drugie, byś mógł się przekonać o tym, jak surowa jest ręka saudyjskiej sprawiedliwości - powiedział mi Marwan. Na szczęście nie miałem okazji się przekonać (egzekucji nigdzie się nie ogłasza - wiadomo tylko, że będzie w piątek).

Bywa, że ciało skazańca nie zostaje od razu pochowane. W szczególnych przypadkach sąd może nakazać, by ukrzyżować je i wystawić na widok publiczny jako dodatkową przestrogę dla innych. Do tej pory słyszało się o takich incydentach przy okazji wyjątkowo szokujących zbrodni - np. gwałtów. Niedawno jednak wyrok (niewykonany) z egzekucją i ukrzyżowaniem zapadł w sprawie 20-latka skazanego za udział w proteście politycznym.

"Humanitarnie"? A co to?
Byłem ciekaw, jak mieszkańcy Arabii podchodzą do tematu kary śmierci. Na Zachodzie sprzeciw budzi zarówno metoda, uznawana za niehumanitarną, jak i fakt, że egzekucje odbywają się często po wątpliwych procesach i w wątpliwych sprawach. Zeznania wymuszane torturami, brak dostępu do tłumacza (karę śmierci często wymierza się imigrantom z krajów południowo-wschodniej Azji), polowania na opozycjonistów i "nieprawomyślnych"- to główne zastrzeżenia..
Jednak dla mieszkańców Arabii nie mają znaczenia. - Kara śmierci zarezerwowana jest dla największych zbrodniarzy, gwałcicieli i morderców. Wywodzi się z Koranu. Poza tym stosuje się ją w innych krajach i jakoś nikt się nie oburza - przekonuje mnie egipski ekspata Marwan. Na argument, ze w kontekście królestwa Saudów szokuje metoda, odpowiada, że ścięcie jest humanitarne. Zabija w mgnieniu oka. - Nad przypadkami niesłusznych wskazań ubolewam, ale są nieliczne. Każdy system sprawiedliwości jest niedoskonały - dodaje.

Takie podejście mają też rodowici Saudyjczycy. Możemy się oburzać na politykę władz Arabii w kwestii kary śmierci, ale dopóki będzie miała powszechne społeczne poparcie, tak jak dzisiaj, jest nie do ruszenia. W Arabii nikt nie żałuje głów morderców czy gwałcicieli. A że to czasem także głowy opozycjonistów czy apostatów? Mało istotne...

To pierwszy z serii tekstów o Arabii Saudyjskiej, do której pojechał nasz reporter. Więcej o całym projekcie przeczytasz tutaj.

Udało się! To jedyna taka akcja w polskich mediach. Nasz dziennikarz pojechał do Arabii Saudyjskiej, by zobaczyć, jak się żyje w najbardziej zamkniętym kraju islamu.

Posted by Natemat.pl on Tuesday, December 8, 2015

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU