
Reklama.
Stardust – od roku jest hitem sprzedażowym marki Swarovski. To lekka, giętka bransoletka, która wprost eksploduje feerią świetlistych refleksów. Tajemnica intensywnego blasku polega na tym, że przeźroczysta siatka wypełniona jest luźnymi kryształkami. W firmowym sklepie w Galerii Mokotów kosztuje od 360 zł do ponad 600 zł. Dla wielu potencjalnych klientów to cena zaporowa. Stąd wysyp internetowych poradników pod tytułem "zrób to sam".
Wystarczą zwinne palce, tubka kleju, do tego kupiony w tanim sklepie zestaw półproduktów: siatka jubilerska 75 groszy za metr, dwie saszetki drobnych koralików renomowanej firmy Toho 8,60 zł i zapięcia magnetyczne, niecałe 5 zł za parę. W ten sposób pani Joanna w pół godziny zrobiła własnego Swarovskiego za dokładnie 14 złotych 65 groszy.
– Zrobiłam dokładnie tę samą bransoletkę, jaką w kampanii reklamowej marki nosiła modelka Mirranda Kerr. Kilka osób wrzuciło na Facebooku zdjęcia z własnoręcznie wykonanymi bransoletkami z pytaniem prawdziwe czy podróbka. Mało kto potrafił odróżnić. W te święta wyposażam więc w biżuterię wszystkich znajomych – mówi Joanna.
W porównaniu do 319 złotych za oryginalne Brief Pierced Earrings, kolczyki z modnymi dużymi kryształkami (nosiła je prezenterka Faktów TVN Justyna Pochanke) kosztowały domową jubilerkę 50 zł. A to ze względu na użycie pozłacanych zawieszek. Do zamontowania kryształów trzeba też było zakupić dodatkowo dwie pary profesjonalnych szczypczyków jubilerskich po 8 zł sztuka. Z kolei wyprodukowany w domu złoty pierścionek z dużą cyrkonią kosztował ją niespełna połowę ceny oryginału.
Zrób to sam
Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Zdaje się, że rynek samodzielnie robionej biżuterii eksplodował. W Polsce Swarovski ma ponad 20 butików, a samych sklepów oferujących biżuteryjne półprodukty jest dwa razy więcej. W wielu można kupić oryginalne kryształki Swarovski Elements, złote, srebrne lub pozłacane elementy konstrukcji. Dlatego domorośli jubilerzy nie czują się plagiatorami jak dostawcy z chińskiego Aliexpress.com.
Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Zdaje się, że rynek samodzielnie robionej biżuterii eksplodował. W Polsce Swarovski ma ponad 20 butików, a samych sklepów oferujących biżuteryjne półprodukty jest dwa razy więcej. W wielu można kupić oryginalne kryształki Swarovski Elements, złote, srebrne lub pozłacane elementy konstrukcji. Dlatego domorośli jubilerzy nie czują się plagiatorami jak dostawcy z chińskiego Aliexpress.com.
Nie chodzi o kopiowanie tylko tej jednej znanej marki. Ten sam trend dotyczy także innych modułowych bransoletek, gdzie jeden koralik potrafi kosztować kilkaset złotych. Skopiowanie eleganckich zestawów kosztuje mniej niż jedna dziesiąta oryginału.
– Zabrałam się za rękodzieło z kilku przyczyn. Po części z nudy, po części dlatego, że ta sprzedawana w sklepach była kompletnie nie w moim guście, bądź też zdecydowanie za droga – przedstawia się Katarzyna, projektanta z serwisu MojaBiżuteria.pl. Z kolei Qunszt.pl to największy w Polsce i jeden z największych w Europie sklepów internetowych z akcesoriami jubilerskimi. W stałej ofercie znajduje się ponad 8500 produktów. Zaopatrują nie tylko hobbystów, lecz także zawodowych artystów i duże, znane pracownie jubilerskie. Do tego największe z serwisów biżuterii robionej hobbystycznie oferują darmowe kursy, a ich instruktażowe filmy wideo na YouTube mają po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy odtworzeń.
Zrób, załóż, odłóż
Sklep Jolinka.pl oferuje warsztaty podczas których można w trzy godziny się nauczyć precyzyjnej i trudnej techniki oplatania koralikami tzw. Beaded Beads. Koszt 150 złotych. A o tym, że produkty zdolnych amatorów mogą dorównywać tym z renomowanych firm można się przekonać klikając na Pakamera.pl, gdzie sprzedawana jest taka biżuteria.
Sklep Jolinka.pl oferuje warsztaty podczas których można w trzy godziny się nauczyć precyzyjnej i trudnej techniki oplatania koralikami tzw. Beaded Beads. Koszt 150 złotych. A o tym, że produkty zdolnych amatorów mogą dorównywać tym z renomowanych firm można się przekonać klikając na Pakamera.pl, gdzie sprzedawana jest taka biżuteria.
Amatorzy raczej nie są w stanie zagrozić Swarovskiemu, który rocznie sprzedaje produkty za 3 mld euro, jednak rynek taniej biżuterii rośnie w nieprawdopodobnym tempie. Zamiast złotych czy platynowych elementów, producenci i amatorzy używają się polerowanego mosiądzu, pozłacanego srebra, "kamieni" z kolorowego szkła. Na trendzie korzystają takie firmy jak Tous, Bijou, czy biżuteryjne działy w Zarze albo Sinsay. Pisaliśmy jak w niespełna 3 lata od powstania marka Ania Kruk ma już kilka milionów przychodów. – Chodzi w tym o to, aby zamiast robić zakupy raz na rok, przy wielkiej okazji, sprawiać sobie przyjemność raz na miesiąc. A kiedy zakupiona rzecz opatrzy się i znudzi, bez żalu odłożyć ją na dno szuflady – mówi o „pop-biżuterii” jej projektantka.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl