Grupa naTemat

PiS poczuł miliardy w internecie. Zgadnijcie, co nowy podatek przyniesie klientom Allegro, czy Komputronik

Zaplecze internetowej księgarni godzina 20.30. Według PiS to grube ryby do oskubania nowym podatkiem
Zaplecze internetowej księgarni godzina 20.30. Według PiS to grube ryby do oskubania nowym podatkiem fot. Igor Morye / Agencja Gazeta
Podobno ma wesprzeć rodzimy biznes, ale w internecie podatek obrotowy zapłacą tylko sklepy internetowe mające siedzibę w Polsce. Niemieckie Zalando, Redcoon czy Amazon będą mogły handlować u nas na potęgę, nie płacąc ani eurocenta.

– Nie zapłacę za te idiotyczne obietnice PiSu. Prędzej przeniosę siedzibę sklepu do Czech i stamtąd będę wysyłał towar. Nie spodziewałem się takiej bezwzględności w stosunku polskich firm i takiej głupoty rządzących - mówi właściciel internetowego sklepu z częściami motoryzacyjnymi i akcesoriami do tuningu samochodów. To rodzinny biznes, wprawdzie osiąga 300 tys. złotych obrotu, ale działa w niszy, na niskich marżach. Podatek obrotowy, zmniejszy i tak niewielkie zyski.


Właściciel internetowego biznesu opowiada, że przywitał nowy rok z rozczarowaniem. Zamiast wyższej kwoty wolnej od podatku już za miesiąc zapłaci wyższe składki ZUS. Nie zanosi się na obniżkę podwyższonej do 23 proc. stawki podatku VAT - rzekomo tylko tymczasowo wprowadzonej przez Platformę Obywatelską. Za to lekko licząc zapłaci dodatkowe kilka tysięcy podatku obrotowego rocznie.

Klątwa 500 zł na dziecko
Podatek początkowo miał objąć wielkie sieci marketów" Biedronkę, Lidla, Tesco. Według doniesień dziennika Rzeczpospolita podatek obrotowy zapłacą wszystkie sklepy, również internetowe. Rząd Beaty Szydło szuka większych dochodów, bo jak już wyliczaliśmy z banków i marketów nie uzbiera się na kosztujący 20 mld zł rocznie program "500 złotych na dziecko". PiS liczy na dodatkowe dwa miliardy z e-handlu. W tej branży działa przecież 20 tys. sklepów. Według rządowych szacunków na zakupy w sieci Polacy wydają 45 mld złotych rocznie, a według serwisów Gemious i PMR w tym roku będzie to 30 mld.

Internetowi przedsiębiorcy mówią, że urzędnicy PiS nie rozumieją realiów branży. Podatek obrotowy zapłacą tylko te sklepy, które mają siedzibę w Polsce. Wystarczy spojrzeć na rankingi sklepów internetowych, by zobaczyć, że internetowy biznes dawno wymknął się myśleniu w kategorii granic i państw. W handlu butami rządzi eobuwie.pl osiągające 70 mln złotych przychodów rocznie. Ta polska firma zapłaci podatek, ale już jej główny konkurent Zalando.pl… figa z makiem. Kupując tam buty klient korzysta tylko z polskojęzycznej strony internetowej i wsparcia call center. Ale przesyłkę sklep zarejestrowany w Berlinie wysyła za pośrednictwem DHL lub FedEx.

Na tej samej zasadzie międzynarodowy sklep z elektroniką Redcoon zyska przewagę nad polskim x-kom.pl czy Komputronikiem. W tej branży obowiązują niskie, kilkuprocentowe marże. Jeśli PiS wprowadzi stawkę 0,4 proc. podatku obrotowego, to biznes w Polsce będzie musiał podnieść ceny.

Do zobaczenia po czeskiej stronie
Przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, gotowi są wynieść się do Czech. Tam, skąd działa największa internetowa perfumeria w Polsce - iPerfumy.pl. Nad Wisłą ma tylko punkty, gdzie klienci mogą osobiście odebrać zamówione produkty oraz adres do zwrotów. W Czechach płacą znacznie niższe podatki.
Grzegorz Wójcik Izba Gospodarki Elektronicznej eCommerence Polska

Jeśli chcemy, by Polacy nadal kupowali w internecie produkty od polskich firm, to powinniśmy o takim podatku zapomnieć

– Trzeba było zwijać manatki jak zrobili to koledzy. Znajomy w Wielkiej Brytanii płaci 6 funtów tygodniowo za ubezpieczenie, u niego kwota wolna od podatku wynosi 12 tys. funtów. PiS właśnie wygania na emigrację ostatnich młodych przedsiębiorczych ludzi - twierdzi właściciel motoryzacyjnego biznesu w internecie.

Dla niego podatek obrotowy to dodatkowe 6-12 tys. złotych w zależności, czy potraktują go jak bogacza, czy też mały sklepik. Rząd jeszcze nie określa dokładnej stawki podatku. Forum Polskiego Handlu proponuje, by jego wysokość zamykała się w przedziale od 0,1 proc. dla najmniejszych i do 4 proc. dla największych firm.

Wygrają sklepy spoza Polski
Podatku może się obawiać również Grupa Allegro - największa platforma handlu internetowego w Polsce. To już nie tylko ogłoszenia i aukcje internetowe, ale w coraz większej części sprzedaż nowych markowych produktów. W skali ich biznesu nowy podatek to już miliony złotych. Prawdopodobnie wezmą je na barki współpracujące z platformą sklepy albo sami klienci, płacąc wyższe ceny.

Możliwe jest, że przy wyższych opłatach za handel w internecie część profesjonalnych sprzedawców wyniesie się na konkurencyjny eBay.com - do Niemiec. I żegnaj polski fiskusie. Zwycięzcą rynkowej rywalizacji pozostałyby wówczas globalne serwisy Wish.com albo Aliexpress.com, które współpracują z dostawcami z Chin i stamtąd wysyłają zamówione rzeczy klientom z Polski. Co jest im w stanie zrobić minister finansów Paweł Szałamacha? Nic!

Handel internetowy to ostatnie miejsce, gdzie bez wielkich nakładów można było zarobić pierwszy milion. Nie trzeba było inwestować w wynajem drogich metrów kwadratowych w galeriach handlowych. Wystarczyło oprogramowanie za 250 zł połączone z cennikiem hurtowym producentów. Trochę szczęścia i pracy. Pokazują to historie internetowych milionerów. Takich jak Michał Świerczewski z Częstochowy. Swój sklep komputerowy x-kom uruchomił w 2005 r. i już dwa lata później miał w kasie pierwszy milion. Jednak wtedy PiS obniżał podatki.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetPrawo i SprawiedliwośćAllegroBiznes
Skomentuj