Grupa naTemat

To zdecydowanie nie było pożegnanie. Za kulisami ostatniego "Tomasz Lis na żywo" w TVP2

Podczas ostatniego "Tomasz Lis na żywo" nie było nastroju stypy, jak chciałaby prawica.
Podczas ostatniego "Tomasz Lis na żywo" nie było nastroju stypy, jak chciałaby prawica. Fot. Kamil Sikora / naTemat
Dwóch byłych prezydentów, dwóch byłych premierów, prawie dwukrotnie większa widownia na żywo (i zapewne większa widownia przed telewizorami) – tak wyglądał ostatni "Tomasz Lis na żywo" w TVP2. Skandalu, o który pytały (prosiły?) portale internetowe nie było. Było za to trochę pożegnań wśród współpracowników Tomasza Lisa i pytania, gdzie i kiedy program wróci. Bo co do tego, że wróci nikt nie miał wątpliwości.

Nowe władze TVP nie przedłużyły umowy na emisję "Tomasz Lis na żywo", więc wyemitowany w poniedziałek 25 stycznia program był ostatnim w TVP2. Ale w Studiu 2 przy Woronicza daleko było od atmosfery żalu i pożegnania. Oczywiście było kilka akcentów podsumowujących historię programu. Naszą relację można przeczytać tutaj, a cały odcinek obejrzeć tutaj.

Tłumy

Zakończenie po niemal ośmiu latach emisji programu było niemal jedną z obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego po przejęciu TVP przez partię Jarosława Kaczyńskiego Tomasz Lis profilaktycznie kilka razy żegnał się z widzami. Ale Jacek Kurski postanowił nie robić z niego męczennika i poczekał do wygaśnięcia umowy, dlatego Lis i współpracownicy mogli się przygotować.
A przede wszystkim mogli się przygotować widzowie, których w studiu było dwukrotnie więcej niż zwykle. Trzeba było dostawiać krzesła, a i tak nie dla wszystkich wystarczyło miejsca. Pierwsi goście czekali w bloku F kompleksu TVP przy Woronicza już około 19, a więc prawie trzy godziny przed emisją programu. Niespełna godzinę później poczekalnia była pełna.

Stali bywalcy
Część widzów przyszła zobaczyć program na żywo pierwszy (i ostatni) raz, ale było też kilkoro stałych bywalców. – Z tej perspektywy ogląda się lepiej, niż w telewizji. Od listopada byłem na każdym programie – mówi mi Michał Cegłowski. Co więcej, nie jest z Warszawy, ale z Lublina. – To nie jest duży problem, mam rodzinę i znajomych w Warszawie, przy okazji ich odwiedzam. A dzięki programowi poznałem już kilka znanych osób – tłumaczy.

Przed rozpoczęciem programu trwały gorączkowe przygotowania, ale tylko w niewielkim stopniu różniły się one od cotygodniowej rutyny. Trzeba było przećwiczyć przejście przez korytarz, bo nawet tak prozaiczna czynność musi przygotowana – należy sprawdzić światło czy zasięg mikrofonów. No i zobaczyć, jak to wszystko komponuje się z muzyką z filmu "Gladiator".
Sprawdzona ekipa
Jednak największym wyzwaniem było usadzenie i okiełznanie widowni. Szczególnie, że była ona dużo większa niż zazwyczaj. Ale i z tym sobie poradzono. Tym bardziej, że większość załogi ma wieloletnie doświadczenie, część tworzyła program, jeszcze kiedy był on emitowany w Polsacie pod nazwą "Co z tą Polską?".

I to głównie wśród nich dawało się wyczuć nastrój pożegnania – niektórzy robili sobie zdjęcia, część wspominała jak wyglądał ich początek pracy nad programem. Żegnali się też goście. Jeszcze za kulisami Włodzimierz Cimoszewicz poprosił Bronisława Komorowskiego, Marka Belkę i Tomasza Lisa o wspólne zdjęcie.

Za pięć tygodni

Kiedy po zakończeniu rozmowy z Lechem Wałęsą prowadzący podziękował byłemu prezydentowi za wszystkie wizyty, ten bez cienia wątpliwości stwierdził, że wkrótce spotkają się w innym miejscu, a za jakiś czas PiS przegra i program wróci do TVP.

Podobne nadzieje wyrażali widzowie, którzy nie pytali Tomasza Lisa czy program w podobnej formule będzie istniał nadal, ale pytali "od kiedy?" i "gdzie?". Rąbka tajemnicy uchylił sam dziennikarz, który napisał na Twitterze "Do zobaczenia za 5 tygodni, 29 lutego".

Tylko dla czytelników naTemat zniżka na nową książkę Tomasza Lisa

Specjalnie dla czytelników naTemat przygotowaliśmy specjalną 20-procentową zniżkę. Jak ją dostać?

1. Kliknij TUTAJ i przejdź do księgarni

2. Dodaj książkę "A nie mówiłem" do koszyka

3. Wpisz kod promocyjny "NATEMAT"

4. Cena po zniżce to 23,99 zł + koszty dostawy.

160 milionów
Nowy dyrektor TVP zdaje się nie być zmartwiony tym, że traci program, który zarobił dla stacji ok. 160 milionów złotych (wg cennika reklam). – Mamy, przynajmniej w pewnym zakresie, wolny rynek mediów, więc nie jest to przedmiot moich obaw czy lęków – mówi w rozmowie z naTemat Maciej Chmiel.

Mimo tego należy docenić jego dżentelmeńskie zachowanie – przed rozpoczęciem programu dyrektor TVP2 przyszedł przywitać się z Tomaszem Lisem, śledził jego przebieg w pokoju dla gości, a po zakończeniu emisji cierpliwie czekał kilkanaście minut, aż Tomasz Lis wypełni obowiązki wobec żądnej zdjęć i autografów widowni, by osobiście pożegnać się z prowadzącym.

Decyzja Kurskiego?
Bo wydaje się, że to nie Maciej Chmiel podjął decyzję o zakończeniu emisji programu. – Przyznam, że interesuję się bardziej kulturą niż polityką, więc nawet trudno jest mi ocenić te osiem lat, nie byłem widzem tego programu – powiedział Maciej Chmiel. Przy ostatnim nagraniu zabrakło za to prezesa Jacka Kurskiego. A on akurat program zna dobrze, był jego najczęstszym gościem – wystąpił w nim aż 36 razy.

Ale poza politykami uprawiającymi co tydzień swoje rzemiosło, historia programu była też pełna rozmów z ważnymi postaciami naszej historii, z najważniejszymi światowymi przywódcami, a także ludźmi kultury, którzy mieli do opowiedzenia swoje wyjątkowe historie.

"Przeminęło z wiatrem"

I to właśnie skrót tych rozmów zajął kilka ostatnich minut programu. Przypomniano fragmenty rozmów z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, Zbigniewem Religą, Tadeuszem Mazowieckim, Michaiłem Gorbaczowem, Hillary Clinton czy Dmitrijem Miedwiediewem. Ale byli też Andrzej Wajda, Maciej Kozłowski, Anna Przybylska czy Justyna Kowalczyk i Robert Lewandowski.

Po tym już tylko pożegnanie Tomasza Lis z widzami. I muzyka z "Przeminęło z wiatrem". Ale po zejściu z anteny "Tomasz Lis na żywo" trwał jeszcze przez dobre kilkadziesiąt minut – właściwie każdy chciał zrobić sobie zdjęcie z autorem programu, sporo było też książek do podpisania.
Widzowie długo nie mogli się pożegnać z Lisem, a kiedy dziennikarz wychodził z budynku TVP, jeszcze raz nagrodzili go gromkimi brawami. Nie ma więc wątpliwości, że wrócą. Niezależnie od tego, gdzie i pod jaką nazwą pojawi się teraz "Tomasz Lis na żywo". Bo to nie była, jak chciałaby prawica, stypa, tylko ostatni dzień przed przerwą wakacyjną – trochę żal, że kończy się semestr, ale przecież za kilka tygodniu wszyscy znowu się spotkają.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MediaTomasz Lis na żywoTVP
Skomentuj