Grupa naTemat

Dzieci gorszego sortu – czyli rzeczniczka PiS i jej wspaniała rada dla samotnych matek

Jarosław Kaczyński (PiS) z dziećmi
Jarosław Kaczyński (PiS) z dziećmi fot. Agencja Gazeta
Rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek udzieliła dziś rady kobietom w trudnej sytuacji materialnej, które samodzielnie wychowują dziecko i są wykluczone z programu 500 zł. Jaką? Mówiąc wprost: kobieto, znajdź sobie mężczyznę i urodź kolejne dziecko.

Rzecz jasna wykluczeni przez rząd PiS z otrzymywania świadczenia mają być wszyscy rodzice samodzielnie wychowujący dzieci bez względu na płeć, ale spójrzmy prawdzie w oczy – zazwyczaj są to kobiety. Oczywiście rzeczniczka PiS ujęła swoją radę bardziej dyplomatycznie – zapytana, co powiedziałaby samodzielnej matce stwierdziła:
Beata Mazurek, rzeczniczka PiS

– Zachęcała ją będę do tego, żeby ustabilizować swoją sytuację rodzinną, mieć więcej dzieci. Tak, aby móc na to świadczenie się załapać. Czytaj więcej

Innymi słowy: samotna matko, znajdź faceta ("ustabilizuj swoją sytuację") i zróbcie sobie dziecko ("miej więcej dzieci"). Recepta prosta jak patriarchat.


Konsekwencje
Co jeśli samodzielna matka jednego dziecka nie chce lub nie może posłuchać rady Beaty Mazurek? Wtedy, jeśli dochód w jej rodzinie choćby przekracza minimalnie 800 złotych na głowę, nie dostanie nic, za to rodzice dwójki dzieci zarabiający kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie dostaną co miesiąc 500 zł na drugie dziecko.

A jeśli samotna matka pójdzie za radą rzeczniczki PiS? Wtedy, o ile podczas ciąży pracodawca nie zwolni jej z powodu "reorganizacji działu", będzie miała dwójkę dzieci na utrzymaniu ze swojej marnej pensji i pensji ojca drugiego dziecka. Oczywiście o ile ojciec drugiego dziecka nie pójdzie śladem poprzednika i nie porzuci ekonomicznie swojego dziecka. Wbrew pozorom mężczyźni nie mają tego wypisanego na twarzy. Nie ma zresztą gwarancji, że związek z nowym mężczyzną przyniesie poprawę sytuacji ekonomicznej rodziny. Dobra rada PiS nadaje się najwyżej do schowania do kieszeni. Kobieta która jej posłucha i wejdzie w nowy związek oraz urodzi kolejne dziecko by otrzymać świadczenie ryzykuje, że tylko pogorszy swoją sytuację i wpadnie w spiralę ubóstwa. Chyba nie o to powinno chodzić w polityce społecznej?

Konserwatywna ideologia
Wypadek przy pracy? Czy może osobliwe rozumienie solidarności społecznej przez partię mającą "sprawiedliwość" w nazwie? Takie rozwiązanie wpisuje się w konserwatywną politykę rodzinną PiS-u, który dzieli dzieci na te lepszego i gorszego sortu. Jedynaków uboższych, samotnych matek PiS zakwalifikował do drugiej kategorii. Gorszego sortu są również dzieci rodziców, którzy mają dziecko z poprzedniego związku. Taka rodzina składająca się z rodziców i dwójki dzieci (dziecka z poprzedniego związku i dziecka z nowego związku) to według PiS rodzina z... jednym dzieckiem, a więc nie otrzyma 500 zł. Zarówno nowatorska arytmetyka PiS-u jak i konserwatywna definicja rodziny służą konserwatywnej ideologii.

Złudzenia ministra Kowalczyka
Może jednak sytuacja samodzielnych rodziców wcale nie jest taka zła? Takie przekonanie żywi minister Henryk Kowalczyk, który ostrzega przed uprzywilejowaniem niepełnych rodzin.
Henryk Kowalczyk, minister w rządzie PiS

– Osoby samotnie wychowujące dzieci nie są uprzywilejowane. Zwykle jest tak, że osoba, która samotnie wychowuje dziecko, pobiera świadczenie alimentacyjne. Nie chcemy wyróżniać w ten sposób osób samotnych. Nie może to być impuls do rozbijania rodzin. Czytaj więcej

Zgadza się, nie przywidziało się wam – minister Kowalczyk boi się uprzywilejowania ubogich, niepełnych rodzin. Trudno powiedzieć ile w tych słowach arogancji, a ile niewiedzy, ale jedno jest pewne: minister Kowalczyk nie ma kontaktu z rzeczywistością. Codzienność lwiej części samotnych matek w Polsce to walka o przetrwanie – nie tylko finansowe, lecz także psychologiczne. Ponad milion dzieci nie otrzymuje zasądzonych alimentów, a państwo przymyka oczy na ojców porzucających ekonomicznie własnych potomków. W ten sposób cały ciężar utrzymania dziecka spada na kobietę, która po przekroczeniu żenująco niskiego progu 725 zł na głowę nie może skorzystać z pomocy Funduszu Alimentacyjnego.

Ciężki los niepełnych rodzin
Samotne matki robią więc co mogą by utrzymać dziecko – wykonują dwie prace, pracują po kilkanaście godzin dziennie przez okrągły tydzień. Jeśli nie dadzą rady zaspokoić podstawowych potrzeb dziecka, to wtedy to samo państwo, które pobłaża niepłacącemu alimentów ojcu, może jej odebrać dziecko.

Na pytanie o poprawienie skandalicznie niskiej ściągalności alimentów na dzieci w Polsce PiS nabiera wody w usta. Mimo to Stowarzyszenie "Dla Naszych Dzieci" nie ustaje w staraniach - od kilku dni matki dzieci okradanych z alimentów zalewają skrzynkę mailową premier Szydło opisami trudnej sytuacji swoich dzieci.
W odpowiedzi rząd chętnie wyręczają internetowi seksiści. Za czyny (a raczej: zaniechania) mężczyzn odpowiadają - tradycyjnie - kobiety.
Wniosek? Biednemu zawsze wiatr w oczy, zwłaszcza jeśli jest kobietą samotnie wychowującą dziecko. Na szczęście PiS proponuje im proste wyjście z trudnej sytuacji: znaleźć faceta i mieć więcej dzieci. Inaczej ich dziecko będzie traktowane jak dziecko gorszego sortu.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SpołeczeństwoDzieciPrawo i Sprawiedliwość
Skomentuj