Grupa naTemat

Minister szuka zastępcy d/s cyberbezpieczeństwa kraju… i nie znajdzie. Zarobki mniejsze niż u przeciętnego hakera

Minister cyfryzacji Anna Streżyńska chce zatrudnić specjalistę, który zajmie się bezpieczeństwem  informatycznym kraju. Jak na proponowaną skalę obowiązków może zaproponować mizerną pensję.
Minister cyfryzacji Anna Streżyńska chce zatrudnić specjalistę, który zajmie się bezpieczeństwem informatycznym kraju. Jak na proponowaną skalę obowiązków może zaproponować mizerną pensję. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Roczne dochody szeregowego hakera to 29 tys. dolarów. Niestety, najważniejszy urzędnik w Polsce, który ma zmierzyć z cyberprzestępczością będzie zarabiał trochę mniej – w przeliczeniu 27 tys. dolarów. To kolejna historia o tym jak polskie biedapaństwo buduje swoje najważniejsze instytucje z tektury.

Anna Streżyńska, minister cyfryzacji tworzy właśnie nowy departament, który ma zbudować narzędzia i procedury do ochrony kraju przed cyberprzestępcami. Szef departamentu w randze wiceministra musi być jednak ideowcem. Z sytemu płac urzędników wynika, że jedyne co może mu zaoferować urząd to 9 tys. złotych brutto miesięcznie.

Podobno było już kilku kandydatów do zajęcia się antyhakerską działką. Jednak na widok szczegółów oferty i oczekiwań Streżyńskiej: praca na tempo, często po godzinach, trudne zadania, dziękowali za zainteresowanie własnym CV i wychodzili ze spotkań. Trudno się dziwić, branża IT to bodaj pierwsza w Polsce gdzie obowiązują rynkowe i międzynarodowe stawki za pracę. Rynkowe czyli minimum 15 tys. na rękę - czyli prawie tyle co premier kraju.

– Potwierdzam, że mamy pewien problem finansowy. Poszukujemy osoby, które zrealizuje 30 najważniejszych zadań dotyczących cyberbezpieczeństwa w kraju. Są w tym zakresie zaniedbania, o których mówił wczęsniej raport Najwyższej Izby Kontroli. Minister chce jak najszybciej się z nimi uporać - mówi Karol Manys, rzecznik prasowy Ministerstwa Cyfryzacji. Dodaje, że minister Streżyńska pracuje nad tematem sama.
Przemysław Krejza, Mediarecovery informatyka śledcza

Zagrożenie jest bardzo poważne i faktycznie potrzeba w Polsce osoby oraz instytucji, która zajmie się tworzeniem procedur dotyczących bezpieczeństwa informatycznego. Oferowana płaca w stosunku do wymaganych kompetencji jest niska. Po głośnym ataku na Plus Bank reszta sektora finansowego w Polsce zagospodarowała większość rynku fachowców tej dziedziny.

Idioci i złodzieje
Specjalista cyberbezpieczeństwa w prywatnej firmie zarabia średnio 115 tys. dolarów rocznie. Zarobki w branży w tym roku zwiększą się o 15 proc. ze względu na rozmiar szkód jakie hakerzy powodują w biznesie - czytamy w najnowszym raporcie Palo Alto Networks. Dlatego nie jest to dobry czas na szukanie tanich pracowników. W polskich bankach specjaliści IT zarabiają 15 tys. netto, a ci tworzący standardy bezpieczeństwa dla firm doradczych nawet 2-3 -krotnie więcej. Jak to się ma do warunków oferowanych przez polski rząd? - Tylko idiota albo złodziej będzie pracował za takie pieniądze - słynny cytat Elżbiety Bieńkowskiej idealnie pasuje do opisania problemu. Przypomnijmy, że w podsłuchanej przez kelnerów rozmowie z Pawłem Wojtunikiem z CBA rozmowie Bieńkowska narzekała na wysokość płacy urzędników. Pensja sekretarza stanu w ministerstwie to 6 tys. zł.

Wychodzi na to, że polskie biedapaństwo buduje najważniejsze instytucje z tektury. I to teraz, kiedy również polski internet znalazł się na celowniku cyberprzestępców. Przypomnijmy, że w połowie 2015 roku hakerzy sparaliżowali działalność Polskich Linii Lotniczych LOT. Zablokowali system tworzący plany lotów, co uziemiło na lotniskach część samolotów. Wykradziono też dane o kontach klientów Plus Banku. To jeszcze nie ta skala co w Estonii, gdzie 2007 roku grupa hakerów na parę dni wyłączyła całe państwo - urzędy, banki, media itd.

Jak wynika z raportu najwyższej izby kontroli bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni nie jest w Polsce właściwie chronione. "Nie podjęto dotąd spójnych i systemowych działań w zakresie monitorowania i przeciwdziałania zagrożeniom występującym w cyberprzestrzeni. Aktywność państwa paraliżował przede wszystkim brak jednego ośrodka decyzyjnego, koordynującego działania innych instytucji publicznych oraz bierne oczekiwanie na rozwiązania, które w tym obszarze ma zaproponować Unia Europejska" - punktuje NIK. Dodaje, że kraj jest jako tako przygotowany na wypadek wojny, powodzi czy innych klęsk, ale hakerzy mogą u nas buszować jak chcą.

Urzędnicy emigrują
Nie licząc partyjnych karierowiczów administracja nie może liczyć za zainteresowanie pracą ze strony ekspertów. Jest wręcz przeciwnie, coraz częściej ministerstwa opuszczają doświadczeni pracownicy. Ciekawie rozwija się kariera Marka Rozkruta, kiedyś był prawą ręką Jacka Rostowskiego i przygotowywał analizy skutków ekonomicznych wprowadzanych ustaw. W 2012 roku Rozkrut rzucił posadę i został głównym ekonomistą w firmie doradczej E&Y. Robił mniej więcej to samo – przygotowywał raporty o skutkach zmian w przepisach dla różnych branż. Szybko został gwiazdą E&Y promowaną na konferencjach ekonomicznych. Awansował na partnera w firmie. Można założyć, że jego zarobki w stosunku do urzędowej pensji wzrosły co najmniej 4-krotnie.

Ministerstwo finansów opuścił także inny ideowiec - Ludwik Kotecki. Od wielu lat pracował nad budżetem kraju, miał wprowadzać na rynek walutę euro. Pisaliśmy, że wyjechał zarabiać prawdziwe pieniądze w Międzynarodowym Funduszu Walutowym w Waszyngtonie.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetRząd
Skomentuj