Czwarty dzień koczują pod sklepem. Buty Kanyego Westa to lans, bo do kupienia są tylko 33 pary!

Podczas godzinnej przerwy pod sklepem było zaledwie kilka osób.
Podczas godzinnej przerwy pod sklepem było zaledwie kilka osób. Fot. naTemat.pl
Od kilku dni mieszkańcy warszawskiego Śródmieścia nie mogą przestać się dziwić. Grupa młodych ludzi koczuje pod sklepem ze sportowymi butami. Owinięci w koce, z kubkami termicznymi w dłoniach, zawzięci. Czekają na buty sygnowane nazwiskiem chyba najpopularniejszego na świecie rapera Kanyego Westa. Koczownicy mają swoje pięć minut – ustawia się do nich kolejka dziennikarzy z radia, telewizji i mediów internetowych.

Szok i niedowierzanie
– Pierwsze osoby przyjechały w poniedziałek w nocy. Na początku nie dowierzaliśmy. Jak przyszłam do pracy we wtorek rano, to zobaczyłam, jak pierwsze osoby wypakowują się z auta i już o godzinie jedenastej stali pod sklepem i mieli stworzoną swoją listę, kto pierwszy przyszedł i tak dalej. Na początku sami wszystkim się zajęli. Teraz, mimo że nie jesteśmy organizatorami tego zamieszania, musieliśmy stworzyć pewien regulamin, żeby zachować jakikolwiek ład i skład – mówią pracownicy obleganego sklepu.
– Prowadzimy listę, co jakiś czas, żeby było sprawiedliwie, sprawdzamy kto z niej jest obecny pod sklepem, jeżeli go nie ma to automatycznie jest z niej skreślany i na jego miejsce wchodzi osoba, która jest na samym końcu. W piątek sprzedaż będzie się odbywała według listy – tłumaczy sprzedawczyni z Warsaw Sneaker Store, który znajduje się na ulicy Chmielnej 20.



Buty, które powstały przy współpracy Westa i marki Adidas są już na miejscu, ale czekają na premierę, która odbędzie się w piątek. Dopiero wtedy zacznie się sprzedaż. –Tych butów raczej nie można kupić za normalną cenę przez internet. Można nabyć je za kwotę trzykrotnie większą – wyjaśnia sprzedawczyni.

Faktycznie, wystarczy wejść na Ebay albo na jakikolwiek inny sklep internetowy, który ma Yeezy Boost 350 Pirate Black w swojej ofercie. Ceny wahają się między 1000 a 3000 dolarów. To w porównaniu z 850 złotymi, za które można je kupić w piątek w warszawskim sklepie – bardzo, bardzo drogo. – Cieszą się takim zainteresowaniem dlatego, że po pierwsze są to buty Kanyego Westa i przez to, że są tak limitowane. W Warsaw Sneaker Store będą dostępne tylko 33 pary, albo „parki”, jak mówią o nich koczujący kupcy.
Regulamin
Kiedy jest tak wielu chętnych, może zdarzyć się, że po kilku dniach spędzonych na chłodzie, niektórym mogą puścić nerwy. Nic z tych rzeczy. – Nie było awantur, wszyscy dogadują się między sobą. Wedle regulaminu każdy ma czekać pod sklepem nie dalej niż 3 - 5 metrów. Jeśli komuś się to nie podoba, bo wszyscy marzną pod sklepem, a on siedzi w aucie, to my stawiamy warunek: albo na następnym checkingu jesteś pod sklepem i widzimy, że nie wysiadasz z auta albo wysiadasz z auta, bo czekasz cały czas w ciepłym - wypadasz z listy. To jest niezgodne z regulaminem i niesprawiedliwe w stosunku do innych czekających – tłumaczy pracownica sklepu.

Kiedy przyszłam pod sklep akurat była przerwa. Pod budynkiem stał radiowóz i karetka. Ktoś planował skoczyć z 3 piętra, więc pracownicy sklepu zarządzili wolną godzinę, żeby nie utrudniać akcji służb. Pod sklepem zastaliśmy „zaledwie” około 20 osób. – Normalnie jest około 37 osób, a par butów jest 33. Oni naprawdę tutaj śpią, są tutaj cały czas, 24 godziny na dobę. Mają przerwy co jakiś czas, ale wtedy siedzą w pobliżu, gdzieś się ogrzewają. Robią to na własne życzenie – wyjaśniają pracownicy. Jakie jest ich zdanie o zachowaniu koczujących?
– To jest głupota, my tylko sprzedajemy buty! Nie myśleliśmy, że będą czekać tyle dni, spodziewaliśmy się dnia, dwóch, bo tak to się zazwyczaj odbywa na premierach. To jest zdecydowanie najdłuższa kolejka po buty, jaka miała miejsce. Zawsze każdą premierę ogłaszamy na Facebooku. Tak jak teraz, że 19 lutego w piątek jest premiera Yeezy Boost. Nikogo nie zapraszaliśmy do czekania. Są też strony, na których zamieszczane są podane daty premier. Ostatnie Yeezy Boosty mieliśmy jakiś czas temu i sprzedaż była zorganizowana wedle konkursu, czyli losowania. Były zapisy, a my po prostu losowaliśmy i dostał ten, kto wylosował. Tym razem stwierdziliśmy, że kto pierwszy, ten lepszy. Teraz były tylko zapisy na sprzedaż internetową.

Zrzutka na wózek
A jak humory pod sklepem? – Jestem tutaj od poniedziałku. Siedzimy tutaj, trzeba tu być przez większość czasu, teraz jest na przykład godzinka przerwy, dlatego jest tak mało osób, ale na ogół z pięćdziesiąt osób siedzi. Dzisiaj też trzeba będzie w nocy siedzieć – do jutra do piątej. Ci co byli pierwsi na liście to mieli niby ustalać zasady, no ale sklep ustalił listę. Trochę nie jesteśmy z tego zadowoleni, ale teoretycznie jest w porządku. Jak chcieliśmy mieć swoje „parki”, to mamy. Ale ci co byli tutaj pierwsi, na przykład tutaj chłopak był pierwszy, to teraz jest ostatni – mówi chłopak na oko 20-letni.
– Ja byłem tutaj w poniedziałek o 22.38. Czekałem sobie pod drzwiami i zaraz przyszedł mój koleżka, potem przyszedł trzeci i czwarty i tak się pozbierało. Generalnie założenie jest takie, że osoby które sprzedadzą Yeezy na rynku wtórnym przekażą jakiś tam procent na wózek inwalidzki dla naszego kolegi Pawła. To nie jest czysto zarobkowo, tylko charytatywnie. Kto chce przekaże, wiadomo, nikt nikogo nie będzie zmuszał. Myślę, że dziesięć osób się złoży, teraz to ciężko ogarnąć, bo jest przerwa, ludzie poszli na jedzenie. Dziesięć osób na pewno – mówi „pierwszy”.

Dlaczego ten model trampek jest tak popularny? – Bo zaprojektował je Kanye West. Może nie jest naszym idolem, ale bardzo go lubimy. To jest logiczne, że jest na te buty lans, bo to trampki, których jest 33 par w Polsce. Są bardzo limitowane. Nie kusi mnie, żeby samemu w nich potem chodzić, Paweł jest ważniejszy, złamał dwie nogi i ma je w gipsie. To jest tymczasowe, ale chcemy mu kupić wózek, bo nas stać – mówi koczujący chłopak.

A czy zdarzają się awantury? – Wszyscy tutaj są uczciwi, wszyscy się lubimy, nikt się nie będzie przepychał. Tak jak jest na liście, tak będziemy wchodzić. Kulturka proszę pani – tłumaczą zgodnie młodzi ludzie.

Potem zaczynają żartować. Na pytanie, co robią przez czas spędzony na czekaniu, odpowiadają – Śmierdzimy! – Nie myliście się jeszcze? –pytam. – Nie no, ja się codziennie myję! Ale od teraz, jak jest ostatnia doba, to już nie ruszamy się do domu. Ale wcześniej jeździliśmy – mówi jeden z chłopaków.
Plotki
W ciągu kilku dni zaczęły pojawiać się plotki, że to całe koczowanie to akcja promocyjna sklepu, a czekający są opłaceni przez jakąś agencję. – Przez agencję? Kto tu jest wynajęty przez agencję? – oburzają się. – Jak ktoś się daje wynająć przez agencję, to jest frajerem totalnym, no bo jak już ma tu stać, to bezsensu. To jest nieprawda.

Inni ironizują – Tak, to jest wszystko prawda, to wszystko tutaj jest ustawione. My jesteśmy profesjonalnymi statystami ze szkoły aktorskiej. Na przykład dzisiaj mieliśmy taką sytuację, że jakiś pan chciał skakać z trzeciego piętra, była policja, karetka, i to jest fakt, ale okazało się potem, że to wszystko było wykupione przez sklep! To była akcja, żeby było o nas jeszcze głośniej – mówią. – Wykonałam pracę, którą powierzyła mi agencja i udzielałam wywiadu – dodaje dziewczyna, która przyjechała specjalnie z Poznania.

Koczujący cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem mediów. Mają swoje pięć minut. – Mnóstwo mediów się do nas zgłasza, rozmawialiśmy już z ponad dwudziestoma. My jesteśmy też dość wybredni i wybieramy sobie media – tłumaczą. – My mamy w kontrakcie zapisane z kim mamy rozmawiać i komu co mamy mówić, czy pozytywnie czy nie – ironizują w nawiązaniu do plotek o akcji promocyjnej.
To ludzie, którzy poza czekaniem na piątkową premierę nie mają innych obowiązków. – Ja jestem już po sesji. – Ja kształcę się na rzecznika prasowego w Poznaniu na Uniwersytecie. – Ja chodzę do szkoły prywatnej, mam lekcje tylko w weekendy, na co dzień chodzę na warsztaty aktorskie i potem udaję menela pod sklepem – żartuje jeden z nich.

– Cały czas mamy co robić. Rozmawiamy tu, rozmawiamy na prawo, lewo, w tył. Nie ma zmian. Musimy stać w obrębie trzech metrów od sklepu. Tutaj jest tylko kilka osób z Warszawy, dlatego nie wszyscy mogą pojechać sobie do domu – tłumaczą.

– Nie znaliśmy się wcześniej, ale każdy już każdego obadał na Instagramie – mówią koczownicy. Pod sklepem nie dzieje im się krzywda. Przyjechał Red Bull i rozdał im darmowe energetyki, a pracownicy sklepu dali im foliowe koce termiczne. Może to, co robią, nie dla każdego jest zrozumiałe, ale chyba bawią się dobrze.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...