Sam podatek nie jest dolegliwy dla budżetu domowego, ale "zeznanie podatkowe" liczy prawie 100 rubryk.
Sam podatek nie jest dolegliwy dla budżetu domowego, ale "zeznanie podatkowe" liczy prawie 100 rubryk. naTemat.pl
Reklama.
Już za kilka miesięcy najlepszą fuchą w Warszawie będzie odpłatne wypełnianie zeznań podatkowych za strychy i piwnice. Tak, tak, drodzy czytelnicy. Wprowadzony w tym roku podatek od części wspólnych budynków jest zupełnie niegroźny dla naszych portfeli. To zaledwie kilka, kilkanaście złotych opłaty rocznie. Jednak, aby poprawnie wypełnić urzędniczy druczek trzeba będzie zapłacić "ekspertowi" z 50 złotych. Tak jak w przypadku rocznego zeznania PIT. W ich przypadku mamy przynajmniej programy pomagające w wypełnianiu PITów, ale w starciu z drukiem "Informacja o nieruchomościach i obiektach budowlanych" przegramy z kretesem.
Małgorzata, administrator budynków

To jest szaleństwo! Proponuję lokatorom, aby zatrudnić fachowca z uprawnieniami, który dokona precyzyjnych pomiarów i wyliczeń. Na ten cel wspólnota mieszkaniowa powinna zabezpieczyć około tysiąc złotych. Wątpię czy z tym formularzem poradzi sobie przeciętny właściciel mieszkania

Idę o zakład, że większość warszawiaków polegnie już na rubryce numer 5. Choć każdy, kto ma mieszkanie, czuje się jego właścicielem, zazwyczaj nie wie dokładnie czy w przypadku strychu oraz piwnicy jego status to: "współposiadacz", "posiadacz samoistny", "użytkownik wieczysty" a może raczej "współużytkownik wieczysty" lub na przykład "posiadacz zależny" czy "współposiadacz zależny". To jednak dopiero próbka urzędniczych mądrości.
logo
Zeznanie podatkowe w sprawie strychu, piwnicy, suszarni i komórek lokatorskich naTemat.pl
Bob budowniczy
Już niedługo zacznie się wielkie mierzenie strychów i piwnic w Warszawie. Do tej pory właściciele mieszkań płacili podatek od nieruchomości w domach wielorodzinnych liczony jako udział w działce pod domem, proporcjonalny do wielkości mieszkania. W tym roku władze Warszawy, ale podobnie wielu gmin w Polsce postanowiły osobno opodatkować części wspólne czyli strychy, piwnice. Żeby było weselej zwolnione z opodatkowania są powierzchnie klatek schodowych i szybów wind.
"Dla naszego dobra" urzędnicy wymyślili, że mniejszy podatek powinniśmy zapłacić za pomieszczenia o obniżonej wysokości. I tak, za powierzchnię o wysokości do 1,40 m np. skosy na poddaszu podatek wyniesie zero złotych. Ale za te w przedziale 1,40 do 2,20 m podatek wyniesie 50 proc. stawki bazowej. No i tam gdzie nad głową mamy powyżej 2,20m zapłacimy podatek w standardowej kwocie.
Skutek? Zwykłe plany budynku nie wystarczą. Trzeba będzie ruszyć się z miarką, by co do centymetra podać powierzchnię i wysokość tych pomieszczeń. Żeby to były jeszcze jakieś znaczące pieniądze. Nie, urzędnicy każą nam wykonać tę całą matematyczną gimnastykę przy stawce 0,75 groszy od metra. Z ciekawości poszedłem z miarką do własnej piwnicy. Mierzyłem, notowałem, dodawałem, mnożyłem – wyszło mi, że w sprawie niespełna 10 złotych opłaty spędziłem w piwnicy godzinkę. To oczywiście nie wszystko, bo teraz zaczyna się zabawa papierkowa.
Takie tam proste wyliczenia

(…)W 2015 r. proporcja, która jest niezbędna do ustalenia podatku od części wspólnej, wynosi 0,001636 (należy podzielić powierzchnię wyodrębnionego lokalu – 50,5 mkw. – przez powierzchnię budynku – 30 870,1 mkw.). Powierzchnia części wspólnych do opodatkowania przez właściciela mieszkania wyniesie więc 12,9 mkw. (wynik pomnożenia powierzchni wspólnej do opodatkowania przez proporcję). Biorąc pod uwagę stawkę podatku (0,75 zł), podatek wyniesie 9,68 zł. Trzeba również policzyć podatek od gruntu. Znów mnożymy powierzchnię gruntu (6289 mkw.) przez powyższą proporcję, a następnie przez stawkę (0,47 zł), co daje 4,84 zł podatku do zapłaty. Czytaj więcej

Matura z matematyki
Robię sobie uspokajającą herbatkę, siadam w wygodnym fotelu i otwieram wspomniany formularz. W rubrykach od 31 do 39 notuję. Szanowny urzędzie w piwnicy mam 4,31 m2 ze standardową stawką. Jest też wnęka 1,93 metra kwadratowego (mam tam opony zimowe) ze stawką 50-procentową. A w tej wnęce jest jakiś taki mały prożek dzięki, któremu na powierzchni 0,78 m2 uzyskuję zwolnienie podatkowe. Razem 3,95 złotych podatku. Potem jeszcze strych oraz obliczenie własnego udziału w pomieszczeniu, gdzie sąsiedzi trzymają rowery i wózki dziecięce.
Dalej to już łatwizna. Trzeba tylko: wpisać numery ksiąg wieczystych działek, obręb działki, datę nabycia nieruchomości. Sprawdzić czy w części budynku nie znajduje się przychodnia lekarska albo sklep (kolejne metry, wyliczenia, stawki itd). Czy fragmenty działki nie znajdują się w obszarze rewitalizacji - czyli trzeba sobie przeczytać stosowną ustawę z 2015 roku. I już można wyliczyć stawkę podatku od gruntu.
logo
W takich strychach urzędnicy widzś miliony do wzięcia fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Operacja strych
Według informacji administratorów obieg informacji będzie wyglądał nastepująco: w wielu wspólnotach mieszkaniowych i spółdzielniach zlecane są już pomiary i wyliczenia powierzchni do opodatkowania. Informacje zbiorcze kierowane będą do urzędów dzielnic, a te przyślą wyliczenia podatku dla każdego właściciela z osobna. Następnie każdy z podatników złoży druk "informacji o nieruchomościach…". To zeznanie podatkowe wypełnimy jednorazowo oraz dodatkowo w sytuacji, gdy zmienimy mieszkanie (na nowo obliczamy wówczas podatek).
Władze Warszawy liczą, że na podatku od strychów i piwnic od każdego mieszkania czy domu wpadnie im dodatkowo kilkanaście góra kilkadziesiąt złotych. W skali Warszawy uzbiera się kilkadziesiąt milionów złotych, 30 może 50, przy miliardzie wpływów z podatku od nieruchomości ogółem. Czy to warto?
Nie ma wątpliwości, że to zawracanie gitary. W stolicy jest około miliona mieszkań. Ich właściciele zarabiają średnio 5300 złotych miesięcznie (dane GUS) do daje – 33 zł za godzinę pracy warszawiaka. Czas poświęcony na wyliczenia, wypełnienie zeznania i dostarczenie go do urzędu szacuję na 2 godzinki. Wynika to z tego, że dla marnych kilkudziesięciu milionów rocznie oszalali urzędnicy prowokują koszty rzędu 66 mln złotych, osobo-roboczo-godzin zapracowanych mieszkańców. Papier na druki będzie kosztował 52 tys. złotych (ucieszy się Arctic Paper, największy producent), domowe drukarki zużyją toner warty 266 tys. zł (HP bije brawo urzędnikom). Poczta Polska oszaleje z radości z powodu dwóch milionów przesyłek.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl