
"Najdzielniejsza żołnierka świata", "bohaterka", "symbol narodowy Ukrainy" - tak najczęściej określano Nadię Sawczenko od chwili, gdy przed dwoma laty Rosjanie wzięli ją do niewoli podczas starć pod Gorłówką. Potem były miesiące spędzone w areszcie i pokazowy proces, w którym zarzucono Ukraince, że z premedytacją nakierowała ogień artyleryjski na rosyjskich dziennikarzy. Wreszcie w marcu tego roku putinowski sąd skazał ją na 22 lata pobytu w łagrze, choć obrona udowodniła, że Nadia Sawczenko była już w rękach Rosjan, gdy nastąpił atak na dziennikarzy, a ci na froncie poruszali się bez oznaczeń, iż są z prasy.
Wróciłam i nie pozwolę wam zapomnieć o tych chłopcach, którzy umierali za Ukrainę na Majdanie, a teraz giną za nią w Donbasie. Nic nie zostało zapomniane i nic nie zostało wybaczone. Naród Ukrainy nie pozwoli nam siedzieć w tych ławach, jeśli będziemy go zdradzać. Ukraina ponad wszystko!
Jednak w Polsce już po kilku jej pierwszych wystąpieniach w nowej - politycznej - roli wody nabierają w usta ci, którzy wcześniej ciężko pracowali, by Zachód wywierał w jej sprawie presję na Kreml. - Teraz to już polityka wewnętrzna Ukrainy... - usłyszałem tylko od jednego z polskich dyplomatów. Inni na temat "nowej Sawczenko" są jeszcze mniej rozmowni.
Wbrew temu, co większości mogło wydawać się przez ostatnie miesiące, Nadia Sawczenko w polityce wcale nie oznacza zbliżenia Ukrainy do Zachodu i pokoju. Wręcz przeciwnie. Kijów nie może pozwalać sobie na ustępstwa wobec Rosji ani o krok, ale opór musi stawiać rozsądnie. Tymczasem im silniej Nadia Sawczenko będzie zachęcać ulice do ostrzejszego podejścia wobec Władimira Putina, tym Kreml dostanie tylko więcej argumentów za koniecznością "obrony" przez Ukraińcami.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl