Z dyplomem, po latach doświadczenia i teraz nie mają pracy - kobiety z Lemingradu. Faceci z wyższym wykształceniem mają jeszcze gorzej.
Z dyplomem, po latach doświadczenia i teraz nie mają pracy - kobiety z Lemingradu. Faceci z wyższym wykształceniem mają jeszcze gorzej. Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta

Rano z garaży na warszawskim Lemingradzie wyjeżdżają drogie auta. Pod nieobecność domowników, u niektórych pojawiają się sprzątaczki, a u innych opiekunki. Na ten widok z okien już ze złością patrzy ponad dwustu sąsiadów. Mają lata doświadczenia w korpo, a nawet dyplom dobrej uczelni, a teraz też wpis do rejestru bezrobotnych w pośredniaku.

REKLAMA
O mieszkańcach Wilanowa krążą złośliwe określenia lemingi. Tacy osobnicy pracują w korporacjach, zarabiają krocie, mają mieszkanie we frankach, swoje pociechy też nazywają Frankami, no i głosują na PO. Tam wieczorami też czasem płaczą. Nie tylko z powodu szefa psychopaty i wygranej PiS-u.
Jeśli wierzyć statystykom stołecznego urzędu pracy w dzielnicy Wilanów, w twierdzy lemingów, jest tylko 392 bezrobotnych. Należałoby się cieszyć, że tak mało, ale...
51 proc. sposób zarejestrowanych z Wilanowa to osoby z wyższym wykształceniem, które pewnie przez lata rodziły sobie świetnie na rynku. No i duża część z nich to kobiet.
– Postanowiłam urodzić dziecko. Pracodawca miał zatrzymać stanowisko do mojego powrotu, bo w końcu przez lata byłam niezastąpiona. Teraz nawet moje małżeństwo wisi na włosku. Po porodzie depresja, po utracie pracy jeszcze głębsza – opowiada Alina (imię zmienione).
Wykształciuch do łopaty
Zarejestrowała się w pośredniaku. W całej Warszawie mieszka ponad 11,5 tys. osób z wyższym wykształceniem. Najbardziej typowym bezrobotny w stolicy ma powyżej 35 lat, dyplom i mieszka na Pradze Południe. Tam jest ich ponad 1200, dalej w kolejce – Ursynów i Wola. 
Kto ostatnio szukał pracy w pośredniaku? W raporcie Urzędu Pracy w Warszawie można znaleźć odpowiedź. Lista powstała według ostatnio wykonywanego zawodu bezrobotnego. Na pierwszym miejscu są kasjerki, potem księgowi. W czołówce rankingu poszukujących zatrudnienia nie brakuje również sekretarek. Co ciekawe menadżer/dyrektor częściej zaglądał do pośredniaka niż kucharz. Częściej można spotkać analityka finansowego, inżyniera, a nawet informatyka, niż dekarz. 
W Urzędzie Pracy podkreślają, że stolica jest specyficznym rynkiem pracy. Obok osób z wyższym wykształceniem, drugi biegun stanowi 9 tys. zarejestrowanych, którzy edukację zakończyli na etapie gimnazjum, a nawet podstawówce. Pośrodku statystyki niemal dziura. W rejestracji nie ma młodych po średniej szkole! A przecież to typówka w innych częściach kraju. Młode wilki podbijają rynek pracy. Ich optymizm może zepsuć myśl, że ich trochę starsi koledzy też tacy byli.
Można dostać w dekiel
Od prawie dwóch lat pracy szuka czterdziestoletni, Mariusz (imię zmienione) z Białołęki.
– Najpierw wysyłasz coraz bardziej wyszukane CV, spotykasz się z doradcami zawodowymi. No i wysyłasz. I d.. – opowiada.
Jest księgowym. Miał pecha, że nie załapał się do stabilnej firmy. Ostatnio tylko w jednym roku pracował w trzech miejscach. W końcu na bezrobociu...
– Stałem się obojętnym na wszystko. Wycofanym, sam siebie nie poznawałem. Każdą czynność wykonywałem, jakby w spowolnionych ruchach. A może mi się tak wydawało. Gdy drugi rok siedzi się domu można dostać w głowę. I co z tego, że są chałtury. Nawet próbowałem pracy fizycznej w Niemczech. Jak ktoś całe życie trzymał kalkulator w dłoni, to machanie kielnią raczej łatwo nie pójdzie – tłumaczy.
Pensje dalekie od oczekiwań
Obraz statystyki bezrobotnych nie obejmuje osób przyjezdnych, którzy szukają pracy w stolicy. Takich, jak Tomek (imię zmienione), który zatrzymał się w hostelu przy ul Ogrodowej. Przyjechał w nadziei na ułożenie sobie życia, na nowo. Po wyglądzie sądząc nie ma jeszcze trzydziestki.
– W Lublinie zarabiałem trzy tysiące złotych, to sądziłem, że jak przyjadę do stolicy to zarobki będą znacznie wyższa. Nic podobnego. A wczoraj od ciotki usłyszałem, że u niej w firmie ogólnie mówiąc hotelarskiej zostali zatrudnieni goście po dwóch fakultetach za 1200 złotych, to się już przeraziłem. Nawet o dorywczą dobrze płatną prace trudno, bo dużo jest przyjezdnych ze Wschodu, którzy zaniżają pensje – przekonuje.
Raczej ułożenie życia zajmie mu jeszcze sporo czasu. Często wspomina o ruletce. Ostatnio przegrał 2 tys. złotych.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl