Wojciech Mann: Jestem lewakiem. Kim innym mógłbym być?

Wojciech Mann i jego torba pełna płyt do kolejnej audycji w Trójce.
Wojciech Mann i jego torba pełna płyt do kolejnej audycji w Trójce. fot. Anna Dryjańska
- Chcę wytrwać w Trójce, ale nie za wszelką cenę. Tak długo, jak mogę ludziom sprawiać przyjemność muzyką, nie idąc na beznadziejne kompromisy - mówi Wojciech Mann, dziennikarz Trójki, w rozmowie z naTemat.

Anna Dryjańska: Czy jest pan szczęśliwy?

Wojciech Mann: Są takie chwile, ale to nie jest permanentny stan. Inaczej byłoby strasznie nudno.



Co pana cieszy?

Drobiażdżki. Czyjaś reakcja, jakaś piosenka której nie znałem, a bardzo mi się spodobała, chmura o ciekawym kształcie… Nowy budzik, który właśnie sobie kupiłem. Różne, dziwne rzeczy.

Bywa pan wkurzony?

Oczywiście. Są tacy, którzy uważają, że noszę maskę i udaję miłego, poczciwego, lekko ociężałego człowieka, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy. Ale to nie jest tak. Staram się być pogodny, ale miewam też gorsze momenty. Nie chcę tym jednak obciążać otoczenia. Oczywiście najgorzej wychodzi na tym rodzina, bo jest ze mną najdłużej i najczęściej. Jak źle trafią, to jestem straszliwy.

Jaki jest straszliwy Wojciech Mann?

Czepiam się różnych rzeczy, nic mi się nie podoba. Na szczęście taki stan nie trwa zbyt długo.

Potem pan przeprasza?

Albo przepraszam, albo sytuacja poprawia się samoczynnie. Ale ja o sobie źle mówił nie będę, jestem chodzącym aniołem.

Już myślałam, że pan powie, że jest tylko człowiekiem.

Nie, to banał. Jestem bardzo dobry i praktycznie nie mam wad.

Jest pan legendą?

Ależ skąd, chyba że pyta pani o wiek. Uwielbiam to co robię, ludzie w miarę wrażliwi wiedzą, że to uczciwe.

"Dobra zmiana"

Jak się czuje anioł bez wad w czasach zmian?

W swoim życiu widziałem różne rzeczy. Pamiętam jako dziecko lata 50-te, które były obrzydliwe, lata 60-te, które niby były lepsze, ale też miały straszne momenty. Potem euforię postsolidarnościową. A teraz jestem zdumiony. Zdumiony ilością nienawiści, wulgarnym podchodzeniem do ludzi, instrumentalnym traktowaniem Polski i obywateli. To mnie naprawdę przygnębia.

Myślał pan, że po 1989 roku to nie będzie możliwe?

Nie w takim nasileniu. Myślałem, że ludzie mają trochę dłuższą pamięć i wiedzą, z czego żeśmy wyleźli. Ale pamięć dotyczy tych, którzy wtedy żyli. Najwidoczniej niezbyt skutecznie przekazaliśmy to następnym pokoleniom, a następne pokolenie w ogromnej liczbie spraw przyszło już na gotowe. Nigdy nie oberwało od historii jak my i poprzednicy. Być może młodzi będą musieli się boleśnie przekonać się o tym, jak to jest stracić prawa, które mieli od zawsze.

Jestem gorliwym patriotą. Niestety co jakiś czas pojawiają się ludzie, którzy demolują mój kraj.

Uważa się pan za patriotę?

Tak. Gorliwego. Do tego stopnia, że przestaję być pogodny, milutki i uśmiechnięty gdy widzę, co politycy wyprawiają z Polską. Niestety co jakiś czas pojawiają się ludzie, którzy demolują mój kraj.

Dlaczego to robią?

Nie jestem naukowcem, badaczem. Mam tylko swoje teoryjki. Mam wrażenie, że polityka w rozumieniu nadwiślańskim to narkotyk. Tym narkotykiem są dziesiątki mikrofonów, które towarzyszą każdemu politykowi bez względu na jego kompetencje czy pełnioną funkcję. Magia fleszy, cytowanie, internet, tłity-śłity... to wszystko oszałamia polityków.

Z niesmakiem obserwuję, jak mierni politycy robią wszystko, by stanąć przed mikrofonem. Biegną do mediów tak, że mało kapci nie pogubią.

Dla wielu z nich pierwszym i ostatnim celem jest robienie zamieszania wokół siebie. Z niesmakiem obserwuję, jak mierni politycy robią wszystko, by stanąć przed mikrofonem. Biegną do mediów tak, że mało kapci nie pogubią. A potem recytują to, czego się wyuczyli z partyjnych przekazów dnia.

Czym jest patriotyzm?

Lubieniem swojego kraju i lubieniem ludzi. Natomiast szczucie wszystkich na siebie to przeciwieństwo patriotyzmu.

Jaką piosenkę zadedykowałby pan dobrej zmianie?

Gdybym chciał to zrobić górnolotnie, to wyciągnąłbym stary, apokryficzny numer „Desiderata”. To elementarz, Coelho dla ubogich. Pokazuje podstawowe prawdy, np. „avoid loud and aggressive persons”, czyli unikaj głośnych i agresywnych osób.
A bardziej subtelnie?

Chodzi mi po głowie kilkanaście tytułów, trochę mnie pani zaskoczyła. (chwila milczenia) Któregoś starego Dylana, albo „Don’t think twice, it’s alright”. Z polskich piosenek wybrałbym „Dorosłe dzieci” grupy Turbo. Też prosty przekaz z komunistycznych czasów, ma swoją siłę. A tym, którzy są sfrustrowani, przypomniałbym „Don’t worry, be happy”.
Dlaczego znany z przegrywania PiS odniósł wreszcie wyborczy sukces?

Moim zdaniem przez poważne błędy Platformy, która się skoncentrowała na europeizowaniu siebie i innych grup. Dlatego nastąpił wzrost liczby ogolonych, sfrustrowanych, emigrujących i tych, którzy zagłosowali na PiS. To nie jest tak, że coś stało się nagle.

Czy w opozycji jest ktoś, na kogo pan patrzy z nadzieją?

Mimo prywatnej sympatii do kilku osób niestety nie widzę teraz polityka opozycji, który byłby w stanie zmobilizować społeczeństwo.

Trójka

Kogo z nowych pracowników Trójki ceni pan za warsztat dziennikarski?

Nie powiem, bo nie chcę zrobić przykrości tym, których nie wymienię. Czepiam się. Nie znoszę niechlujności, bylejakości. Po tym, gdy niedawno wytykałem dziennikarzom błędy językowe, przyszedł do mnie kolega z Trójki, z którym jak dotąd mówiliśmy sobie tylko „dzień dobry". Przeprosił mnie za to, że używa zwrotu „moim i państwa gościem”. To była dla mnie największa nagroda. Szanuję go za to, że z tym do mnie przyszedł.

„Moim i państwa gościem” to zwrot używany nie tylko przez pracowników "dobrej zmiany".

Brak wykształcenia, nieuctwo, bylejakość, są obecne w wielu środowiskach. Być może po pewnej stronie jest ich więcej, ale nie chcę pokazywać palcem.

Czyta pan fora internetowe pod tekstami o powyborczej rzeczywistości w Polskim Radio? Często pojawia się tam argument, że pracownicy Trójki nie są świętymi krowami i podlegają zasadom rynku pracy tak jak wszyscy. Wytyka im się, że pracują w Trójce po 20, 30 a nawet 40 lat, podczas gdy zwykli Polacy miesiącami albo latami nie mogą znaleźć pracy.

Każdy może stracić pracę. Ale nie odpowiada mi takie bolszewickie podburzenie. I nie chodzi mi tylko o Trójkę, ale każdą inną sferę. Najprościej jest zagrać na niskich instynktach człowieka, któremu się nie udało w życiu, znaleźć mu kogoś rzekomo winnego i temu niby winnemu odebrać. Dzięki temu ktoś będzie miał ohydną satysfakcję, że nie tylko on dostał po tyłku. To jest metoda przerażająca.

Wracając jednak do Trójki - od dawna mówiłem, że w była za mało otwarta na nowych ludzi, którzy spowodują, że tym „przyspawanym”, włącznie ze mną, zacznie się palić pod tyłkiem, bo zobaczą, że jest konkurencja. Uśpienie i nadmierna pewność siebie nie są dobre.

Czuje pan, że ma konkurencję?

Mimo dekad pracy w branży, bardzo poważnie przygotowuję się do każdej audycji. To mój obowiązek, by wykonywać tę pracę, i jednocześnie moją wielką pasję, na przyzwoitym poziomie. Jeśli pojawi się ktoś, kto jest ode mnie lepszy, to z wielkim, ale nie ostentacyjnym smutkiem (bo przecież jestem aniołem) będę musiał to uznać. Chociaż kto wie. W Polsce jest tradycja ochrony starców, więc może już się kwalifikuję do ulgowego traktowania. (śmiech)

To dlatego szefowie z nadania "dobrej zmiany" jeszcze się z panem nie pożegnali?

Nie mam pojęcia.

Gdyby nowe władze Trójki zdecydowały, że nie ma dla pana miejsca w powyborczej rzeczywistości, to w ciągu kilku minut miałby pan w skrzynce dziesiątki ofert pracy.

Byłbym niesłychanie nieuczciwy, gdybym nie zdawał sobie z tego sprawy. Tylko co z tego. Pewnie mógłbym zrobić kalkulację. Poszukać miejsca, w którym dostałbym o wiele lepsze warunki finansowe, może przydzieliliby mi nawet kierowcę i deputat napojów chłodzących.

Partyjne zmiany w mediach publicznych oceniam bardzo krytycznie, ale na mnie nikt presji nie wywiera.

Wszystko zaczęłoby się kręcić.

Mógłbym wtedy napluć na Trójkę, powiedzieć, że to oni mnie wyrzucili, choć sam bym zrezygnował. Ale tego nie zrobię. Oczywiście chciałbym więcej zarabiać, nie widzę w tym nic złego, ale to nie jest wyłącznie kwestia pieniędzy czy dodatków. To sprawa ludzi, miejsca, a przede wszystkim słuchaczy. Nie jestem pewien, czy którakolwiek stacja ma tak wiernych słuchaczy jak Trójka. Mimo tego całego krytycyzmu, który ostatnio się nasilił.

Może przenieśliby się za panem? Coraz mniej rzeczy, które ich trzymają w Trójce.

Wiara w swoją niesamowitą moc i popularność jest niebezpieczna. Łatwo wpaść w taką pułapkę, gdy czyta się dziesiątki miłych wiadomości. Pewnie kilka osób by się zmartwiło, gdyby mnie zabrakło w Trójce, może ktoś podszedłby na ulicy i powiedział, że to szkoda, że nie ma mnie na antenie. Ale przecież ten ktoś nie pójdzie z bagnetem na barykadę, by o mnie walczyć. Nikt by o tym nie pamiętał za jakiś czas. To tak banalne, że aż nie chce mi przejść przez usta, ale nieobecni nie mają racji.

Dlatego chce pan wytrwać?

Tak, ale nie za wszelką cenę. Tak długo, jak mogę ludziom sprawiać przyjemność muzyką, nie idąc na beznadziejne kompromisy. Partyjne zmiany w mediach publicznych oceniam bardzo krytycznie, ale na mnie nikt presji nie wywiera.

To samo mówił liberał Marcin Celiński, który trafił do TVP po wyborach jako reprezentant niepisowskiego punktu widzenia, czyli mówiąc w skrócie lewak, bo wszyscy, którzy nie popierają skrajnej prawicy, są teraz nazywani lewakami...

Ja chyba też jestem lewak. Kim innym mogę być?

Po 12 wydaniach programu okazało się, że wkroczyła cenzura, że Celiński nie może poruszać tematów niewygodnych dla PiS i zapraszać kogo chce.

Jestem psychicznie przygotowany na taki rozwój wydarzeń. Jeśli coś takiego się stanie, to trudno. Trzeba będzie podjąć jakąś decyzję. Niektórzy uważają, że w związku ze zwalnianiem kolegów już dawno powinienem rzucić papierami.

Podpisał pan list protestacyjny w sprawie zwolnionego Jerzego Sosnowskiego.

Według niektórych to za mało. Może zyskałbym szacunek wśród hajlującej młodzieży, gdybym np. wysadził drzwi do Trójki? Tylko jaki efekt bym osiągnął?

Pewnie większe przeciągi.

(śmiech) No właśnie, tylko czy wywiałoby to, co trzeba?

Czy uważa pan, że Trójka ma szanse się podnieść?

Przede wszystkim nie zgadzam się z tezą, że Trójka upadła. Dostała lekko po piórach, ale w porównaniu z tym, co się wydarzyło na Woronicza 17, to jest dużo mniejszy kaliber. Na razie jeszcze wierzę, że Trójka ma szanse się z tego otrząsnąć.

Jeśli rząd zdecyduje, że Trójka również ma być propagandową bułą, to będzie źle. Została pomyślana jeszcze w mrocznych czasach PRL-u jako rozgłośnia muzyczna odciążająca media od wszechobecnej propagandy. Po tym, jak na rynku pojawiły się rozgłośnie komercyjne, Trójka nie tylko utrzymała swoją pozycję, ale się umocniła. Słuchalność rośnie.

Jest już sporo anten propagandowych: TVP1, 2, TVP Info, Jedynka. Jeśli politycy zmienią Trójkę w narzędzie propagandy, to wtedy Trójka upadnie.

Czyli nie płacze pan nad rejtingami?

Nie, chociaż wiem, że ten wzrost słuchalności Trójki to efekt spadającej słuchalności Radiowej Jedynki.

Trójka kanibalizuje słuchaczy Jedynki?

Możliwe. Natomiast silna pozycja Trójki powinna dać decydentom do myślenia. To jest radio dla ludzi, nie dla partyjnej propagandy. Jest już sporo anten propagandowych: TVP1, 2, TVP Info, Jedynka. Jeśli politycy zmienią Trójkę w narzędzie propagandy, to wtedy Trójka upadnie.

Zdaniem części opinii publicznej media pod rządami Platformy Obywatelskiej były w równym stopniu nasycone partyjną propagandą.

Nie mogę się z tym zgodzić. Najłatwiej jest powiedzieć, że PiS robi to co tamci, tyle że dla dobra kraju, więc sprawa załatwiona. Platforma też ma masę grzechów na sumieniu, ale skala tępienia ludzi, którzy nie zapisali się po stronie właściwej partii i teraz tracą swoje funkcje, jest przerażająca. A co tak złego Platforma zrobiła w Trójce? Czekoladowego orła?

Część osób uznała, że to niegodne.

A to, że na Twitterze poseł PiS nazywa byłego prezydenta bydlakiem jest godne?

Już przeprosił.

Bezpośrednio po tym wydarzeniu w studiu telewizyjnym wystąpił inny, nieznany mi poseł PiS. Dziennikarka zapytała, co myśli o epitecie pod adresem byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Poseł PiS-u odpowiedział, że nie może się do tego odnieść, bo nie czytał tego tweeta. Więc redaktorka przeczytała mu to jedno zdanie i powtórnie zapytała, jak poseł się do tego odniesie. A on na to powtarza, że nie może tego skomentować, bo nie zna tej wypowiedzi. Choć właśnie ją usłyszał!

Widziałem w jego oczach strach i paraliż umysłowy. Był kompletnie bezradny, bo nie dostał instrukcji. Gdyby był facetem z jajami, to powiedziałby jedną z dwóch rzeczy: "zgadzam się, Lech Wałęsa jest bydlakiem", albo "nie zgadzam się, to jest zwykłe chamstwo". A on spocił się jak szczur i ani jedno, ani drugie.

Młodzi

Co by pan powiedział młodzieńcom z Polską Walczącą na koszulkach, którzy robią panu zarzut z tego, że pracował pan w Polskim Radio za PRL?

Gdybym teraz był młody, to pewnie byłbym podobnie bezkompromisowy jak oni. Ja jednak jako nastolatek w czasach powojennych żyłem w niezachwianym przekonaniu, że Niemiec to mój śmiertelny wróg. Mało tego. W tym poczuciu utwierdzała mnie władza ludowa, która, pokazywała mi zdjęcie kanclerza Adenauera w płaszczu krzyżackim. Łączyło się to w ciąg prostych skojarzeń.

Jako nastolatek byłem przekonany, że Niemiec to mój śmiertelny wróg, a kanclerz Adenauer chętnie by mi wyłupił oczy. To był mój ówczesny patriotyzm skrzywiony przez PRL-owską propagandę.

Krzyżak doprowadził Danuśkę do kompletnego upadku, a Jurandowi wyłupił oczy. W związku z tym rosłem w przeświadczeniu, że kanclerz Adenauer chętnie by mi wyłupił oczy. To był mój ówczesny patriotyzm skrzywiony przez PRL-owską propagandę. Dopiero list biskupów polskich do niemieckich skłonił mnie do myślenia.

A co myślą ci młodzi, polscy patrioci, którzy hajlują?

To mi się w głowie nie mieści. Gdy byłem na wycieczce szkolnej w Oświęcimiu, to nie mogłem spać przez tydzień. Oglądałem wstrząsające filmy wojenne, takie jak „Kanał”, „Ostatni etap”, „Pigułki dla Aurelii”. Czytałem „Kamienie na szaniec” Kamińskiego. A teraz ludzie w tym samym wieku, co bohaterowie tych filmów i książek, hajlują i tatuują sobie swastyki.

Państwo, które toleruje taką ideologię, podkopuje własne fundamenty. Zawsze znajdą się bezmózgi, które będą wyznawać te idee, ale to powinno być surowo karane i to nie tylko teoretycznie. A politycy niby są temu bardzo przeciwni, ale przymykają oko i dopieszczają hajlujących. To straszne.

Prezydent Duda i premier Szydło wzięli udział w uroczystościach rocznicowych Pogromu Kieleckiego. Mówili, że w naszym państwie nie ma miejsca na ksenofobię i antysemityzm.

To bardzo piękne deklaracje, ale pytanie brzmi „co dalej?”. Co zrobią? Bo słowa nie wystarczą.

Pan się otrząsnął z PRL-owskiej, antyniemieckiej propagandy. Może dla hajlujących patriotów też jest jeszcze nadzieja?

Wierzę, że niektórzy dorosną. A inni? Odpowiem anegdotą. Wychowywałem się na Powiślu, towarzystwo było różne, w tym chuliganerka. Kiedyś spotkałem na ulicy jednego z chuliganów - był bardzo pobudzony, uśmiechał się od ucha do ucha. Zapytałem, co go tak cieszy. A on odchyla marynarkę i wskazuje znak ORMO. – Patrz - pochwalił się – teraz będę mógł bić ludzi legalnie. I to jest właśnie ta straszna mentalność, którą teraz wzmacniają w Polsce pewni politycy.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...