
Jeszcze nie przebrzmiały echa naszego tekstu o podatku za wodę, a już rząd zapowiada podniesienie cen energii. Przeciętne polskie gospodarstwo w ciągu roku będzie płacić około 55 zł rocznie więcej za prąd.
REKLAMA
Od pierwszego lipca obowiązuje ustawa o odnawialnych źródłach energii. Na jej podstawie każdy odbiorca energii będzie płacił w rachunku kwotę, która w założeniu ma trafić fo producentów zielonej energii. Choć na papierze opłata wygląda śmiesznie, wynosi bowiem tylko grosz za trzy kilowatogodziny, to w rozliczeniu rocznym przeciętny Kowalski zapłaci około 8-9 zł w ciągu roku.
Uzyskane środki mają być przeznaczone na program subsydiowania energii odnawialnej. Myli się jednak ten, kto w tym momencie pomyślał o energii wiatrowej. Ta, jako niestabilna i nieprzewidywalna nie jest bynajmniej oczkiem w głowie rządu PiS, pieniądze dostaną te firmy, które spalają węgiel z biomasą. W Polsce oznacza to, że do węgla dorzucany jest najczęściej drzewny granulat, powstający z odpadów.
Mają też powstać nowe elektrownie, na przykład w Ostrołęce, której plany budowy zarzucono cztery lata temu jako ekonomicznie nieopłacalną. Jej koszt określa się na około 5.5 mld zł. Rząd PiS uznał, że do pomysłu trzeba wrócić. Prąd w okolicach Ostrołęki będzie generowany w wyniku spalania węgla. W ten sposób rząd Beaty Szydło wesprze nierentowne spółki węglowe. Tylko co na to Unia Europejska? Czy uda się Polsce spełnić światowe normy emisji dwutlenku węgla?
Rząd Ewy Kopacz w założeniach programu energetycznego do 2050 roku zakładał, że węgiel będzie pełnił główną, ale malejącą rolę. Planowano rozwój energii odnawialnej, pozyskiwane z elektrowni wiatrowych, wodnych, źródeł geotermalnych. Program był niespójny i słusznie był krytykowany, także na łamach naTemat. Dziś okazuje się, że PiS wraca do starych, sprawdzonych rozwiązań, a za budowę konwencjonalnych elektrowni zapłacą wszyscy Polacy.
Szacuje się, że po uiszczeniu wszystkich dodatkowych opłat, po uwzględnieniu podwyżek przeciętne gospodarstwo w Polsce będzie płacić o 55 zł więcej niż dotychczas.
źródło: Gazeta Wyborcza
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
