PiS nie docenia tego, że Polacy są nieobliczalni - mówi Marta Lempart, inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet

Marta Lempart od niedzieli organizuje ze współpracownikami Ogólnopolski Strajk Kobiet. W ciągu niecałych dwóch dni udział zadeklarowało 42 tysiące osób. Kolejne 59 tys. obserwuje rozwój wypadków.
Marta Lempart od niedzieli organizuje ze współpracownikami Ogólnopolski Strajk Kobiet. W ciągu niecałych dwóch dni udział zadeklarowało 42 tysiące osób. Kolejne 59 tys. obserwuje rozwój wypadków. fot. archiwum domowe
Gdy w niedzielę na wrocławskim proteście rzuciła hasło Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, nie spodziewała się, że uruchomi lawinę. Dziesiątki tysięcy kobiet zadeklarowały udział w wydarzeniu, które ma polegać na masowych nieobecnościach w pracy i na uczelni. A to wszystko przeciwko projektowi totalnie delegalizującemu aborcję, który do dalszych prac właśnie skierował PiS. Marta Lempart w rozmowie z naTemat ostrzega: ten Sejm dalej nie pojedzie!

Jak długo planowałaś Ogólnopolski Strajk Kobiet?

Kilka dni temu dyskutowałam z moją partnerką o strajku islandzkim, ale to była po prostu luźna rozmowa po tym, jak napisała o nim Krystyna Janda. Szłam na niedzielny Czarny Protest z przygotowanym wystąpieniem: chciałam powiedzieć, że legalność aborcji to nie jest kwestia światopoglądu, tylko praw człowieka.

Wtedy partnerka powiedziała mi, że powinnyśmy zrobić strajk. I ja się z nią zgodziłam. Pamiętam, że jadąc na Plac Solny zastanawiałam się, jaki dzień byłby najlepszy, że to musi być poniedziałek albo piątek.

Padło na 3 października - Czarny Poniedziałek.

41. rocznica strajku islandzkiego przypada 24 października, ale pomyślałam, że to zbyt odległa data, biorąc pod uwagę że Sejm już zaczął prace nad totalnym zakazem aborcji. Ale nic straconego. 3 października robimy strajk ostrzegawczy, a jeśli rząd nie wyrzuci do kosza ustawy totalnie delegalizującej aborcję, to 24 października zrobimy już strajk konkretny.
Pojawiają się głosy, że 3 października to zdecydowanie zbyt wcześnie. Niektórzy mówią, że w tydzień nie można się do tego dobrze przygotować, że nie zdążycie wszystkich powiadomić, że nie wszystkim pasuje ta data...

Podsumowując: że się nie uda (śmiech).

Tak. I że to będzie kolejne przegrane, polskie powstanie. Co ty na to?

A ja na to, że nie pracują wtedy wykładowczynie na uczelniach, redaktorki, że kobiety zamykają punkty usługowe... W całej Polsce ludzie organizują 50 wydarzeń w ramach Strajku Kobiet.
A co robisz ty i twoi współpracownicy?

Zachęcamy ludzi do nieobecności w pracy w sposób legalny. Pokazujemy, w jaki sposób mogą to zrobić. Zbieramy także informacje o tym, co ludzie i grupy ludzi robią w terenie w związku ze strajkiem.

Sami nie organizujemy żadnych manifestacji, pikiet, działań - to musi zrobić każdy w swojej miejscowości. I ludzie to robią. Więc nawet jeśli 3 października Polska się nie zatrzyma, to jednego dnia w całym kraju odbędzie się kilkadziesiąt akcji organizowanych przez kobiety.
Kim są organizatorki wydarzeń lokalnych?

To osoby zaangażowane np. w Dziewuchy, Ratujmy Kobiety i KOD, ale też tak zwani zwykli, wkurzeni ludzie, którzy nigdy nie brali udział w tego typu akcjach, już nie mówiąc o ich organizacji. Żeby ułatwić im odnalezienie się, uruchomiłam ankietę, w której ludzie zaznaczają, w jakiej miejscowości mieszkają. Dzięki temu mają ze sobą kontakt i zaczynają działać.

Należysz do jakiejś partii?

Ależ skąd! Jestem za to bardzo zaangażowana w ruch społeczny KOD. Dlatego wszyscy się zdziwili, gdy na niedzielnym Czarnym Proteście rzuciłam hasło strajku kobiet.

Dlaczego?

Bo KOD uchodzi za organizację bardzo stonowaną, a nawet konserwatywną. A propos, wczoraj przeczytałam na Facebooku świetną rzecz: ostatnie wydarzenia zmusiły Partię Razem do opowiedzenia się za liberalizacją ustawy na wzór europejski, a KOD do sprzeciwu wobec jej zaostrzenia. I to już jest sukces.


A co na to wszystko koledzy i koleżanki z KOD?Jesteśmy bardzo różnorodnym środowiskiem, są tam zarówno ludzie, którzy głosowali na Razem, jak i osoby, które popierają Nowoczesną, więc gdy ktoś mówi, że KOD się przekształci w partię, to nie wie, o czym mówi.

Ale tym, co nas łączy jest wrażliwość na brutalne, opresyjne działania władzy. Samo to, że władza myśli, że może narzucić totalny zakaz aborcji, oburza wszystkich. Członkowie wrocławskiego KOD bardzo mnie wspierają. Podkreślam jednak, że to moja własna inicjatywa, a nie akcja Komitetu Obrony Demokracji.
Wydarzenie założyliście w kilka osób w niedzielę wieczorem. Od tego czasu dołączyło kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak sobie z tym radzicie?

Śpię już tylko po dwie godziny na dobę. Sukces internetowy nas przytłoczył - ludzi rozsadzają pomysły, emocje i wszyscy chcą się z nami skontaktować. To nam trochę daje w kość, więc postanowiliśmy uporządkować sprawę.

Wydarzenie na Facebooku służy już tylko do informowania o sposobach na legalną nieobecność w pracy i lokalnych inicjatywach. Burzę mózgów przeniosłyśmy do specjalnej grupy dyskusyjnej, w której ludzie się oddolnie organizują.

Stworzyłyśmy też oficjalny fanpage, na którym publikujemy notki prasowe. Uczulam na to, by nie dołączać do fejkowych stron podszywających się pod Strajk Kobiet, bo służą tylko zbieraniu lajków i rozpraszają inicjatywę. Toniemy w wiadomościach i dlatego wszystkich prosimy o cierpliwość. Nie odpowiadamy od razu nie z powodu złej woli, ale dlatego, że trochę nie wyrabiamy, bo energia tego protestu jest nie do ogarnięcia.

Partnerka nie ma do ciebie pretensji, że poświęcasz się tylko Strajkowi?

Przecież to ona powiedziała, że powinniśmy zrobić strajk, więc teraz nie może mi robić wymówek (śmiech). A tak poważnie, to właśnie ona wykonuje lwią część pracy organizacyjnej.

Czy oprócz organizowania Strajku Kobiet pracujesz zawodowo?

Tak, jestem prawniczką w firmie budowlanej. A poza od 15 lat działam na rzecz osób z niepełnosprawnością. Jestem współautorką ustawy o języku migowym. Byłam wiceszefową Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Byłam w komisji ekspertów ds. niepełnosprawności przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. Pracowałam w PFRON i Ministerstwie Pracy.
Niektórzy mogą się zastanawiać, dlaczego w ogóle cię obchodzi totalny zakaz aborcji. Przecież masz partnerkę, więc pomijając dramatyczne okoliczności, raczej nie zajdziesz w niechcianą ciążę.

Ale mam rodzinę, przyjaciół i znajomych - bliskie mi kobiety, które będą poważnie zagrożone tym, że faceci z Sejmu zamordują je nieludzkim prawem. To się może stać już za chwilę. Moja koleżanka ma nowotwór - niechciana ciąża przy totalnym zakazie aborcji zagroziłaby jej życiu. Zawsze uważałam, że trzeba stać i krzyczeć, gdy władza próbuje narzucić złe, okrutne, bezmyślne rzeczy. Tak jest i tym razem.

Kilkadziesiąt tysięcy kobiet zaznaczyło na Facebooku, że są tylko zainteresowane Strajkiem. Co ty na to?

Mam nadzieję, że informacje które zamieszczamy, wkrótce przekonają je, że warto strajkować.

A co doradziłabyś kobietom, które mieszkają w mniejszych miejscowościach i chciałyby coś zorganizować, ale boją się, że to nie wypali?

Powiedziałabym im to, co powtarza mi w takich sytuacjach doświadczona działaczka społeczna. Czasami, gdy sytuacja jest niepewna, musimy działać ryzykując, że nie osiągniemy sukcesu. Będziemy miały wtedy cenną świadomość, że zrobiłyśmy wszystko, co mogłyśmy. Będziemy mogli spokojnie spać i dobrze się ze sobą czuć.

Czyli to kwestia sumienia?

Tak, ale nie tylko. Protest zawsze coś daje. Dobrze wiem, że organizowanie czegoś w dużym mieście i małej miejscowości to dwie różne rzeczy. W małej miejscowości jest znacznie trudniej. Chylę czoła przed tymi, którzy organizują tam różne wydarzenia. W wielkich miastach protesty organizuje się luksusowo. W miejscowościach 50 tysięcznych, 30 tysięcznych i 10 tysięcznych to już jednak zupełnie co innego. Decyzja jest dużo trudniejsza, podobnie jak większe są obawy, że to może nie przynieść efektu, a tylko spowoduje kłopoty. Ale sama świadomość, że człowiek robił co mógł, jest bezcenna. Poza tym nie wszystkie sprawy wygrywa się od razu.

A co byś powiedziała mieszkańcom wielkich miast?

Ludzie, wyjdźcie na ulice, przestańcie siedzieć w internecie! (śmiech) Zróbmy coś naprawdę!

Ale przecież Polska to nie jest Islandia, Warszawa ma dwa miliony mieszkańców, kobiety jej nie zablokują...

Ależ właśnie zróbmy to! Nie oszukujmy się, że jak siedzimy w internecie, to jesteśmy z ludźmi - nie jesteśmy! Jeśli nie wychodzimy na ulice, a zamiast tego stukamy w klawiaturę, to równie dobrze moglibyśmy siedzieć na środku pustyni.
Masz jakieś praktyczne rady dla strajkujących? Dla części z nich to będzie debiut.

Zgłaszajcie informację o planowanym zgromadzeniu do władz gminy. Pilnujcie, żeby protest był legalny. To proste. Wystarczy, że wypełnicie i złożycie krótki formularz - władze lokalne muszą to zaakceptować.

A jeśli ktoś nie dopełni formalności?

Policja nam sprzyja, ale gdy protest będzie nielegalny, to nie będzie miała wyjścia. Więc zgłoście zgromadzenie, to nie jest trudne.

Co to znaczy, że policja wam sprzyja?

We Wrocławiu policja bardzo dobrze chroni manifestacje KOD. Gdy jacyś nacjonaliści próbują nas zastraszyć, to policja wkracza nawet bez proszenia. Legalne zgromadzenie jest zabezpieczone przez policję, to kolejny argument za tym, by je zgłosić. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy w dopełnieniu formalności, to niech zgłasza się do nas. Pomożemy.

Jak kobiety mają strajkować?

Róbcie to, co wam serce dyktuje. Możecie protestować na ulicy, spotkać się z ludźmi, którzy myślą podobnie, prowadzić punkt informacyjny i rozdawać ulotki... Możecie spędzić Czarny Poniedziałek tak, jak chcecie - w ramach biernego oporu. To nie jest tak, że wszyscy muszą stać godzinami na ulicy i krzyczeć. Strajk Kobiet to wasz czas. Wiem, że sam fakt, że kobiety robią to co im się żywnie podoba wkurza ludzi, ale właśnie to, że 3 października zrobią to, co chcą, będzie formą protestu. W Czarny Poniedziałek kobiety nie powinny niczego.

Górnicy nie strajkowaliby popijając w domu kawę - poszliby pod Sejm i spalili opony. I to jest wersja light.

Dlatego w poniedziałek o 18:00, czyli godzinie K, w całej Polsce wychodzimy na ulicę i robimy hałas. Kończymy strajk z hukiem. To żelazny punkt programu. Robi to każda grupa lokalna.

A co z mężczyznami, którzy chcą wesprzeć Strajk Kobiet?

Powstało wydarzenie wspierające, mężczyźni już sami się organizują. Mogą strajkować z nami, mogą oznaczyć siebie, samochód, rower, na czarno. Zawsze jest jakiś sposób, by pokazać solidarność.

Jaką korzyść odniesie poseł PiS-u z tego, że zmusi zgwałconą kobietę lub dziewczynkę do rodzenia?

Zrobi to, żeby sprawdzić, ile jeszcze społeczeństwo jest w stanie znieść. Dowiedzieć się, co jeszcze mogą nam zrobić. To kwestia władzy - pokazania kto tu rządzi, ale także rozliczeń z Kościołem rzymskokatolickim.
Władza robi to dlatego, bo może?

A czemu prowadzi się dzieci szkolne na "Smoleńsk"? Bo można. Czemu nie zrobić czegoś okrutnego, głupiego i bezmyślnego, skoro się może? Taka jest ta władza. Władza nienadająca się do niczego jest zdolna do wszystkiego. Ten protest ma pokazać władzy, że jednak nie może. Widać, że PiS kompletnie nie zna naszej historii.

Jak to?

My, Polacy, jesteśmy narodem kompletnie nieobliczalnym. Wielokrotnie to pokazywaliśmy. Nigdy nie wiadomo co poruszy lawinę. To może być sprawa, która pozornie nie powinna wywrócić władzy. Ta polska nieobliczalność jest naszą siłą. Obecna władza nie docenia naszego groźnego potencjału. Ten Sejm dalej nie pojedzie!

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...